Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.

 


5 ciekawych powodów dlaczego eksport się nie udaje

Powodów dlaczego podbój rynków zagranicznych się nie udaje może być naprawdę wiele i na tym blogu będziemy je regularnie omawiać. Znalazłem ciekawe opracowanie hiszpańskiego eksportera, który podaje wewnętrzne powody nieudanego wejścia na rynki zagraniczne. Zobacz artykuł tutaj po Angielsku lub Hiszpańsku, a wersja Polska z moimi komentarzami poniżej.

  1. Eksport nie jest elementem długoterminowej strategii.
    Każdy potrafi schudnąć 10 kg w miesiąc, ale nie wielu jest w stanie to zrobić w ciągu roku. Aby się udało trzeba zmienić styl życia.
    Z eksportem i w zasadzie ze wszystkim jest podobnie. Krótkoterminowe działania nie przyniosą żadnego efektu, dlatego istotnym elementem jest włożenie regularnych działań proeksportowych do naszego terminarza i założenie, że tak samo jak wiele lat rozwijaliśmy naszą firmę w kraju, tak samo długo będzie to się działo za granicą. Jeżeli co tydzień mamy spotkanie z pracownikami działu rozwoju czy marketingu, tak samo co tydzień powinniśmy spotkać się z osobą realizującą nasz eksport. Jeżeli uda się nam to przez pierwsze kilka tygodni, to naturalnie przejdziemy do dalszego rozwoju, możemy stworzyć budżet na działania, zaplanować wyjazdy, zdobyć ewentualne finansowanie z projektów unijnych, zaprosić gości, dzięki informacjom z rynku zagranicznego przygotować nowe produkty.
    Z doświadczenia wiem, że najlepszy stymulatorem są po prostu zamówienia, jeżeli firma poczuje, że eksport faktycznie się udaje, to trudno jest jej kwestionować zasadność działań eksportowych.
  2. Brak międzynarodowego mindsetu
    Nastawienie firmy jako całości jest istotnym czynnikiem w rozwoju eksportu, ponieważ jeden manager sam nic nie zdziała, pracownicy w firmie muszą mu dobrowolnie, chętnie i świadomie pomagać - innymi słowa cała firma musi być w pełni świadoma, że eksportuje. Jeżeli dział przygotowania produktu stworzy instrukcje czy etykiety w języku polskim, w ogóle przy tym nie myśląc jak będzie wyglądała wersja eksportowa, to późniejsze koszty i nakład procy mogą być wysokie, a przede wszystkim działania naprawcze będą zniechęcające i uporczywe.
    Aby skutecznie i zespołowo realizować eksport musimy mieć zgraną i zorientowaną na cel drużynę, która wspólnie będzie realizować cel.
  3. Niemożność wprowadzenia zmian potrzebnych do eksportu
    Na samym początku najlepiej założyć, że łatwo nie będzie. Każdy rynek jest specyficzny i wejście na każdy wymaga zaadoptowani firmy do danych warunków, jeżeli chcemy wejść do Niemiec z całkowicie polską, zaledwie przetłumaczoną ofertą to najprawdopodobniej nam się nie powiedzie. Niemcy mają swoje charakterystyczne dla siebie przyzwyczajenia i zachowania, musimy się do nich dostosować, często pomoże nam w tym lokalny partner czy dystrybutor, z którym rozpoczniemy współpracę. Oczywiście w późniejszym etapie będziemy mogli promować rozwiązania, które dobrze sprawdziły się w Polsce, ale nie będzie to core naszego biznesu, tylko ciekawostka.
