Coaching – zdziwisz się czym naprawdę NIE jest!

Jeszcze rok temu nie wiedziałem czym naprawdę jest coaching, a dzisiaj w celu uzyskania akredytacji International Coaching Federation poszukuję pierwszych klientów chętnych do wzięcia udziału w sesji coachingowej. Ukończyłem w tym celu pierwszy etap szkolenia w szkole coachów Meritum Consulting.

Zacząłeś czytać ten post, więc zrób proszę w tym momencie stopklatkę, zamknij oczy i zastanów się co cię tu sprowadziło i jakie masz potrzeby w kwestiach rozwoju osobistego, a także jeżeli to będzie dobry moment, to co do tej pory myślałeś o coachingu.

Niektórzy kojarzą coaching z osobami stojącymi na scenie i motywującymi ludzi do działania w niesamowicie energiczny, ciekawy, często też wyciskający łzy sposób. Jest to na pewno fajna rozrywka, ale to nie jest coaching.

Niektórzy kojarzą coaching z poradnictwem „Pójdę do coacha, opowiem o swoim problemie i on powie mi co mam zrobić”. Prawdziwy coaching tak nie wygląda.

Coach nie jest ekspertem w biznesie którym się zajmujesz, nie jest ekspertem od diety czy wychowywania dzieci. Coach jest ekspertem od procesu coachingowego, który generuje zmiany w życiu coachowanego, a to właśnie ten drugi jest ekspertem i źródłem wszelkich zasobów, które coach pomaga wydobyć, aby on sam (coachowany) rozwiązał swój problem w jak najlepszy sposób.

Trochę jest to zawiłe, ale czym się to objawia? Tym, że:

  • Coach nie daje rad i nie ocenia swojego klienta
  • To klient decyduje o czym chce rozmawiać i to on podejmuje decyzję co będzie robić
  • Klient jest odpowiedzialny za siebie
  • Relacja pomiędzy coachem i coachowanym jest partnerska

Ze względu na to, że coach nie jest ani mentorem, ani trenerem, ani doradcą ani też psychoterapeutą, to klient może poruszyć w rozmowie z nim każdy obszar swojego życia i zadać sobie w czasie sesji nawet najbardziej abstrakcyjne pytanie.

Specjalizacja! Czyli nie wszystko jest dla wszystkich, także nie usłyszysz ode mnie, że każdy powinien spróbować lub że jest to panaceum na wszystkie problemy tego świata.

Bliżej opisywałem tutaj i sam tez jej się trzymam http://zlepomysly.pl/poszukuje-10-fanow-nie-staram-sie-byc-dla-wszystkich-a-ty/

  • Robert Dilts powiedział „Coaching koncentruje się na rozwiązaniu (a nie na poszukiwaniu przyczyn problemów), promując rozwój nowych strategii myślenia i działania. „
  • Coaching może nie być formą jakiej potrzebujesz akurat w tym momencie bo jak każda forma wsparcia ma swoje ograniczenia. Ty musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czego teraz potrzebujesz a dzisiaj przy ogromie możliwości nie jest to proste. Może potrzebujesz doradcy, trenera bądź psychoterapeuty, a może nie potrzebujesz nikogo. Swoją drogą jeżeli akurat prowadzisz ze sobą taką polemikę, to jest to świetny temat na sesję coachingową 😉 Możesz po pierwszej sesji stwierdzić, że potrzebujesz doradcy i tym samym zakończysz proces coachingowy po jednej sesji.

Definicja coachingu wg. ICF:

  • Coaching jest interaktywnym procesem, który pomaga pojedynczym osobom lub organizacjom w przyspieszeniu tempa rozwoju i polepszeniu efektów działania. Dzięki coachingowi klienci ustalają konkretniejsze cele, optymalizują swoje działania, podejmują trafniejsze decyzje i pełniej korzystają ze swoich naturalnych umiejętności.

Definicja coachingu wg. Robert Diltsa:

  • Technika coachingu polega na wydobywaniu mocnych stron ludzi, pomaganiu im w omijaniu osobistych barier i ograniczeń w celu osiągnięcia zamierzonych efektów, a także ułatwieniu im bardziej efektywnego funkcjonowania w zespołach. Coaching koncentruje się na rozwiązaniu (a nie na poszukiwaniu przyczyn problemów), promując rozwój nowych strategii myślenia i działania.

W następnym wpisie więcej szczegółów stricte technicznych na temat sesji coachingowej.

 

 

 


4 sposoby dążenia do celu

Jesteś tutaj i to czytasz. Być może przeczytałeś też pierwszy post o świadomości tutaj. Brawo! Należysz do bardzo małej grupy ludzi, która idzie dalej w kierunku lepszego zrozumienia siebie i swoich reakcji na otoczenie, a także samego otoczenie, czy ludzi Tobie najbliższych, znajomych a także wszystkich innych z którymi wchodzisz codziennie w interakcję. Co ciekawe na tym blogu znajdziesz właśnie tego typu wpisy, nie staram się zaspokoić całego świata, tylko właśnie Ciebie!



Kiedy pierwszy raz zobaczyłem powyższe, bardzo mnie to zaciekawiło. Zgodnie z tym schematem można postrzegać rzeczywistość na 4 sposoby. Z pewnością jest to uproszczenie, ale 4 osoby znajdują się w dokładnie tej samej sytuacji i postrzegają ją całkowicie inaczej.

