Ekstremalny kłopot autorytarnego managera - hipoteza dla #tigerenergydrink

Do napisania postu zainspirowała mnie Natalia Hatalska swoim udostępnieniem na facebooku poniższego. Przy okazji polecam jej trendbook na rok 2017, czytałem go ostatnio i jest to ciekawe zestawienie aktualnych trendów.

No właśnie, dlaczego w firmie nikt nie zareagował na taką kampanię w naszym kraju. Wytłumaczenie firmy można znaleźć tutaj.

https://www.facebook.com/TigerEnergyDrink/posts/1710945458934397

Ok, możemy firmie uwierzyć, chociaż jest nam trudno bo jak pisze Natalia Hatalska zaufanie do marek spada i koncerny wkrótce mogą mieć z tego tytułu problemy.

Ja natomiast chciałbym postawić swoją hipotezę nawiązującą do sposobów zarządzania. Otóż, w Polsce popularnym stylem jest autorytarne przywództwo, gdzie "szef" trzyma w rękach pełnię władzy i nie pozwala pracownikom wybrać koloru długopisu jakim mają podpisywać listę obecności. Na dłużej z takim szefem będę w stanie pracować ludzie tylko i wyłącznie mu podporządkowani, mogą to być dobrzy fachowcy z różnych dziedzin np. marketingu, ale będą to osoby, które z pewnych względów poddają się całkowitej woli szefa, usuwają się w cień i przede wszystkim nie kwestionują decyzji szefa. Nie mogą tego robić, ponieważ wiążę się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami, z których najlżejszą formą jest zdecydowana odmowa przyjęcia propozycji. Taki szef różnym pracownikom już wielokrotnie odmawiał i wiedzą oni, że nawet nie ma sensu próbować - popadają też z tytułu w chroniczne niezadowolenie z pracy i po kątach oczywiście obgadują szefa i narzekają na pracę, ba pewnie całemu światu się dostaje jaki jest on niesprawiedliwy. Można odejść z pracy, no ale "kredyt, dom, rodzina", albo się podporządkować, żeby w takiej sytuacji przetrwać. Teraz szef wpadł na pomysł, żeby zrobić taką ostrą kampanię, pracownicy dostarczyli materiał a on to zaakceptował, nie było żadnego whistleblowera, który powiedział by całemu gremium "hola, hola opamiętajcie się bezcześcicie narodowe wartości, w kraju, w którym są one święte, spotka się to na pewno z ostrą reakcją społeczeństwa, a w dobie mediów społecznościowych wieść o takiej wpadce rozchodzi się w kilka sekund po całym kraju". Nie było takiej osoby bo ona już dawno w tej firmie nie pracuje. Dlatego zdarzył się wypadek przy pracy, a możemy śmiało stwierdzić, że był to wypadek bo firma się teraz straszna kaja i nawet przelała pół miliona PLN na rzecz byłych powstańców.

Efekt autorytarnego przywództwa nie jest charakterystyczny dla Polski, wszędzie znajdziemy jednostki, które w ten sposób zarządzają. Amerykanie oczywiście nawet to zbadali a rezultatem badania przeraziły się firmy lotnicze, no bo co by się stało, gdyby autorytarny kapitał załogi, wykonał czynność, której żaden załogant by nie skorygował i doprowadziło by to do katastrofy lotniczej? Po eksperymentach w symulatorze okazało się, że w wielu przypadkach tak się właśnie stało, kapitan wykonał manewr, nitk nie zareagował w ciągu minuty, samolot się rozbił. W tej książce możecie przeczytać dokładniejszą analizę.

 

 


Biznesowy podróżnik - Francja

Praca jak eksporter wielu produktów oczywiście wiąże się z podróżami do różnych ciekawych miejsc. Rozpoczynam serię wpisów na temat moich biznesowych podróży, w których przedstawiam swoje wrażenia na temat odwiedzanych krajów.

Przez ostatnie dwa lata byłem wielokrotnie we Francji, głównie w Paryżu i miejsce to jest na tyle osobliwe, że z pewnością warte szerszego opisania.