  4. Niekompetentny menedżer zarządzający sprzedażą eksportową
    Zależnie od naszej struktury będziemy mieli ludzi odpowiedzialnych za różne zadania. Aby umiejętnie wchodzić na różne rynki potrzebujemy osoby, kreatywnej, podchodzącej nietypowo do zadań, przenikliwiej i nie bojącej się prób a tym samym porażek. Niewiele osób posiada takie cechy, tym bardziej w Polsce, gdzie wiele osób nadal jest dość roszczeniowa i najchętniej czeka, aż szef powie im co mają zrobić. Jeżeli chcesz wchodzić na rynki eksportowe, potrzebujesz kogoś, kto przeanalizuje sytuację twojego przedsiębiorstwa i powie ci co trzeba zrobić, a następnie to zrobi.
    Manager eksportu powinien posiadać jedną ciekawą cechę, którą doskonale opisuje Adam Grant w książce Dawaj i Bierz , którą bardzo polecam. Opisuje on postawę łowcy talentów drużyny NBA Philadelphia 76ers, który miał możliwość wyboru do swojej drużyny Michaela Jordana, ale zdecydował się na innego zawodnika, ponieważ tamten lepiej się zapowiadał. Decyzja okazała się błędna bo jak wiadomo MJ został amerykańskim sportowcem wszech czasów, ale wielu działaczy przyznały rację trenerowi z Philly, ponieważ w tamtym momencie ta decyzja była dobra. Trener dał nowemu zawodnikowi szansę przez dwa sezony, a potem go zwolnił i przyznał się, że wybór był zły. Nie chciał już dalej kontynuować swojej porażki, tylko szukać kolejnych talentów, które przyniosą 76ersom mistrzostwo NBA, co w końcu się udało, a sam trener został wielokrotnie wyróżniony za swoje umiejętności.
    Nie jest łatwo przyznać się do porażki, ale o wiele gorsze dla naszej firmy będzie ciągnięcie złej strategii i dalsze topienie czasu i pieniędzy. Jeżeli jakiś rynek źle rokuje bo mamy nieodpowiedni produkt a stworzenie nowego wiąże się z ogromnymi nakładami, to trudno - uznajmy to za koszt utopiony i próbujmy wejść na inny rynek z innym produktem. Upewnijmy się, że nasz manager jest w stanie przyznać się do błędu.
  5. Silny rynek rodzimy
    Silny rynek Polski dla wielu producentów jest pułapką. Polska przez ostatnie lata pięknie się rozwija, ale jak pokazują badania ekonomiczne gospodarką rządzi cykliczność, co oznacza, że mamy lata tłuste i chude, regularnie co kilka lub kilkanaście lat, więc pewne jest, że prędzej czy później w każdej branży pojawi się kryzys. Jeżeli mamy zbudowaną prezencje za granicą, to mamy o wiele większe szanse, że kryzys dotknie nas mniej znacząco, ponieważ jest mniej prawdopodobne, że nastąpi on w wielu krajach z tą samą siłą. Oczywiście trzeba być ostrożnym też w drugą stronę, jeżeli uzależnimy firmę od jednego kraju eksportowego, a tam wydarzy się kryzys, to również będziemy mieli problem.Widać dość wyraźnie, że eksport to raczej kwestia zmiany mentalności, podejścia konsekwetnego w kwestii realizacji zadań związanych z eksportem, ale też elastycznego w związku z wyzwaniami jakie będziemy napotykać. Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi kluczową rolę w powodzeniu naszej misji bo jeżeli będziemy mieli odpowiednich ludzi i dobrze nimi pokierujemy, to pomogą nam oni zrealizować cel.

