Wahadłowiec Challenger zbudowany przez NASA wykonał szereg lotów po orbicie okołoziemskiej w latach 80 tych. W tym czasie dokonywano badań i przeprowadzano różne zadania, wydarzyło sie wiele pierwszych rzeczy, jak np. pierwszy spacer kosmiczny. Ostatni lot był tragiczny, ponieważ wahadłowiec podczas startu wybuchł i wszyscy astronauci zginęli. Takie wypadki są dokładnie analizowane i okazuje się, że przyczyna techniczna, czyli wadliwa uszczelka zbiorników paliwa była dobrze znana inżynierom i projekt menedżerom, ale mimo to decyzja o startach była ciągle podejmowana dopóki wydarzyła się tragedia.
Kilkanaście lat później inny wahadłowiec, Columbia, również uległ wypadkowi. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Podczas startu uległ on uszkodzeniu, które okazało się fatalne podczas próby powrotu na ziemię bo wahadłowiec spłonął w czasie przechodzenia przez orbitę. Również tutaj cała załoga zginęła.
Dlaczego te tragedie się wydarzyły i czy można było nim uniknąć? Inżynierowie dobrze wiedzieli, że usterki są, ale to nie oni podejmowali decyzje, tylko menedżerowie projektu. Inżynierowie zdawali im raport na temat sytuacji a menedżerowie brali pod uwagę cały szereg innych czynników. Komisja, która badała sprawę uznała, że przywództwo w zespole było nieefektywne a sprawy organizacyjne są równie ważne jak inżynieryjne i tak samo mogą doprowadzić do katastrofy. Jeden z liderów, powiedział, że nie chce być tchórzem, który nie podejmie decyzji i będzie obwiniany za niepowodzenie misji.

Działanie organizacji jest bardzo skomplikowane i nawet nie do końca jesteśmy jest w stanie zrozumieć, ważne jest, aby zdawać sobie sprawę do czego decyzje, zachowanie liderów i ich ego może doprowadzić.