Paryż jest zdecydowanym centrum Francji, całą resztę Paryżanie określają mianem "prowincji". Wszystko co ważne dzieje się właśnie tam. Miasto jest zatłoczone i najlepszym sposobem poruszania się jest metro lub Uber. Tanio możemy wypożyczyć auto i poruszać się nim po mieście. Parkowanie to koszmar a ilość skuterów, motorów i innych dwuśladów bzyczących i huczących wokół jest stresująca, ma się wrażenie, że albo się ich porozjeżdża albo sami się pozabijają. Do tego dochodzą jeszcze piesi wchodzący na ulice przy czerwonym świetle oraz małe wąskie uliczki na których nierzadko trzeba się ostrożnie przeciskać.  O dziwo nic się nie dzieje. Trochę pojeździłem w Paryżu autem i nie byłem świadkiem żadnego drogowego zdarzenia, mimo tego, że ciągle ich wypatrywałem bo to przecież po prostu niemożliwe, aby w takim chaosie nic się nie wydarzyło.
Zauważyłem coś wyjątkowo interesującego. Wszyscy są bardzo uważni i mają wręcz oczy z tyłu głowy. Każdy uczestnik ruchu oraz pieszy widzi wszystko. Chcesz zjechać autem na inny pas, bądź się przesunąć? Skuter który jedzie obok na żyletkę już się przesuwa, żeby zrobić ci miejsce. Jakiś pieszy idzie na czerwonym? Kierowca już to widzi, zwalnia i go przepuszcza. Nikt nie ma klapek na oczach, każdy uważa na innego, każdy jest wobec innych wyrozumiały bo nie zauważyłem żadnej agresji ze strony kierowców czy pieszych. Oczywiście trąbienie słychać, ale przy tej ilości samochodów to jest go chyba relatywnie mało.
Myśl, że inni uczestnicy widzą i uważają na mnie pozwoliła mi się odprężyć za kierownicą i poruszać się już w mniejszym napięciu, darowałem sobie co prawda rozmowę przez telefon, ale mogłem już śmielej się poruszać po Paryżu.

Lekcję z Paryża można łatwo zastosować w biznesie. Prowadzisz biznes, jesteś szefem firmy lub dyrektorem i chcesz mieć wszystko pod kontrolą? No cóż, jeżeli nie będziesz mieć zaufania do swoich współpracowników, a oni nie będą wiedzieli, że muszą uważać bo coś może ich rozjechać, to będziesz poruszał się po drogach gdzie pieszy wchodzi na przejście i zostaje rozjechany (coś na mocniejsze nerwy). Pracownik ma prawo się zagapić, szef ma prawo się zagapić, ale jeżeli zawsze uważa, na to co się dzieje wokoło, tylko jeden z nich, to szanse na uniknięcie wypadku są mniejsze.

Idąc dalej ulicami Paryża można zauważyć, że wszystko jest malutkie. Malutkie knajpki z małymi stoliczkami, małe uliczki, małe samochody. Wszystko jest mocno skondensowane. Sam Paryż jest miastem nie dużym, jeżeli chodzi o obszar, natomiast jest wyjątkowo gęstym miastem. Aby miasto zwiedzać nie trzeba specjalnie znać języka francuskiego, oczywiście czytanie menu w restauracji może być kłopotliwe i mogą nas ominąć francuskie specjały jak magret, ale z kelnerem się jakoś dogadamy, dogadamy się też w hotelu lub w czasie zwiedzania.
Zdecydowanie gorzej jest w biznesie. Wystawiałem się na dużych francuskich targach, Expo Protection, rozmawialiśmy w ciągu 3 dni z dobrze ponad setką firm, które odwiedziły nasze stoisko. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które były wstanie wydukać coś po angielsku. Bez znajomości język francuskiego nie ma możliwości prowadzenia biznesu we Francji. Mówię tutaj o stosunkowo małej branży, w której największe firmy zatrudniają kilkadziesiąt osób, domyślam się, że duże korporacje "mówią po angielsku".