 

Czerwony postrzega środowisko jako wrogie, na pewno znacie takie osoby, które są pewne siebie i twardo idą przez życie czasem zostawiając za sobą wielu rannych. Trochę narzekają na innych, często mogą zwalać na nich winę, nie ufają, a przy tym są względnie trudni i wymagający. Poza tym dziwią się, że ludzie nie reagują po ich myśli. Nie biorą odpowiedzialności za siebie i za to co się wokół nich dzieje. Dla czerwonego ludzie spotkani na drodze to wrogowie, ale niesamowicie ciekawe jest to, że postrzega się on jako osoba silniejsza od tych właśnie wrogów i przeszkód na drodze i codziennie dzielnie stawia im czoło. Na pewno istnieje wiele sytuacji, gdzie brak zaufania, stawianie wymagań czy pewność siebie dobrze się sprawdzi. Telemarketer raczej go nie naciągnie na lipną umowę, a w negocjacjach będzie to twardy przeciwnik i jeżeli będziesz chciał od niego coś kupić, to na pewno słono zapłacisz.

 

Żółte podejście jest bliskie właśnie mi bo uważam się za kogoś, kto postrzega otoczenie przyjaźnie. Generalnie powiedziałbym “nie ma problemu, jakoś sobie poradzimy” choć w myślach jeszcze nie wiem jak dokładnie to zrobię, ale nie przeraża mnie to, przyszłość widzę w pozytywnych barwach. Takie entuzjastyczne podejście może natomiast przerażać innych, ponieważ gdy oni się boją a ty nie widzisz problemu, to boją się jeszcze bardziej bo czują się osamotnieni w tej strasznie trudnej sytuacji.

Drugi aspekt, czyli jak ja się czuję? Otóż czuję, że jestem silny, widzę przede mną wyzwania i tak jak czerwony stawiam im dzielnie czoło, ale nie walczę, staram się czerpać i odnajdywać przyjemność. Jeżeli klient narzeka i jest niezadowolony, to nie walcze z nim i nie wmawiam mu jak źle całą sytuację postrzega, tylko ufam mu, słucham go, wchodzę w jego perspektywę, potem opisuję mu swoją sytuację i proponuję ewentualne rozwiązania lub wspólne zastanowienie się nad możliwościami wyjścia z tej sytuacji. Oczywiście w przytoczonej sytuacji jest to wg. mnie najlepsze wyjście, ale nie jest uniwersalne i zapewne kilka razy się na nim przejadę bo jeśli ten klient chce moje zaufanie wykorzystać to lepiej, żebym był czerwony a nie żółty. Dodatkowo nie zawsze też stosuje ten schemat bo mogę nie mieć siły albo ktoś może wyprowadzić mnie z równowagi i zachowam się inaczej, niż bym tego faktycznie chciał.

 

Jaka będzie reakcja czerwonego i żółtego na zdradę? Czerwony powie “wiedziałem, life is brutal” a żółty powie “no cóż zdarza się, co możemy z tym zrobić”. Oczywiście idealizuje żółte podejście i jestem tutaj totalnie subiektywny, ale analizując sytuację z tej perspektywy mogę się zastanowić co mogę zrobić lepiej, jak poprawić swoje zachowanie, produkt, usługę czy relacje z innymi ludźmi. Dzięki takiemu podejściu jestem w stanie zmieniać i kształtować swoją rzeczywistość. Czerwone podejście nie daje mi nic, upewniłem się, że zawsze miałem rację, marna z tego lekcja.

 

A zielony? No cóż, to taki poczciwiec. Jak czytałeś o stylu zielonym tutaj, to wiesz że lubi ludzi i wchodzi z nimi w głębokie relacje, ale jego grono znajomych jest dość wąskie. Dzieje się tak dlatego, że o ile środowisko postrzega jako przyjazne, to siebie uważa za słabeusza i woli się raczej nie wychylać bo uważa, że po prostu sobie nie poradzi. Umykają mu okazje, tkwi trochę w miejscu. Jednak on po prostu dobrze się w tym czuje. Trudno będzie ci go namówić na szalone wakacje czy ryzykowny deal, także jeżeli jesteś sprzedawcą to chyba gorszego klienta mieć nie możesz. Fajnie z Tobą pogada, wesprze cię w Twoich działaniach (jak Ty skaczesz na spadochronie to czeka tam na dole i cieszy się razem z Tobą), wysłucha Twoich opowieści, ale raczej się nie zdecyduje na Twój produkt i jeszcze na dodatek nie powie dlaczego.

 

Kiedy taka postawa będzie korzystna? Czasem zmiana nie jest korzystna, liczy się wsparcie tu i teraz, nie trzeba gonić i walczyć z otoczeniem lub go pokonywać. Można posiedzieć, poczekać i cieszyć się dobrym towarzystwem. Jeżeli jesteś zielony to masz cierpliwość, możesz się delektować momentem a nie siedzieć jak na szpilkach. Czy nie masz potrzeby, żeby czasem się wyluzować? Nawet maszyna musi czasem odpocząć. Jeżeli jesteś żółty albo czerwony, to możesz zacząć medytować, wtedy na chwilę staniesz się zielony.