Ekstremalny kłopot autorytarnego managera - hipoteza dla #tigerenergydrink

Do napisania postu zainspirowała mnie Natalia Hatalska swoim udostępnieniem na facebooku poniższego. Przy okazji polecam jej trendbook na rok 2017, czytałem go ostatnio i jest to ciekawe zestawienie aktualnych trendów.

No właśnie, dlaczego w firmie nikt nie zareagował na taką kampanię w naszym kraju. Wytłumaczenie firmy można znaleźć tutaj.

https://www.facebook.com/TigerEnergyDrink/posts/1710945458934397

Ok, możemy firmie uwierzyć, chociaż jest nam trudno bo jak pisze Natalia Hatalska zaufanie do marek spada i koncerny wkrótce mogą mieć z tego tytułu problemy.

Ja natomiast chciałbym postawić swoją hipotezę nawiązującą do sposobów zarządzania. Otóż, w Polsce popularnym stylem jest autorytarne przywództwo, gdzie "szef" trzyma w rękach pełnię władzy i nie pozwala pracownikom wybrać koloru długopisu jakim mają podpisywać listę obecności. Na dłużej z takim szefem będę w stanie pracować ludzie tylko i wyłącznie mu podporządkowani, mogą to być dobrzy fachowcy z różnych dziedzin np. marketingu, ale będą to osoby, które z pewnych względów poddają się całkowitej woli szefa, usuwają się w cień i przede wszystkim nie kwestionują decyzji szefa. Nie mogą tego robić, ponieważ wiążę się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami, z których najlżejszą formą jest zdecydowana odmowa przyjęcia propozycji. Taki szef różnym pracownikom już wielokrotnie odmawiał i wiedzą oni, że nawet nie ma sensu próbować - popadają też z tytułu w chroniczne niezadowolenie z pracy i po kątach oczywiście obgadują szefa i narzekają na pracę, ba pewnie całemu światu się dostaje jaki jest on niesprawiedliwy. Można odejść z pracy, no ale "kredyt, dom, rodzina", albo się podporządkować, żeby w takiej sytuacji przetrwać. Teraz szef wpadł na pomysł, żeby zrobić taką ostrą kampanię, pracownicy dostarczyli materiał a on to zaakceptował, nie było żadnego whistleblowera, który powiedział by całemu gremium "hola, hola opamiętajcie się bezcześcicie narodowe wartości, w kraju, w którym są one święte, spotka się to na pewno z ostrą reakcją społeczeństwa, a w dobie mediów społecznościowych wieść o takiej wpadce rozchodzi się w kilka sekund po całym kraju". Nie było takiej osoby bo ona już dawno w tej firmie nie pracuje. Dlatego zdarzył się wypadek przy pracy, a możemy śmiało stwierdzić, że był to wypadek bo firma się teraz straszna kaja i nawet przelała pół miliona PLN na rzecz byłych powstańców.

Efekt autorytarnego przywództwa nie jest charakterystyczny dla Polski, wszędzie znajdziemy jednostki, które w ten sposób zarządzają. Amerykanie oczywiście nawet to zbadali a rezultatem badania przeraziły się firmy lotnicze, no bo co by się stało, gdyby autorytarny kapitał załogi, wykonał czynność, której żaden załogant by nie skorygował i doprowadziło by to do katastrofy lotniczej? Po eksperymentach w symulatorze okazało się, że w wielu przypadkach tak się właśnie stało, kapitan wykonał manewr, nitk nie zareagował w ciągu minuty, samolot się rozbił. W tej książce możecie przeczytać dokładniejszą analizę.

 

 


Klient nasz wróg

Mam wrażenie, pracownicy w wielu firmach dokładnie tak myślą. Klient postrzegany jest jako intruz, który przeszkadza nam w pracy. Celem urzędnika nie jest zadowolenie petenta, tylko to, aby dokumenty się zgadzały, aby nic mu nie zagrażało, ponieważ widmo poniesienia konsekwencji za swoje czyny jest przerażające.  Ale firmy prywatne? Przecież one kierują się tylko i wyłącznie zyskiem ekonomicznym, a dobra obsługa klienta wydaje się z tym nierozerwalnie związana. Chcesz mieć zyski, dbaj o klienta! Oczywiste! Powiem szczerze, że często tego nie czuję. Jestem bardziej wymagającym klientem, więc od pewnego czasu zwracam większą uwagę na to, w jaki sposób jestem obsługiwany. Niejednokrotnie napotykam też na pewne braki, jak choćby niemożność zapłacenia kartą. I co wówczas słyszę? „Ja tu tylko pracuje”. Nie będę tutaj rozpatrywał sprawy z punktu widzenia pracownika, który mówiąc w ten sposób wyrządza sobie krzywdę. Pisałem o tym już na blogu . Dla tych którzy chcą zgłębić temat ponownie polecam także książkę Seth Godin – Najmocniejsze Ogniwo