Planując biznesowy wyjazd do Francji trzeba oprócz języka francuskiego uwzględnić też godziny posiłków. Cała Francja jest podporządkowana tym samym regułom, dyscyplina w tej kwestii jest niesamowity. Każdy na śniadanie je croissanta z kawą i sokiem pomarańczowym, w południe je obiad, który składa się z: przystawki, dania głównego, deseru w różnych konfiguracjach, a wieczorem kolacja też o określonej godzinie. W tym czasie Francuzi nie pracują i nie dodzwonimy się do nich. Nie zorganizujemy też całego dnia spotkań jedno po drugim, a jak przyjmujemy Francuzów w swojej firmie, to koniecznie musimy wziąć posiłki pod uwagę. Problem jest mianowicie taki, że Francuzi mają ograniczone spojrzenie na świat, wielu się wydaje, że skoro oni jedzą śniadanie na słodko to cały świat też tak robi i widać w ich oczach autentyczne zdziwienie, kiedy okazuje się inaczej. W biznesie wygląda to trochę inaczej, ponieważ zazwyczaj trafimy na firmę, która będzie otwarta na kontakty zagraniczne. Polska jest bardzo pozytywnie postrzegana, a Chiny negatywnie, co szczęśliwie daje dobry grunt pod przyszłą współpracę, choć oczywiście trzeba się liczyć z tym, że będziemy traktowani z góry.
Francuzi czują naturalną wyższość nad innymi. Jeżeli zastanowimy się nad ich historią i zauważymy jak silna jest kultura francuska, jak wiele francuskich rzeczy świat dobrze zna i podziwia. Marki takie jak Chanel czy L'Oreal, Louis Vitton, a także francuskie wina, francuscy artyści i wiele innych rzeczy wszyscy dobrze znamy i podziwiamy. Polecam blog Pana Michała Kędziory, akurat ma wpis o francuskich markach odzieżowych tutaj.
Teraz przeciętny francuz też dobrze wie, że jego kultura jest  znana na świecie i dzięki temu zbudowali niesamowitą pewność siebie i przekonanie, że są wiele warci. Ta wewnętrzna siła winduje francuzów na wysoki poziom, w przeciwieństwie do Polaków. Polskie firmy przez wiele lat miały kompleks czy pisać na swoich produktach 'Made in Poland', dopiero ostatnio obserwujemy coraz silniejszy trend polskich produktów, który jest pozytywny bo mamy wiele świetnych produktów, ale brakuje nam pewności, żeby mocniej wychodzić w świat. Nie bierze się to znikąd, wiele lat zaborów, dwie wojny światowe i czasy PRLu zrobiły swoje, ale mamy przed sobą świetlaną przyszłość.
Jeżeli na produkcie jest napisane 'Made in France' jego cena już jest kilkakrotnie wyższa i pomijamy tutaj jakość tego produktu. Sam fakt, że został wyprodukowany we Francji wynosi go na wysoki poziom, niedostępny na razie dla wielu innych krajów. Nie ma potrzeby być tutaj zazdrosnym, Francuzi nie dostali tego za darmo. Są to setki lat pracy i dążenia do sukcesu, który nadszedł i dzisiaj można spijać śmietankę.

Francuzi w pewnych kwestiach są też z perspektywy Polski zacofani. Polska mocno się rozwija i odważnie wkracza w nowe trendy i technologie. To jest bardzo fajna postawa na te zwariowane czasy, ponieważ dzięki temu nasz kraj się doskonale rozwija w nowoczesnych dziedzinach, najlepszym przykładem jest branża gamingowa , na czele z firmą CD Projekt producentem serii gier o Wiedźmienie, która świetnie sprzedaje się na całym świecie.
Francuzi tymczasem wysyłają sobie czeki (uważaj żeby ci czasem nie wysłał płatności w tej formie bo będziesz mieć kłopot), korzystają z faxu, a siedziby ich firm już dawno proszą o porządny remont, ale oni się tym przejmują. Nie muszą za nikim gonić. Takie podejście do spraw, szczególnie w biznesie jest dla nich korzystne i daje solidną przewagę w czasie negocjacji. Jeżeli bardzo zależy ci na sprzedaży, to zrobisz wiele dla kogoś, kto może, ale niekoniecznie specjalnie chce od ciebie kupić. Zapewne jesteś wówczas skłonny obniżyć cenę, dołożyć do oferty dodatkowe opcje, tym bardziej jak ten ktoś działa na tak dużym rynku jak Francja. Francuzi nie są głupi, zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują tę przewagę niemiłosiernie. Najlepszym przykładem są francuskie sieci hipermarketów słynące z wyciskania swoich dostawców jak cytryn przy pomocy wątpliwie etycznych metod.