 

Na koniec. Niebieski. Otoczenie jest dla niego wrogie, a on czuje się słabszy od tego otoczenia, dlatego musi się porządnie przygotować, przeanalizować wszystkie możliwe dane jakie są dostępne, aby nabrać pewności, że dobrze robi. Najlepiej będzie to robił w samotności i przez długi czas, więc mu nie przeszkadzaj. Słowo ryzyko w zasadzie dla niego nie istnieje, ponieważ aby coś zrobić dokładnie się zastanowi i jeżeli twoja oferta jest dobra to ją weźmie, a jeżeli nie, to nie. Rzeczywistość wydaje się bardziej skomplikowana, nie da się jej ogarnąć jednym umysłem, więc niebieski kolega będzie miał trochę problem bo po prostu utknie bez żadnej konkretnej odpowiedzi, może stracić dużą część życia na poszukiwanie jej, nie znajdzie odpowiedzi a w międzyczasie mnóstwo okazji przemknie mu koło nosa. Natomiast jeżeli już się za coś zabierze, to zrobi to naprawdę dobrze. Lepiej, żeby Twój księgowy był niebieski bo pomyłka może słono kosztować i wpędzić cię w kłopoty. Jak każda z w/w postaw i ta, choć najdalsza dla mnie, okazuje się w określonych sytuacjach pożądana.

Ostatnio też zacząłem odczuwać duży brak umiejętności koncentracji na konkretnym zadaniu, co dla niebieskiego C przychodzi z łatwością. Coraz bardziej zależy mi, żeby zrobić coś dobrze i do końca i obserwując ludzi sukcesu w swoich branżach czy zawodach zauważyłem, że wszyscy posiadają dużą wiedzy i umiejętności, a także świetnie dążą do celu.

 

A co by się stało gdybyś potrafił wcielać się w każdy z tych kolorów na zawołanie? Wtedy będziesz kuloodporny, nic ci nie zagrozi, nic cię nie złamie, nic nie stanie ci na drodze do sukcesu, czymkolwiek jest on dla ciebie, będziesz przy tym szczęśliwy, świadomy, mądry i zdrowy w sensie fizycznym a także duchowym.

Bycie takim czterokolorowym w każdej sytuacji to utopia, nie jest to możliwe, a mniejsze lub większe załamanie każdemu się przytrafi, ale jak pisałem o samoświadomości tutaj, praca nad sobą raz rozpoczęta trwa do końca życia i dążymy krok po kroku do ideału, którego nigdy nie osiągniemy i w dużej mierze taka postać rzeczy jest ok. Na szczęście wszyscy umrzemy, więc śpiesz się, aby zostać najlepszą wersją siebie, chociaż może właśnie poczekaj…??

 


Jaki masz styl zachowania? Prosta metoda na lepszą komunikację z szefem i żoną

 

Od dłuższego czasu interesuję się zarządzaniem i rozwojem osobistym. Jak zapewne zauważyłeś, wiele moich postów ukierunkowuje się mocno na kwestie psychologiczne, które dla mnie są nieodłącznym elementem wyżej wymienionych dziedzin. Nie jestem psychologiem z wykształcenia, ale od kilku lat ten temat jest moim hobby i zajmuje się nim z powołania. Stało się tak, ponieważ z wielu obserwacji wyciągnąłem wniosek, że psychologia jest ważna i odpowiedni mindset, czyli nastawienie psychologiczne oraz zrozumienie tego co się dzieje wokół nas, bardzo pomaga, a często jest wręcz głównym czynnikiem odpowiedzialnym za nasz sukces lub porażkę. Wiele osób po prostu żyje dobrze i chwała im, wiele myśli, że wszystko jest super a jeszcze inne tak udają. Psychologią nie zajmuje się każdy bo znam wiele osób, które takie rozważania całkowicie odrzucają z wielu powodów i raczej na tego bloga nie trafią, ale ci którzy są otwarci na ‘nowe’ może już tu są, więc zapraszam do dalszej częśći. Teraza zaczyna się ciekawie.

 

Jakiś czas temu miałem możliwość wykonania testu psychometrycznego - Insights Discovery. Bardzo mi się spodobało. Na podstawie 20 minutowego testu online, otrzymuje się raport na temat własnego stylu zachowania oraz godzinną konsultację tego raportu z certyfikowanym coachem. Konsultacja jest istotna bo wyjaśnia co się tak naprawdę za całym testem kryje. Konsultant nie odhacza formułki, ale dokładnie nas wypytuje czym się zajmujemy i z tego wyciąga wnioski na temat naszego stylu zachowania. Zaraz później okazało się, że firma którą znałem zajmuje się dostarczaniem takiej usługi, mowa tu o MaxieDisc.com Byłem pod dużym wrażeniem tego jak trafnie test opisuje moją osobowość i postanowiłem się w to bardziej zaangażować, ponieważ trafiła do mnie argumentacja, że takie narzędzie można wykorzystać praktycznie na wiele sposobów. Rozpocząłem proces certyfikacji jako konsultant MaxieDisc i jestem już praktycznie na finiszu, aktualnie powstaje moja strona za pomocą której będę sprzedawał test Maxiedisc i udzielał konsultacji.

 

W małym skrócie. Metoda bada nasz styl zachowania. Wyróżniamy 4 style:

 

  • D - dominujący (domination)
  • I - inspirujący (inspiration)
  • S - stabilny (steadiness)
  • C - sumienny (compliance)

 

Większość ludzi jest dwu lub trzy stylowa, używamy różnych styli w różnych sytuacjach. Oznacza to, że osobowość jest mieszanką 2-3 styli, czasem jeden lub dwa style mogą się mocno wybijać i w dużej mierze determinować naszą osobowość.

 

Style nie są wartościujące. Żaden styl nie jest ani dobry, ani zły, one po prostu są. Nie mówi się o stylach, że mają wady bądź zalety. Natomiast styl może być nieodpowiednio wykorzystywany w różnych sytuacjach życiowych i utrudniać nam komunikację, współpracę, osiąganie celów.