Osobą, która powinna zadbać o to, aby klient chętnie przychodził do niego kupować, jest właściciel biznesu. W Polsce wielu założycieli firm dorastało w czasach PRLu, gdzie obsługa klienta nie istniała, bo klienci kupowali wszystko, co było dostępne. Dlatego wiele mechanizmów marketingowych z zakresu obsługi klienta, dobrze już znanych na Zachodzie Europy czy w USA nie zostało u nas zastosowanych. Ówcześni biznesmeni nie uczyli się tego, jak istotnym jest to czynnikiem, a gdy weszli w gospodarkę wolnorynkową, po prostu zaczęli robić pieniądz. Nie możemy ich winić za taki obrót sprawy, bo po prostu takie były czasy. Możemy natomiast wpływać na pozytywną zmianę i serdecznie zwracać uwagę domagając się lepszego traktowania, ale tylko i wyłącznie w miły i uprzejmy sposób.

Istotnym faktorem jest też brak zaufania pomiędzy przedsiębiorcami i wrażenie, że jeżeli jeden drugiemu pomoże, to na tym straci. Myślimy sobie, że „jak jemu dam to sam będę miał mniej”, a w rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie. Ale to zupełnie inny temat. Właściciele stoków narciarskich nadal nie doszli między sobą do porozumienia i mamy dwa wyciągi obok siebie, ale potrzebne są na nie osobne bilety. Mimo to – tłumy klientów w sezonie. Dlaczego tak się dzieje?

Konsumenci w pewnym sensie utrudniają rozwój obsługi klienta, ponieważ nie wymagają wyższego standardu. Często zorientowani są tylko na cenę, a wiadomo, że jeżeli więcej oczekujemy, to musimy być gotowi więcej zapłacić. Tylko, że klientów też nie  możemy  winić za takie postępowanie. Polacy są nadal stosunkowo biednym społeczeństwem, dominanta zarobków oscyluje w okolicach 2100 brutto, a taka kwota nie przekłada się na większą siłę nabywczą.

Ale nie zmienia to faktu, że dobra obsługa klienta niesie ze sobą dużą wartość. Ciekawe badanie przytoczył Malcolm Gladwell w swojej książce Punkt Przełomowy (świetna książka, polecam też Błysk tego samego autora). Otóż opisuje on okoliczności pozywania do sądu lekarzy przez swoich pacjentów po tym jak lekarz popełnił błąd w sztuce lekarskiej. Można uznać, że każdy lekarz popełnia tyle samo błędów w swojej karierze, ale tylko niektórzy lekarze są dość często pozywani do sądu. Okazuje się, że pozywani do sądu są ci lekarze, którzy nie dołożyli starań w kontaktach z pacjentami, nie starali im się dokładnie wytłumaczyć, co i dlaczego się stało, nie byli gotowi odpowiedzieć na ich pytania itd. Pacjent czuje się w takiej sytuacji poniżony i pozywa lekarza do sądu, aby po prostu i zwyczajnie się na nim zemścić. Seth Godin w swoim podcaście Startup School mówi właśnie początkującym przedsiębiorcom, że można wydać mnóstwo pieniędzy na różne prawnicze atrybuty własnej działalności, można mieć odpowiednie obostrzenia i klauzule w umowach, za których wyprodukowanie zapłacisz masę pieniędzy, ale nawet to może cię nie uchronić, gdy rozwścieczysz klienta. W pierwszej kolejności należy zadbać, aby relacje z naszymi – czy to pacjentami czy klientami – były dobre.

Myślę, że często brakuje nam przekonania w to, że dobra obsługa generuje znaczącą wartość. Jako sprzedawca wielu produktów głównie jestem zainteresowany tym, aby sprzedać, ale nigdy nie zostawiam swoich klientów z problemem. Wcześniej dość mocno mnie męczyło, że musiałem pomagać klientom w trudnych i błahych sprawach, tracić na to czas i nie koncentrować się na sprzedawaniu, z którego przecież płynęły moje korzyści finansowe w postaci prowizji. Dodatkowo czasem trzeba było ponieść dodatkowe koszty, np. dosłać coś klientowi, zorganizować pomoc lub przeprowadzić naprawę na swój koszt. Pomijam przy tym kwestię czasu, który też ma swoją wartość. Później zdałem sobie jednak sprawę, że im więcej energii włożyłem w dobrą obsługę klienta i w im większych problemach klientom pomogłem, tym mniej energii musiałem poświęcać na sprzedawanie. W pewnym sensie sposobem na sprzedaż stała się obsługa klienta i dawanie im poczucie, że ich problemy są dla mnie ważne. Namawianie klientów na kupno czy wciskanie im towaru na siłę straciło jakikolwiek sen. Dobrze obsłużony klient sam wracał chętnie po coraz więcej. Przestawienie się na takie myślenie było zbawienne, gdy musiałem zajmować się sprawami czasem strasznie drobnymi i błahymi, wiedziałem jednak, że takie one są z mojej perspektywy, a dla klienta są całym światem. w danym momencie stanowią rozwiązanie ważnego dla niego problemu.