Ostatnia przyjemna sprawa, którą chciałem opisać a jest nieodłączonym elementem wszelkich rozmów biznesowych czy towarzystkich to - uśmiech. Uśmiech jest pozytywny, miły i uprzejmy, nadaje swobodny ton rozmowie i sprawia, że jest przyjemniejsza, bynajmniej mnie merytoryczna czy wartościowa. Postrzegam uśmiech niesamowicie pozytywnie, wpływa na jakość życia i mimo tego, że nie zawsze jest szczery, to nie ma to znaczenia, jego celem nie jest być szczerym tylko uprzejmym, chwilowym i ulotny. Osobiście mam z tym ogromny problem, po prostu się nie uśmiecham. Moja koleżanka w czasie podróżowania po Francji nieustannie zwraca mi na to uwagę i jestem jej wdzięczny, ale przychodzi mi to trudno, jest to dla mnie nienaturalne. Nie pozostaje nic innego jak ćwiczyć uśmiechanie się, można to robić zawsze i wszędzie... Przyda się w czasie rozmów biznesowych z Francuzami :)

 


Przestań gadać. Zacznij robić.

No właśnie! Masz ciekawy pomysł na biznes? Nie tylko Ty, wiele osób ma. Wiele osób ma nawet ten sam pomysł, ale udaje się tylko nie wielu osobom. Patrzymy na innych ludzi i wydaje się nam, że ich sukces przyszedł znienacka, ale to nieprawda. To jest tylko wygodna wymówka, kiedy możemy powiedzieć "temu to się poszczęściło", zapominamy, nie wiemy lub, co gorsza, nie chcemy wiedzieć, że ten ktoś wiele lat pracował na swój sukces i w końcu po wielu wzlotach i upadkach udało mu się.

Problem z którym obecnie walczę, to fakt, że zawsze chciałem być mistrzem świata. Jeżeli coś mi się szybko nie udawało, to wolałem tego nie robić. To jest problem wielu osób, rozpoczynamy nowy biznes, nowego bloga i myślimy, że będzie tak fajnie, a zaraz się okazuje, że to wcale nie takie proste.

Zaimponowała mi historia Michała Szafrańskiego, który na swoim blogu "Jak oszczędzać pieniądze" opowiedział historię o tym jak sam wydał swoją książkę. Polecam wszystkim jego bloga i podcast, profesjonalna robota. Temat oszczędzania pieniędzy jest dla mnie bardzo ważny i wiele już na ten temat czytałem i słuchałem, ale zaipomonował mi sukces jaki odniosł Michał swoją książką i zaczałem się zastanawiać jak on to zrobił. Odpowiedź jest dość prosta, zbudował ogromne audytorium za pomocą swojego bloga nad którym pracował dobre kilka lat, potem naprawdę przyłożył się do pisania książki, no i masz już nawet nie sprawdzam ile milionów zarobił.

Też chciałbym napisać książkę, też chciałbym zabrać się za wiele ciekawych projektów, ale najpierw muszę zbudować swoją pozycję, ja akurat wybrałem sobie pisanie bloga o sprawach, które mnie ciekawią. Oczywiście najchętniej pisałbym codziennie po kilka godzin, ale to nie możliwe bo "praca i rodzina", dlatego dwa razy w tygodniu? No cóż też się nie udało. I tak dalej. Jeżeli robisz dietę, nie wrzucaj na siebie super zaplanowanego tygodnia z każdym posiłkiem wymierzonym co do grama bo polegniesz. Jak mówi Tim Ferris w wielu swoich podcastach np. tym napraw swoje śniadanie, a jak już to ci się uda to zabierzesz się za resztę posiłków. I to się sprawdza w wielu sprawach, Seth mówi, że wyznaczamy sobie bardzo trudne cele, niemożliwe do osiągnięcia, ponieważ w momencie gdy polegniemy, to mamy świetną i wygodną wymówkę, której nikt nie jest w stanie obalić. Natomiast jeżeli polegniemy na małej rzeczy, to jeszcze się okaże, że jesteśmy beznadziejni, a tak przecież być nie może. Wyznaczajmy małe, ale osiągalne cele i je realizujmy - mówi Seth.