 

  • D - może zbyt mocno dominować innych
  • I - może bujać w obłokach
  • S - potrzeba bezpieczeństwa może blokować rozwój
  • C - dokładność może wydłużać bądź uniemożliwiać realizację zadań

 

Natomiast te same style mogą działać w drugą stronę

 

  • D - będzie przewodzić i dopinać zadania
  • I - wprowadza przyjazną atmosferę i myśli kreatywnie
  • S - dobrze zaplanuje i wesprze współpracowników
  • C - zauważy niedociągnięcia i wykona zadanie bardzo dokładnie

 

Model MaxieDisc jest prosty i jego zrozumienie nie powinno zająć ci wiele czasu, nie wymaga od ciebie wiedzy psychologicznej, ani specjalnego przygotowania. Jeżeli się tym zainteresujesz to możesz zacząć go używać praktycznie i patrzeć na innych myśląc o tym jaki styl reprezentują i jak możesz się do tego adaptować.

 

Na dzisiaj to tyle. Wkrótce kolejne materiały o DISC na blogu, ale czy już teraz jesteś w stanie powiedzieć jaki styl zachowoania reprezentuje brodacz ze zdjęcia?


Antycypowanie

Niedawno pisałem o zwiększonej ilości zadań tutaj

Michał Śliwiński twórca Nozbe mówi o ile dobrze pamiętam cytując David Allena, że jeżeli jakieś zadanie zajmie do dwóch minut to zrób je bo zbyt dużo czasu zajmie ci powracanie do niego. Jeżeli dostaję jakiegoś maila to rzucam na niego okiem i jeżeli na jednej nodze nie jestem w stanie na niego odpowiedzieć, to z powrotem odznaczam go jako nieprzeczytanego. Natomiast tutaj dzieje się już coś ciekawego, nazwałem to antycypowaniem, chociaż jest tutaj pewnie lepszy termin, którego na razie niestety nie znam. Ten ponad 2-minutowy mail już siedzi mi w głowie i już myślę co na niego odpowiedzieć, także kiedy do niego usiądę to będę wiedział co napisać i po prostu to zrobię.

Antycypowanie jest przydatne jeżeli siedzi Ci jakiś pomysł w głowie, jest on pewnie zły ;) więc dobrze jest go z siebie wyrzucić, zobaczyć reakcje innych, może wcale taki zły nie jest. Jeżeli planujesz spotkanie w jakiejś sprawie, możesz dać ludziom wcześniej znać, co myślisz, jakie masz pomysły ewentualnie wnioski, żeby ludzie już mogli się zastanowić nad twoimi pomysłami i oczywiście je skrytykować. Chyba że jesteś szefem o którym mówi Simon Sinek, czyli takim, który  zanim  wyrazi swoją opinię na jakiś temat powinien najpierw wysłuchać swego zespołu bo inaczej podwładni będą się bali wygłaszać swoje opinie niezgodne z tą szefa. Nie śmiałbym kwestionować tego co mówi Simon, ale myślę o innej sytuacji. Twoi współpracownicy, koledzy z zespołu, wspólnicy, to im chcesz przekazać to co siedzi ci w głowie, oni to docenią i odwdzięczą się ciekawą dyskusją na dany temat.

Często liczymy, że zwołamy spotkanie, znajdzie się tam kilka tęgich głów i sprawę załatwimy. Otóż nie, tak często widziałem, że ludzie na spotkaniu dowiadują się nowych faktów i potrzebują czasu do zastanowienia, aby się do nich odnieść i dopiero na kolejnym spotkaniu mogą dyskutować, a czas ucieka i jest cenny.


Pomoc innym

Warren Buffet, najwiekszy inwestor giełdowy w historii, nie był nigdy człowiek słynnącym z filantropii. W jego rodzinnym mieście Omaha w Nebrasce zarzucano mu, że bardzo mało robi dla społeczności mimo tak ogromnego majątku jaki już posiada. Buffet wziął sobie do serca procent składany i wiedział, że każdy cent wydany na inny cel jest w długiej perspektywie bardzo kosztowny (efekt motyla) i wydłuża czas osiągnięcia pozycji nr. 1. Presja musiała być duża i na pewno wielokrotnie przekonywał go do zmiany podejścia jego przyjaciel Bill Gates, który ze swoją żoną i dzięki pieniądzom zarobionym w Microsofcie prowadzi ogromną fundację. Ostatecznie Buffet zapowiedział, że cały swój majątek przeznaczy na rzecz owej fundacji.

Dlaczego dajemy pieniądze na cele charytatywne? Przyczyn jest zawsze wiele. W USA jest to dobrze widziane i politycznie poprawne, ludzie boją się oskarżenia, że nie wspierają charytatywnie i tym samym są nieludzcy. Wiele osób ma potrzebę pomagania innym i chce być anonimowa w swoim pomaganiu, a niektórzy skoro pomagają chcą, to chcą też na tym coś ugrać. W Polsce mamy wiele możliwości, zbiórki pieniędzy na pomoc organizowane są już chyba w każdym celu, ostatnio nawet widziałem w tv reklamę z głosem chyba Marcina Dorocińskiego proszącego o pomoc mongolskim tygrysom (materiał był bardzo profesjonalny). Każda pomoc jest potrzebna i się liczy. Zawsze byłem fanem WOŚP w głównej mierze ze względu na niesamowitą wytrwałość i konsekwencje tej organizacji, robienie takiej imprezy przez tyle lat jest niesamowitym sukcesem. Drugim moim faworytem jest Janina Ohojska i jej Polska Akcja Humanitarna.Wielokrotnie czytałem wywiady z Janiną Ohojską i bardzo imponowało mi jak trzeźwo podchodzi do pomagania, które w dużym skrócie polega bardzo konsekwentnie na dawaniu wędki. PAH robi akcje w wielu niebezpiecznych miejscach, ludzie którzy biorą udział w akcjach poświęcają się, ale kierownictwo firmy zawsze dbało o bezpieczeństwo swoich pracowników. Jeżeli zrobienie akcji nie było bezpieczne, to PAH się z niej wycofywało. Jest to swego rodzaju idealna form 'dawania' jaką opisuje Adam Grant w "Dawaj i Bierz", czyli dawanie dwukierunkowe, czyli 'daję', ale zabezpieczam siebie i swój interes do pewnych granic, aby przetrwać, aby móc się rozwijać i tym samym dawać więcej i dłużej.