„Na podstawie swojego 20 letniego doświadczenia terapeuta wysnuł wniosek, że mężczyźni wcale nie zdradzają dlatego, że nowa kobieta wydaje się im atrakcyjniejsza. Jego zdaniem 92% mężczyzn zdradza, ponieważ czują się w aktualnym związku niedoceniani. Innymi słowy ta trzecia powoduje, że zaczynają czuć się wyjątkowo.

Apple i inne firmy wiodące prym pod względem obsługi klienta odnoszą sukcesy właśnie dlatego, że ich klienci czują się wyjątkowo. Pracownicy tych firm ciepło witają klientów, zadają pytania, słuchają, biorą aktywny udział w rozmowie i dają im poczucie upełnomocnienia. Dzięki temu klient wychodzi ze sklepu z uśmiechem na ustach i z pewnością siebie, która pozwala niemal przenosić góry. Steve Jobs powiedział kiedyś, że życie jest zbyt krótkie by realizować cudze marzenia. Ja dodałbym, że życie jest zbyt krótkie, aby otaczać się ludźmi i markami, które zamiast nas wzmacniać, ciągną w dół. Spraw, by twoi klienci poczuli się docenieni, pewni siebie i podziwiani, a odwdzięczą się lojalnością. Takie podejście sprzyja małżeńskiemu szczęściu i sukcesom marki.”

Cytat z książki Carmine Gallo – Doświadczenie Apple s. 135. Polecam tę książkę dla osób, które szukają inspiracji na temat obsługi klienta. Sukcesy Apple na tym polu są niewiarygodne. Autor jest znany wśród pracowników tej spółki i zaleca się im czytanie jego książek, aby mogli lepiej poznać filozofię firmy w której pracują.

 


Przestań gadać. Zacznij robić.

No właśnie! Masz ciekawy pomysł na biznes? Nie tylko Ty, wiele osób ma. Wiele osób ma nawet ten sam pomysł, ale udaje się tylko nie wielu osobom. Patrzymy na innych ludzi i wydaje się nam, że ich sukces przyszedł znienacka, ale to nieprawda. To jest tylko wygodna wymówka, kiedy możemy powiedzieć "temu to się poszczęściło", zapominamy, nie wiemy lub, co gorsza, nie chcemy wiedzieć, że ten ktoś wiele lat pracował na swój sukces i w końcu po wielu wzlotach i upadkach udało mu się.

Problem z którym obecnie walczę, to fakt, że zawsze chciałem być mistrzem świata. Jeżeli coś mi się szybko nie udawało, to wolałem tego nie robić. To jest problem wielu osób, rozpoczynamy nowy biznes, nowego bloga i myślimy, że będzie tak fajnie, a zaraz się okazuje, że to wcale nie takie proste.

Zaimponowała mi historia Michała Szafrańskiego, który na swoim blogu "Jak oszczędzać pieniądze" opowiedział historię o tym jak sam wydał swoją książkę. Polecam wszystkim jego bloga i podcast, profesjonalna robota. Temat oszczędzania pieniędzy jest dla mnie bardzo ważny i wiele już na ten temat czytałem i słuchałem, ale zaipomonował mi sukces jaki odniosł Michał swoją książką i zaczałem się zastanawiać jak on to zrobił. Odpowiedź jest dość prosta, zbudował ogromne audytorium za pomocą swojego bloga nad którym pracował dobre kilka lat, potem naprawdę przyłożył się do pisania książki, no i masz już nawet nie sprawdzam ile milionów zarobił.