Moim celem na ten moment jest jeden post na blogu w tygodniu. Jedna rzecz bardzo mi w tym pomogła, deklaracja publiczna - otóż podlinkowałem swój post na facebooku i zapłaciłem 5$ za reklamę, aby dotarł do kilku osób, zaprosiłem kilku znajomych, potem napisałem, że następny post za tydzień (wczoraj), mimo tego, że może nikt nie tego drugiego niesponsorowanego posta nie czytał, to czułem jego ciężar, no i proszę. Jestem piszę, a chciałem czytać książkę :-)

Pomysł na mojego bloga mocno się nie wykrystalizował, ale jest mnóstwo rzeczy w kwestiach osobistego rozwoju i biznesu, o których czytam i chciałbym się nimi podzielić, więc co tydzień będę wrzucać informacje, co czytałem, czego słuchałem ze swoim komentarzem.

Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Czy wyjazd na targi do zły pomysł??

Targi są jednym z ciekawszych możliwości promocji firmy, która ma już dobrze wyrobioną pozycję, czyli prowadzi już regularną sprzedaż i na tym zarabia, a jednocześnie poszukuje już nowych kontaktów i możliwości sprzedaży. Nie polecałbym targów firmom całkowicie nowym, które nie znają jeszcze dobrze swojej branży, dopiero próbują sił ze swoim produktem i poszukują pierwszych zleceń, ponieważ wyjazd na targi jest dość kosztownym przedsięwzięciem a polskie firmy to nie są amerykańskie startupy, które zebrały astronomiczny kapitał na finansowanie działalności, tylko raczej pomysłowe przedsięwzięcia ludzi, którymi kierowała silna potrzeba zrobienia biznesu. Na pewno bardzo dobrym pomysłem jest odwiedzenie targów swojej branży, na których chcielibyśmy się w przyszłości wystawić. Warto “pozaczepiać” wystawców i zdobyć od nich trochę informacji, można opowiedzieć o swoim produkcie i zapytać co o tym myślą. Nie trzeba obawiać się, że ktoś ukradnie nasz pomysł, dzisiaj w czasach nadprodukcji i nadpodaży największym problemem jest zbyt duża ilość  towaru, która zalega na magazynach, także nikt ochoczo nie zacznie kopiować waszego produktu. Nawet jeżeli chodzi o branżę IT nie widzę takiego zagrożenia. Dzisiaj liczy się to, jak dobrze produkt jest dopracowany i jaką opowiada historię o sobie.

 

Dodatkową korzyścią z odwiedzin targów jest sprawdzenie, czy faktycznie to impreza dla naszego produktu. Jeżeli działamy w sferze B2B nie ma sensu wystawiać się na targach, gdzie będzie mnóstwo klientów końcowych. Zobacz mój post na temat rynku B2B a B2C tutaj. Profil targów też jest bardzo istotny, musi przyciągać klientów konkretnie z naszej branży. Osobiście organizuje targi dla wielu firm, ale nie robię tego zanim dokładnie nie przeanalizuje sytuacji danej firmy (o analiz w dalszym poście)

 

Kierunki targów

Polska pod względem targowym jest przeciętna. Mam wrażenie, że w latach 90 był targowy boom, później idea wystawiania się podupadła a teraz odradza się ponownie. Wydawało się, że możemy wszelkie kontakty nawiązać przez internet, po czym się okazało, że tak naprawde nie wiemy z kim rozmawiamy i jednak potrzebujemy kontaktu osobistego z przyszłym partnerem.

Imprezy targowe w Polsce stają się coraz bardziej popularne i coraz więcej dziedzin zaczyna się prezentować. Na targach spotkamy od kilkudziesięciu do kilkuset dostawców i kilkanaście tysięcy odwiedzających. Na drugim biegunie mamy Niemcy, którzy kochają targi, robią je z gigantycznym rozmachem i przyciągają ludzi z całego świata. 200 tysięcy odwiedzających i ponad 1.000 wystawców osiągają spokojnie i znajdziemy wiele imprez z taką frekwencją. Dodatkowo udział w targach w Niemczech nie jest wcale droższy niż inne targi zagraniczne, także w sytuacji kiedy mamy już dobry produkt i chcemy się pokazać światu, to w pierwszej kolejności jechałbym do Niemiec, ponieważ nawiążemy kontakty z ludźmi z całego świata, którzy chętnie przylatują do Niemiec (bardzo dobre połączenia z lotniskami na całym świecie)

 

Koszty

 