Ile pieniędzy przeznaczać na cele charytatywne? Przecież większość z nas nie ma problemu z wydawaniem pieniędzy, a jak coś zostanie to niektórzy nawet potrafią zaoszczędzić. Żyjemy w świecie, w którym mamy znacznie więcej niż potrzebujemy, ale jesteśmy kuszeni z każdej możliwej strony. Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Czy jeżeli stać mnie na samochód za 100k PLN to powinienem kupić za 90k i 10k oddać na cele charytatywne? Ja biorę udział w spontanicznych akcjach, ale też zrobiłem sobie stałe zlecenie na kwotę 100 zł i przesyłam na PAH co miesiąc. Myślę, że mógłbym przesyłać, więcej i na pewno będę robić, na razie tyle wydawało mi się komfortowo dla mnie, nie ogranicza to też możliwości mojego rozwoju.

Link do strony PAH

https://www.pah.org.pl/klub-pah-sos/

 


Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.

 


Biznesowy podróżnik - Francja

Praca jak eksporter wielu produktów oczywiście wiąże się z podróżami do różnych ciekawych miejsc. Rozpoczynam serię wpisów na temat moich biznesowych podróży, w których przedstawiam swoje wrażenia na temat odwiedzanych krajów.

Przez ostatnie dwa lata byłem wielokrotnie we Francji, głównie w Paryżu i miejsce to jest na tyle osobliwe, że z pewnością warte szerszego opisania.

Paryż jest zdecydowanym centrum Francji, całą resztę Paryżanie określają mianem "prowincji". Wszystko co ważne dzieje się właśnie tam. Miasto jest zatłoczone i najlepszym sposobem poruszania się jest metro lub Uber. Tanio możemy wypożyczyć auto i poruszać się nim po mieście. Parkowanie to koszmar a ilość skuterów, motorów i innych dwuśladów bzyczących i huczących wokół jest stresująca, ma się wrażenie, że albo się ich porozjeżdża albo sami się pozabijają. Do tego dochodzą jeszcze piesi wchodzący na ulice przy czerwonym świetle oraz małe wąskie uliczki na których nierzadko trzeba się ostrożnie przeciskać.  O dziwo nic się nie dzieje. Trochę pojeździłem w Paryżu autem i nie byłem świadkiem żadnego drogowego zdarzenia, mimo tego, że ciągle ich wypatrywałem bo to przecież po prostu niemożliwe, aby w takim chaosie nic się nie wydarzyło.
Zauważyłem coś wyjątkowo interesującego. Wszyscy są bardzo uważni i mają wręcz oczy z tyłu głowy. Każdy uczestnik ruchu oraz pieszy widzi wszystko. Chcesz zjechać autem na inny pas, bądź się przesunąć? Skuter który jedzie obok na żyletkę już się przesuwa, żeby zrobić ci miejsce. Jakiś pieszy idzie na czerwonym? Kierowca już to widzi, zwalnia i go przepuszcza. Nikt nie ma klapek na oczach, każdy uważa na innego, każdy jest wobec innych wyrozumiały bo nie zauważyłem żadnej agresji ze strony kierowców czy pieszych. Oczywiście trąbienie słychać, ale przy tej ilości samochodów to jest go chyba relatywnie mało.
Myśl, że inni uczestnicy widzą i uważają na mnie pozwoliła mi się odprężyć za kierownicą i poruszać się już w mniejszym napięciu, darowałem sobie co prawda rozmowę przez telefon, ale mogłem już śmielej się poruszać po Paryżu.

Lekcję z Paryża można łatwo zastosować w biznesie. Prowadzisz biznes, jesteś szefem firmy lub dyrektorem i chcesz mieć wszystko pod kontrolą? No cóż, jeżeli nie będziesz mieć zaufania do swoich współpracowników, a oni nie będą wiedzieli, że muszą uważać bo coś może ich rozjechać, to będziesz poruszał się po drogach gdzie pieszy wchodzi na przejście i zostaje rozjechany (coś na mocniejsze nerwy). Pracownik ma prawo się zagapić, szef ma prawo się zagapić, ale jeżeli zawsze uważa, na to co się dzieje wokoło, tylko jeden z nich, to szanse na uniknięcie wypadku są mniejsze.