Też chciałbym napisać książkę, też chciałbym zabrać się za wiele ciekawych projektów, ale najpierw muszę zbudować swoją pozycję, ja akurat wybrałem sobie pisanie bloga o sprawach, które mnie ciekawią. Oczywiście najchętniej pisałbym codziennie po kilka godzin, ale to nie możliwe bo "praca i rodzina", dlatego dwa razy w tygodniu? No cóż też się nie udało. I tak dalej. Jeżeli robisz dietę, nie wrzucaj na siebie super zaplanowanego tygodnia z każdym posiłkiem wymierzonym co do grama bo polegniesz. Jak mówi Tim Ferris w wielu swoich podcastach np. tym napraw swoje śniadanie, a jak już to ci się uda to zabierzesz się za resztę posiłków. I to się sprawdza w wielu sprawach, Seth mówi, że wyznaczamy sobie bardzo trudne cele, niemożliwe do osiągnięcia, ponieważ w momencie gdy polegniemy, to mamy świetną i wygodną wymówkę, której nikt nie jest w stanie obalić. Natomiast jeżeli polegniemy na małej rzeczy, to jeszcze się okaże, że jesteśmy beznadziejni, a tak przecież być nie może. Wyznaczajmy małe, ale osiągalne cele i je realizujmy - mówi Seth.

Moim celem na ten moment jest jeden post na blogu w tygodniu. Jedna rzecz bardzo mi w tym pomogła, deklaracja publiczna - otóż podlinkowałem swój post na facebooku i zapłaciłem 5$ za reklamę, aby dotarł do kilku osób, zaprosiłem kilku znajomych, potem napisałem, że następny post za tydzień (wczoraj), mimo tego, że może nikt nie tego drugiego niesponsorowanego posta nie czytał, to czułem jego ciężar, no i proszę. Jestem piszę, a chciałem czytać książkę :-)

Pomysł na mojego bloga mocno się nie wykrystalizował, ale jest mnóstwo rzeczy w kwestiach osobistego rozwoju i biznesu, o których czytam i chciałbym się nimi podzielić, więc co tydzień będę wrzucać informacje, co czytałem, czego słuchałem ze swoim komentarzem.

Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Lepszy dobry biznes, niż pasjonujące zajęcie

Często słyszysz, że możesz robić co tylko chcesz, tylko musisz się tym naprawdę pasjonować i prędzej czy później zostanie Ci to wynagrodzone. Wiele osób, które podążają do końca za swoimi pasjami świetnie sobie radzi finansowo. Dla niektórych miarą sukcesu jest sukces finansowy, tak naprawdę dla większości (Krista Tippett ciekawie rozwija tę kwestię w jednym ze swoich podcastów) . Zapominamy jednak, że sukces finansowy ma swoją cenę jak samotność, brak rodziny, przyjaciół czy jakże ważne zdrowie. Ale ok, nie o sukcesie chciałem pisać, a o monetyzowaniu i satysfakcji jaką to niesie ze sobą oraz o rozpoczynaniu biznesu.

Jak otwierałem swoją pierwszą firmę to podążałem za swoją pasją kitesurfingiem. Świetnie jest być surferem, przebywać na złotej plaży w słońcu sprzedawać sprzęt i jeszcze z tego świetnie żyć. No cóż nie wyszło. Kite jest sportem niszowym, mało ludzi się nim interesuje, jest dość drogi a o warunki trudno. Oczywiście są firmy, które świetnie na tym zarobiły jak Nobile, Polski producent z Bielsko Białej, który ma fabrykę sprzętu, ale mimo tego, że uwielbiam ten sport to ciężko byłoby na nim dobrze zarobić w taki sposób jaki ja sobie obrałem. Jest wiele firm, które na tym sporcie zarabiają świetnie, ale ja nie mogłem realizować innego modelu biznesowego.