Targi mogą kosztować od kilku tysięcy złotych do… no właśnie sky is the limit. Natomiast, aby  wykorzystać potencjał imprezy targowej należy porządnie się zaprezentować. W pierwszej kolejności wybierzmy dobre miejsce, najlepiej koło znanego dużego konkurenta, który przyciąga wielu gości lub w szerokiej alejce. Im więcej stron stoiska otwartych tym lepiej. Samo stoisko nie musi być duże, minimalny rozmiar wystarczy, biorąc pod uwagę nasz produkt.
Istotna jest zabudowa, nie możemy korzystać z tej oferowanej przez targi bo jest bardzo kiepskiej jakości i osobiście uważam, że lepiej zrezygnować z targów jeżeli nie mamy około 20k PLN na specjalnie zaprojektowaną dla nas zabudowę targową (takie pieniądze zapłacimy Polskiej firmie za budowę małego stoiska w Niemczech, plus/minus kilka tysięcy złotych zależnie od naszych wymagań.

Jeżeli już mamy ładne, dobrze oświetlone stoisko w miarę korzystnym miejscu, to musimy przygotować jakieś materiały promocyjne, które wręczymy gościom. Minium to nasza wizytówka, chociaż nie łudźmy się, że jakiś kupujący po targach będzie do nas dzwonił. Jedyni ludzie, którzy mogą się do nas odzywać, to ci którzy będą chcieli nam coś sprzedać. To oczywiście nie znaczy, że kupujący nie są nami zainteresowani, ale wyobraź sobie, że odwiedziłeś setki stoisk, dostałeś mnóstwo ulotek i zapamiętałeś tylko to stoisko na którym ostatecznie się upiłeś. Tak to niestety jest, zbieramy wizytówki i odzywamy się przez pół roku po targach do naszych potencjalnych zainteresowanych. Jest to skuteczne i w momencie, kiedy się odzywamy i przypominamy o naszym produkcie i ładnym stoisku, to na pewno klient przypomni sobie o nas.

Koszt materiałów marketingowych też jest nieograniczony. Na pewno warto mieć ulotki i coś charakterystycznego z Polski, czym delikatnie chociaż zwrócimy na siebie uwagę. Samo zaplecze marketingowe jest tutaj dość ważne i przygotowanie strategii marketingowej oraz prezencji marki jest czymś co zawsze zalecam w swojej analizie.

Pozostałe koszty to obsługa stoiska. Przy minimalnym stoisku potrzebujemy min. 2 osoby mówiące biegle w danym języku, w Polsce przynajmniej jedną osobę znającą angielski (chyba że zagranica kompletnie nas nie interesuje). Do zakwaterowania warto wybrać miejsce blisko targów, ostatnio ogromnym odciążeniem finansowym jest serwis Airbnb, który pozwala na wynajęcie prywatnych apartamentów. Uwaga! Nie dostaniemy tam faktury, ale koszt może być kilkukrotnie niższy niż hotel. Wyjazd kamperem też jest bardzo dobrym pomysłem. Osobiście podróżowałem też  kamperem na targi w Dusseldorfie, gdzie znajdziemy specjalny parking dla takich odwiedzających.

Minimalne koszty imprezy w takim wydaniu to około 40k PLN. Za granica targi będą trochę droższe.

 


Dla kogo jest Twój produkt?

Poniższe opracowanie zrobiłem na podstawie podcasta. Jeżeli znasz angielski i lubisz słuchać to polecam go. Ja postarałem się wybrać najciekawsze rzeczy z tego odcinka i je opisać.

 

[Seth Godin's Startup School] 2 Adjusting the Course

http://podplayer.net/#/?id=37840 via @PodcastAddict

 

  • Dla kogo jest Twój produkt?

Większość produktów przeznaczona jest tylko dla wąskiej grupy odbiorców. Mimo tego, że iPhone jest hitem sprzedaży, to łatwo sobie wyobrazić, że zdecydowana większość ludzi na świecie go nie posiada.

Spoglądanie na produkty Apple czy innych wielkich koncernów nie jest dobrym pomysłem. Są to wyjątkowe i spektakularne produkty. Apple też nie zaczynał od zawładnięcia całym rynkiem. Swój produkt kierował do dość wąskiej grupy, specyficznych użytkowników. Dopiero jak firma się rozrosła, była w stanie realizować  bogate projekty.