Idąc dalej ulicami Paryża można zauważyć, że wszystko jest malutkie. Malutkie knajpki z małymi stoliczkami, małe uliczki, małe samochody. Wszystko jest mocno skondensowane. Sam Paryż jest miastem nie dużym, jeżeli chodzi o obszar, natomiast jest wyjątkowo gęstym miastem. Aby miasto zwiedzać nie trzeba specjalnie znać języka francuskiego, oczywiście czytanie menu w restauracji może być kłopotliwe i mogą nas ominąć francuskie specjały jak magret, ale z kelnerem się jakoś dogadamy, dogadamy się też w hotelu lub w czasie zwiedzania.
Zdecydowanie gorzej jest w biznesie. Wystawiałem się na dużych francuskich targach, Expo Protection, rozmawialiśmy w ciągu 3 dni z dobrze ponad setką firm, które odwiedziły nasze stoisko. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które były wstanie wydukać coś po angielsku. Bez znajomości język francuskiego nie ma możliwości prowadzenia biznesu we Francji. Mówię tutaj o stosunkowo małej branży, w której największe firmy zatrudniają kilkadziesiąt osób, domyślam się, że duże korporacje "mówią po angielsku".

Planując biznesowy wyjazd do Francji trzeba oprócz języka francuskiego uwzględnić też godziny posiłków. Cała Francja jest podporządkowana tym samym regułom, dyscyplina w tej kwestii jest niesamowity. Każdy na śniadanie je croissanta z kawą i sokiem pomarańczowym, w południe je obiad, który składa się z: przystawki, dania głównego, deseru w różnych konfiguracjach, a wieczorem kolacja też o określonej godzinie. W tym czasie Francuzi nie pracują i nie dodzwonimy się do nich. Nie zorganizujemy też całego dnia spotkań jedno po drugim, a jak przyjmujemy Francuzów w swojej firmie, to koniecznie musimy wziąć posiłki pod uwagę. Problem jest mianowicie taki, że Francuzi mają ograniczone spojrzenie na świat, wielu się wydaje, że skoro oni jedzą śniadanie na słodko to cały świat też tak robi i widać w ich oczach autentyczne zdziwienie, kiedy okazuje się inaczej. W biznesie wygląda to trochę inaczej, ponieważ zazwyczaj trafimy na firmę, która będzie otwarta na kontakty zagraniczne. Polska jest bardzo pozytywnie postrzegana, a Chiny negatywnie, co szczęśliwie daje dobry grunt pod przyszłą współpracę, choć oczywiście trzeba się liczyć z tym, że będziemy traktowani z góry.
Francuzi czują naturalną wyższość nad innymi. Jeżeli zastanowimy się nad ich historią i zauważymy jak silna jest kultura francuska, jak wiele francuskich rzeczy świat dobrze zna i podziwia. Marki takie jak Chanel czy L'Oreal, Louis Vitton, a także francuskie wina, francuscy artyści i wiele innych rzeczy wszyscy dobrze znamy i podziwiamy. Polecam blog Pana Michała Kędziory, akurat ma wpis o francuskich markach odzieżowych tutaj.
Teraz przeciętny francuz też dobrze wie, że jego kultura jest  znana na świecie i dzięki temu zbudowali niesamowitą pewność siebie i przekonanie, że są wiele warci. Ta wewnętrzna siła winduje francuzów na wysoki poziom, w przeciwieństwie do Polaków. Polskie firmy przez wiele lat miały kompleks czy pisać na swoich produktach 'Made in Poland', dopiero ostatnio obserwujemy coraz silniejszy trend polskich produktów, który jest pozytywny bo mamy wiele świetnych produktów, ale brakuje nam pewności, żeby mocniej wychodzić w świat. Nie bierze się to znikąd, wiele lat zaborów, dwie wojny światowe i czasy PRLu zrobiły swoje, ale mamy przed sobą świetlaną przyszłość.
Jeżeli na produkcie jest napisane 'Made in France' jego cena już jest kilkakrotnie wyższa i pomijamy tutaj jakość tego produktu. Sam fakt, że został wyprodukowany we Francji wynosi go na wysoki poziom, niedostępny na razie dla wielu innych krajów. Nie ma potrzeby być tutaj zazdrosnym, Francuzi nie dostali tego za darmo. Są to setki lat pracy i dążenia do sukcesu, który nadszedł i dzisiaj można spijać śmietankę.

Francuzi w pewnych kwestiach są też z perspektywy Polski zacofani. Polska mocno się rozwija i odważnie wkracza w nowe trendy i technologie. To jest bardzo fajna postawa na te zwariowane czasy, ponieważ dzięki temu nasz kraj się doskonale rozwija w nowoczesnych dziedzinach, najlepszym przykładem jest branża gamingowa , na czele z firmą CD Projekt producentem serii gier o Wiedźmienie, która świetnie sprzedaje się na całym świecie.
Francuzi tymczasem wysyłają sobie czeki (uważaj żeby ci czasem nie wysłał płatności w tej formie bo będziesz mieć kłopot), korzystają z faxu, a siedziby ich firm już dawno proszą o porządny remont, ale oni się tym przejmują. Nie muszą za nikim gonić. Takie podejście do spraw, szczególnie w biznesie jest dla nich korzystne i daje solidną przewagę w czasie negocjacji. Jeżeli bardzo zależy ci na sprzedaży, to zrobisz wiele dla kogoś, kto może, ale niekoniecznie specjalnie chce od ciebie kupić. Zapewne jesteś wówczas skłonny obniżyć cenę, dołożyć do oferty dodatkowe opcje, tym bardziej jak ten ktoś działa na tak dużym rynku jak Francja. Francuzi nie są głupi, zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują tę przewagę niemiłosiernie. Najlepszym przykładem są francuskie sieci hipermarketów słynące z wyciskania swoich dostawców jak cytryn przy pomocy wątpliwie etycznych metod.