Tu się zaczyna ciekawie. Otóż biznes mniej pasjonujący, powiedzmy produkcja okien, może przynosić zdecydowanie więcej satysfakcji chociaż owoc naszej pracy na pierwszy rzut oko sam w sobie nie jest tak pasjonujący, a okna? Każdy ma okna! Zarządzanie firmą to pasjonujące zajęcie, stawia przed nami wiele wyzwań a im większa firma tym większe wyzwania. Oczywiście nie jest to zajęcie dla każdego bo odpowiedzialność za kilka osób jest dla niektórych nie do przeskoczenia, a nie mówmy już o kilkuset.

Doradzam ludziom, którzy rozpoczynają swój biznes. Mają chęci, pieniądze, plany. Bardzo często brakuje im jednak modelu biznesowego. Jest to kluczowe. Polecam książkę Alexander Osterwalder, Yves Pigneur Tworzenie modeli biznesowych. Zobacz też poprzedni wpis z bloga "Dla kogo jest twój produkt?"
Sprawa jest poważna. Ostatnio na spotkaniu właściciel dość dużej firmy (około 60 osób) zaproponował zrobienie nowego produktu. Firma może sobie na to pozwolić, ma ludzi i możliwości. Produkt był jednak z innej branży i jak zadałem pytania w stylu 'dla kogo jest ten produkt?; kto będzie zlecał jego kupno? Jak przebiega proces sprzedaży i zakupu? Kto jest kupującym a kto sprzedającym w tej branży?" Nikt nie potrafił odpowiedzieć na takie proste pytania. Na te pytania odpowiada się tworząc właśnie modeli biznesowy, gdzie wyznaczamy naszego klienta docelowego, analizujemy konkurencję, analizujemy swoje możliwości i zasoby. Dopiero później jak dowiemy się wielu istotnych rzeczy to robimy sobie logo, budujemy stronę internetową, wymyślamy nazwę firmy.

Wiele osób zaczyna i porywa się na coś na coś kompletnie nieznanego. Najlepszym przykładem jest chyba gastronomia? Chodzisz do fajnych restauracji i pewnie chciałbyś założyć swoją knajpkę? No tak, każdy chciałby mieć miejsce w swoim klimacie. Tylko, że praca w gastronomii to bardzo ciężka harówka, nieograniczone godziny pracy. Planujesz rodzinę, dzieci? Lubisz jeździć na dwutygodniowe wakacje, albo masz taki zamiar? Tak? To zastanów się czy naprawdę wiesz z czym to się wiążę.
Wiem, że trochę dramatyzuje, ale 90% biznesów upada w ciągu pierwszych 2 lat. Dlatego, że nie zbudowali dobrego modelu biznesowego i im się nie powiodło. Odszedłeś z korpo??  Lepiej tego nie rób, zacznij pracować wieczorami, w weekendy. Zbuduj model biznesowy i sprawdź czy działa. Raczej nie działa, i trzeba go zmodyfikować,a przecież musi ci starczyć pieniędzy na życie. Udało się! Pierwszy, drugi klient i idą kolejni. Tak teraz można rozwijać biznes. Odwaga jest dobra, ale nie mylmy jej z głupotą.

 

 


Hello world!

Ostatnie kilka lat w moim życiu przyniosło wiele zmian i trochę mam wrażenie jakbym obudził się z Matrixa i zreflektował się na wiele spraw. Refleksja była ponieka wymuszona pozytywnymi i negatywnymi zdarzeniami i wymaganiami mojego życia. Wszystkie te doświadczenia należy jednak rozpatrywać jak najbardziej pozytywnie, ponieważ doprowadziły mnie do właśnie tego momentu, a rozpoczęcie tego bloga jest swoistym sukcesem. Raczej nigdy nie sądziłem, że będę coś tworzyć, nigdy nie miałem artystycznej duszy, wolałem ganiać za piłkę a w ramach relaksu imprezować ze znajomymi. Studiowałem, pracowałem i w sumie wszystko było ok, chociaż gdzieś tam w głębi miałem potrzebę pójścia o kolejny krok dalej, ale nie był to żaden świadomy sprecyzowany plan, tylko raczej jakaś wewnętrzna potrzeba, która wynikała z chęci zdobywania i zaliczania kolejnych etapów w życiu,