Prawdą jest też to, że jeżeli nasz produkt nie jest w stanie zainteresować wąskiego grona użytkowników, to raczej nie zainteresuje szerszej grupy. Można powiedzieć, że im do szerszej publiki będziemy docierać, tym zwiększamy szanse na sukces. Jest to mylne podejście, ponieważ w dużej grupie znajdziemy po prostu więcej osób, które nie zauważą, że nasz produkt jest słaby i niedopracowany.

  1. Grupa dla której kierujesz swój produkt posiada podgrupy. W co wierzą ludzie, którzy do niej należą?

Każda grupa opowiada sobie jakąś historię. Jedni kupują nowy produkt jak tylko się pojawi bo muszą być pierwsi, inni kupują 4 miesiące później jak cena spadnie bo uważają się za przebiegłych i mądrzejszych od innych. Niektórzy kupują, żeby powiedzieć innym, że kupili bo jest to dla nich przepustka do określonego świata i chcą być odpowiednio postrzegani. Niektórzy nie kupują niczego, czego wcześniej ktoś z ich rodziny nie kupił bo chcieliby, aby wszystko było jak do tej pory. 

Istotne jest tutaj, że wyżej wymienione historie, to w pewnym sensie punkty widzenia, na które nie mamy wpływu (uwierzcie mi, naprawdę nie mamy, choć może Wam się wydawać, że czasem kogoś udało się wam przekonać). One nie są ani złe, ani dobre, po prostu są odpowiednie dla danych osób.

Zastanów się jaką historię opowiada sobie grupa osób, do której chcesz dotrzeć?

 

  1. Dlaczego grupa lub podgrupa, której chcesz sprzedać, w ogóle kupuje?

Jeżeli Twoja grupa nie kupowała niczego takiego nigdy, to będzie bardzo trudno im to sprzedać.

 

  1. Czy Twoja kluczowa grupa wie o Tobie?

Jest ogromna różnica pomiędzy sprzedażą do osób, które nigdy nie widziały cię na oczy bądź nie słyszały o tobie, a do osób, które już cię znają. Wniosek nasuwa się sam, klienci muszą cię znać, aby mogli od ciebie kupić.

Jeżeli już ktoś cię zna, to bardzo dobrze, tylko musi ci jeszcze ufać.

Jeżeli ufa i ma potrzebę, to na pewno od ciebie kupi. Natomiast jeżeli ci nie ufa, a ma potrzebę, musisz dowiedzieć się co można zrobić, aby Ci zaufał :)

  1. Dlaczego ta analiza jest taka ważna?

Bo jeżeli uda się sprzedać małej grupie i robić to dobrze, to później można tę sprzedaż skalować. Niektórzy się zatracają na promocji swojego produktu, zapominając o ulepszeniu go i dopasowaniu do swoich odbiorców. Dzisiaj jest to jeszcze ważniejsze, ponieważ konsumenci są lepiej zorientowani i poszukują dokładniejszych, bardziej dopasowanych treści do swoich potrzeb. 

 


Zostawił pracę w korpo, i co? I nic!

Odszedł z korpo i założył piekarnię, teraz jest Panem Życia i Śmierci. W korpo ten niedobry, szef, marudzący klienci, zawistni koledzy potrafiący uprawiać tylko wyścig szczurów, w takich warunkach przecież nie da się pracować? Ja natomiast przecież jestem świetnym specjalistą, tyle jest możliwości, ale nikt mnie nie słucha bo wszyscy na około nie mają pojęcia. Odliczam godziny aż wyjdę z korpo i pójdę użalać się nad własnym życiem.

Można praocwać wszędzie i wykonywać pracę z zaangażowaniem i uśmiechem na twarzy. W porządku jeżeli ta praca to serwowanie burgerów czy sprzątanie to nie jest to może nobilitujące zajęcie, ale jeżeli robisz to dobrze i ktoś jest zadowolony z Ciebie jak robisz to co robisz, to + dla ciebie i oznacza to, że po prostu długo tam nie popracujesz bo znasz swoją wartość i albo sam/a coś wymyslisz, albo ktoś da Ci fajną pracę bo wie, że można na Tobie polegać.

W pierwszej kolejności warto zweryfikować swoje podejście do sprawy, obiwnianie systemu nic nikomu nie da, a Tobie refleksja nad sobą na pewno pomoże.

Ten wpis został zainspirowany przez Setha, a dokładniej ksiażką "The Linchpin: are you indispensable" (polski tytuł to: Najmocniejsze ogniwo)