Ostatnia przyjemna sprawa, którą chciałem opisać a jest nieodłączonym elementem wszelkich rozmów biznesowych czy towarzystkich to - uśmiech. Uśmiech jest pozytywny, miły i uprzejmy, nadaje swobodny ton rozmowie i sprawia, że jest przyjemniejsza, bynajmniej mnie merytoryczna czy wartościowa. Postrzegam uśmiech niesamowicie pozytywnie, wpływa na jakość życia i mimo tego, że nie zawsze jest szczery, to nie ma to znaczenia, jego celem nie jest być szczerym tylko uprzejmym, chwilowym i ulotny. Osobiście mam z tym ogromny problem, po prostu się nie uśmiecham. Moja koleżanka w czasie podróżowania po Francji nieustannie zwraca mi na to uwagę i jestem jej wdzięczny, ale przychodzi mi to trudno, jest to dla mnie nienaturalne. Nie pozostaje nic innego jak ćwiczyć uśmiechanie się, można to robić zawsze i wszędzie... Przyda się w czasie rozmów biznesowych z Francuzami :)

 


Przestań gadać. Zacznij robić.

No właśnie! Masz ciekawy pomysł na biznes? Nie tylko Ty, wiele osób ma. Wiele osób ma nawet ten sam pomysł, ale udaje się tylko nie wielu osobom. Patrzymy na innych ludzi i wydaje się nam, że ich sukces przyszedł znienacka, ale to nieprawda. To jest tylko wygodna wymówka, kiedy możemy powiedzieć "temu to się poszczęściło", zapominamy, nie wiemy lub, co gorsza, nie chcemy wiedzieć, że ten ktoś wiele lat pracował na swój sukces i w końcu po wielu wzlotach i upadkach udało mu się.

Problem z którym obecnie walczę, to fakt, że zawsze chciałem być mistrzem świata. Jeżeli coś mi się szybko nie udawało, to wolałem tego nie robić. To jest problem wielu osób, rozpoczynamy nowy biznes, nowego bloga i myślimy, że będzie tak fajnie, a zaraz się okazuje, że to wcale nie takie proste.

Zaimponowała mi historia Michała Szafrańskiego, który na swoim blogu "Jak oszczędzać pieniądze" opowiedział historię o tym jak sam wydał swoją książkę. Polecam wszystkim jego bloga i podcast, profesjonalna robota. Temat oszczędzania pieniędzy jest dla mnie bardzo ważny i wiele już na ten temat czytałem i słuchałem, ale zaipomonował mi sukces jaki odniosł Michał swoją książką i zaczałem się zastanawiać jak on to zrobił. Odpowiedź jest dość prosta, zbudował ogromne audytorium za pomocą swojego bloga nad którym pracował dobre kilka lat, potem naprawdę przyłożył się do pisania książki, no i masz już nawet nie sprawdzam ile milionów zarobił.

Też chciałbym napisać książkę, też chciałbym zabrać się za wiele ciekawych projektów, ale najpierw muszę zbudować swoją pozycję, ja akurat wybrałem sobie pisanie bloga o sprawach, które mnie ciekawią. Oczywiście najchętniej pisałbym codziennie po kilka godzin, ale to nie możliwe bo "praca i rodzina", dlatego dwa razy w tygodniu? No cóż też się nie udało. I tak dalej. Jeżeli robisz dietę, nie wrzucaj na siebie super zaplanowanego tygodnia z każdym posiłkiem wymierzonym co do grama bo polegniesz. Jak mówi Tim Ferris w wielu swoich podcastach np. tym napraw swoje śniadanie, a jak już to ci się uda to zabierzesz się za resztę posiłków. I to się sprawdza w wielu sprawach, Seth mówi, że wyznaczamy sobie bardzo trudne cele, niemożliwe do osiągnięcia, ponieważ w momencie gdy polegniemy, to mamy świetną i wygodną wymówkę, której nikt nie jest w stanie obalić. Natomiast jeżeli polegniemy na małej rzeczy, to jeszcze się okaże, że jesteśmy beznadziejni, a tak przecież być nie może. Wyznaczajmy małe, ale osiągalne cele i je realizujmy - mówi Seth.

Moim celem na ten moment jest jeden post na blogu w tygodniu. Jedna rzecz bardzo mi w tym pomogła, deklaracja publiczna - otóż podlinkowałem swój post na facebooku i zapłaciłem 5$ za reklamę, aby dotarł do kilku osób, zaprosiłem kilku znajomych, potem napisałem, że następny post za tydzień (wczoraj), mimo tego, że może nikt nie tego drugiego niesponsorowanego posta nie czytał, to czułem jego ciężar, no i proszę. Jestem piszę, a chciałem czytać książkę :-)

Pomysł na mojego bloga mocno się nie wykrystalizował, ale jest mnóstwo rzeczy w kwestiach osobistego rozwoju i biznesu, o których czytam i chciałbym się nimi podzielić, więc co tydzień będę wrzucać informacje, co czytałem, czego słuchałem ze swoim komentarzem.

Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Dla kogo jest Twój produkt?

Poniższe opracowanie zrobiłem na podstawie podcasta. Jeżeli znasz angielski i lubisz słuchać to polecam go. Ja postarałem się wybrać najciekawsze rzeczy z tego odcinka i je opisać.

 

[Seth Godin's Startup School] 2 Adjusting the Course

http://podplayer.net/#/?id=37840 via @PodcastAddict

 

  • Dla kogo jest Twój produkt?

Większość produktów przeznaczona jest tylko dla wąskiej grupy odbiorców. Mimo tego, że iPhone jest hitem sprzedaży, to łatwo sobie wyobrazić, że zdecydowana większość ludzi na świecie go nie posiada.

Spoglądanie na produkty Apple czy innych wielkich koncernów nie jest dobrym pomysłem. Są to wyjątkowe i spektakularne produkty. Apple też nie zaczynał od zawładnięcia całym rynkiem. Swój produkt kierował do dość wąskiej grupy, specyficznych użytkowników. Dopiero jak firma się rozrosła, była w stanie realizować  bogate projekty.

Prawdą jest też to, że jeżeli nasz produkt nie jest w stanie zainteresować wąskiego grona użytkowników, to raczej nie zainteresuje szerszej grupy. Można powiedzieć, że im do szerszej publiki będziemy docierać, tym zwiększamy szanse na sukces. Jest to mylne podejście, ponieważ w dużej grupie znajdziemy po prostu więcej osób, które nie zauważą, że nasz produkt jest słaby i niedopracowany.

  1. Grupa dla której kierujesz swój produkt posiada podgrupy. W co wierzą ludzie, którzy do niej należą?

Każda grupa opowiada sobie jakąś historię. Jedni kupują nowy produkt jak tylko się pojawi bo muszą być pierwsi, inni kupują 4 miesiące później jak cena spadnie bo uważają się za przebiegłych i mądrzejszych od innych. Niektórzy kupują, żeby powiedzieć innym, że kupili bo jest to dla nich przepustka do określonego świata i chcą być odpowiednio postrzegani. Niektórzy nie kupują niczego, czego wcześniej ktoś z ich rodziny nie kupił bo chcieliby, aby wszystko było jak do tej pory. 

Istotne jest tutaj, że wyżej wymienione historie, to w pewnym sensie punkty widzenia, na które nie mamy wpływu (uwierzcie mi, naprawdę nie mamy, choć może Wam się wydawać, że czasem kogoś udało się wam przekonać). One nie są ani złe, ani dobre, po prostu są odpowiednie dla danych osób.

Zastanów się jaką historię opowiada sobie grupa osób, do której chcesz dotrzeć?

 

  1. Dlaczego grupa lub podgrupa, której chcesz sprzedać, w ogóle kupuje?

Jeżeli Twoja grupa nie kupowała niczego takiego nigdy, to będzie bardzo trudno im to sprzedać.

 

  1. Czy Twoja kluczowa grupa wie o Tobie?

Jest ogromna różnica pomiędzy sprzedażą do osób, które nigdy nie widziały cię na oczy bądź nie słyszały o tobie, a do osób, które już cię znają. Wniosek nasuwa się sam, klienci muszą cię znać, aby mogli od ciebie kupić.

Jeżeli już ktoś cię zna, to bardzo dobrze, tylko musi ci jeszcze ufać.

Jeżeli ufa i ma potrzebę, to na pewno od ciebie kupi. Natomiast jeżeli ci nie ufa, a ma potrzebę, musisz dowiedzieć się co można zrobić, aby Ci zaufał :)

  1. Dlaczego ta analiza jest taka ważna?

Bo jeżeli uda się sprzedać małej grupie i robić to dobrze, to później można tę sprzedaż skalować. Niektórzy się zatracają na promocji swojego produktu, zapominając o ulepszeniu go i dopasowaniu do swoich odbiorców. Dzisiaj jest to jeszcze ważniejsze, ponieważ konsumenci są lepiej zorientowani i poszukują dokładniejszych, bardziej dopasowanych treści do swoich potrzeb. 

 


Buduj swój kapitał, czyli najpierw rób co ci karzą...

Ten post miał być właśnie poprzednim, ale wyszło inaczej. Niemniej jednak przeczytaj mój poprzedni post, a potem wróć do tego.

Na pewno znasz osoby, które w Twojej organizacji dostają to czego chcą? Dlaczego tak się dzieje? Co takiego robią Ci ludzie, że dostają to czego chcą? Myślę, że jednym z ważniejszych elementów jest fakt, że robią to co im się karze i przestrzegają wszelkich reguł. Tak, też mam z tym problem. Zauważ, że w ten sposób budują swoją pozycje osoby zaufanej, takiej której można powierzyć coraz to bardziej odpowiedzialne zadania i tak też często się dzieje. Bycie posłusznym ma jednak olbrzymią wartość dodaną, ponieważ sprawia, że ludzie zaczynają się liczyć z tym co mamy do powiedzenia i jesteśmy w stanie wpływać o wiele łatwiej na rzeczywistość wokół nas. Wtedy tak naprawdę następuje moment, kiedy możesz mówić, co jest źle i co trzeba zmienić lub poprawić, ale tak się dzieje dlatego, że zbudowałeś swoją pozycję, a argumenty, które miałeś wcześniej? No cóż nikogo one nie obchodzą, ludzie patrzą na rzeczywistość przez swoją parę okularów, swój filtr, swoją historię czy też swój paradygmat, więc żeby się przez to przebić trzeba mieć dużo siły przebicia.

Jestem pracownikiem w firmie prywatnej, więc łatwo jest mi mówić z perspektywy pracownika, ale często staram się postawić na miejscu szefa firmy i zastanawiam się co bym zrobił w danej sytuacji. Czy powierzyłbym jakieś odpowiedzialne zadanie niesfornemu pracownikowi? Czy liczyłbym się z jego zdaniem i brał bym je pod uwagę przy istotnych decyzjach? Czy dam mu podwyżkę lub awans?

Rób to co robisz, najlepiej jak robisz, bądź cierpliwy i znaj swoją wartość. Ok, rozumiem, czasem otoczenie nie daje ci szansy, ale z pewnością siebie, którą zbudowałeś możesz łatwo zmienić otoczenie i doskonale odnaleźć się w nowych warunkach.