Coaching – zdziwisz się czym naprawdę NIE jest!

Jeszcze rok temu nie wiedziałem czym naprawdę jest coaching, a dzisiaj w celu uzyskania akredytacji International Coaching Federation poszukuję pierwszych klientów chętnych do wzięcia udziału w sesji coachingowej. Ukończyłem w tym celu pierwszy etap szkolenia w szkole coachów Meritum Consulting.

Zacząłeś czytać ten post, więc zrób proszę w tym momencie stopklatkę, zamknij oczy i zastanów się co cię tu sprowadziło i jakie masz potrzeby w kwestiach rozwoju osobistego, a także jeżeli to będzie dobry moment, to co do tej pory myślałeś o coachingu.

Niektórzy kojarzą coaching z osobami stojącymi na scenie i motywującymi ludzi do działania w niesamowicie energiczny, ciekawy, często też wyciskający łzy sposób. Jest to na pewno fajna rozrywka, ale to nie jest coaching.

Niektórzy kojarzą coaching z poradnictwem „Pójdę do coacha, opowiem o swoim problemie i on powie mi co mam zrobić”. Prawdziwy coaching tak nie wygląda.

Coach nie jest ekspertem w biznesie którym się zajmujesz, nie jest ekspertem od diety czy wychowywania dzieci. Coach jest ekspertem od procesu coachingowego, który generuje zmiany w życiu coachowanego, a to właśnie ten drugi jest ekspertem i źródłem wszelkich zasobów, które coach pomaga wydobyć, aby on sam (coachowany) rozwiązał swój problem w jak najlepszy sposób.

Trochę jest to zawiłe, ale czym się to objawia? Tym, że:

  • Coach nie daje rad i nie ocenia swojego klienta
  • To klient decyduje o czym chce rozmawiać i to on podejmuje decyzję co będzie robić
  • Klient jest odpowiedzialny za siebie
  • Relacja pomiędzy coachem i coachowanym jest partnerska

Ze względu na to, że coach nie jest ani mentorem, ani trenerem, ani doradcą ani też psychoterapeutą, to klient może poruszyć w rozmowie z nim każdy obszar swojego życia i zadać sobie w czasie sesji nawet najbardziej abstrakcyjne pytanie.

Specjalizacja! Czyli nie wszystko jest dla wszystkich, także nie usłyszysz ode mnie, że każdy powinien spróbować lub że jest to panaceum na wszystkie problemy tego świata.

Bliżej opisywałem tutaj i sam tez jej się trzymam http://zlepomysly.pl/poszukuje-10-fanow-nie-staram-sie-byc-dla-wszystkich-a-ty/

  • Robert Dilts powiedział „Coaching koncentruje się na rozwiązaniu (a nie na poszukiwaniu przyczyn problemów), promując rozwój nowych strategii myślenia i działania. „
  • Coaching może nie być formą jakiej potrzebujesz akurat w tym momencie bo jak każda forma wsparcia ma swoje ograniczenia. Ty musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czego teraz potrzebujesz a dzisiaj przy ogromie możliwości nie jest to proste. Może potrzebujesz doradcy, trenera bądź psychoterapeuty, a może nie potrzebujesz nikogo. Swoją drogą jeżeli akurat prowadzisz ze sobą taką polemikę, to jest to świetny temat na sesję coachingową 😉 Możesz po pierwszej sesji stwierdzić, że potrzebujesz doradcy i tym samym zakończysz proces coachingowy po jednej sesji.

Definicja coachingu wg. ICF:

  • Coaching jest interaktywnym procesem, który pomaga pojedynczym osobom lub organizacjom w przyspieszeniu tempa rozwoju i polepszeniu efektów działania. Dzięki coachingowi klienci ustalają konkretniejsze cele, optymalizują swoje działania, podejmują trafniejsze decyzje i pełniej korzystają ze swoich naturalnych umiejętności.

Definicja coachingu wg. Robert Diltsa:

  • Technika coachingu polega na wydobywaniu mocnych stron ludzi, pomaganiu im w omijaniu osobistych barier i ograniczeń w celu osiągnięcia zamierzonych efektów, a także ułatwieniu im bardziej efektywnego funkcjonowania w zespołach. Coaching koncentruje się na rozwiązaniu (a nie na poszukiwaniu przyczyn problemów), promując rozwój nowych strategii myślenia i działania.

W następnym wpisie więcej szczegółów stricte technicznych na temat sesji coachingowej.

 

 

 


To miękkie nie-kompetencje prowadzą do katastrofy

Wahadłowiec Challenger zbudowany przez NASA wykonał szereg lotów po orbicie okołoziemskiej w latach 80 tych. W tym czasie dokonywano badań i przeprowadzano różne zadania, wydarzyło sie wiele pierwszych rzeczy, jak np. pierwszy spacer kosmiczny. Ostatni lot był tragiczny, ponieważ wahadłowiec podczas startu wybuchł i wszyscy astronauci zginęli. Takie wypadki są dokładnie analizowane i okazuje się, że przyczyna techniczna, czyli wadliwa uszczelka zbiorników paliwa była dobrze znana inżynierom i projekt menedżerom, ale mimo to decyzja o startach była ciągle podejmowana dopóki wydarzyła się tragedia.
Kilkanaście lat później inny wahadłowiec, Columbia, również uległ wypadkowi. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Podczas startu uległ on uszkodzeniu, które okazało się fatalne podczas próby powrotu na ziemię bo wahadłowiec spłonął w czasie przechodzenia przez orbitę. Również tutaj cała załoga zginęła.
Dlaczego te tragedie się wydarzyły i czy można było nim uniknąć? Inżynierowie dobrze wiedzieli, że usterki są, ale to nie oni podejmowali decyzje, tylko menedżerowie projektu. Inżynierowie zdawali im raport na temat sytuacji a menedżerowie brali pod uwagę cały szereg innych czynników. Komisja, która badała sprawę uznała, że przywództwo w zespole było nieefektywne a sprawy organizacyjne są równie ważne jak inżynieryjne i tak samo mogą doprowadzić do katastrofy. Jeden z liderów, powiedział, że nie chce być tchórzem, który nie podejmie decyzji i będzie obwiniany za niepowodzenie misji.

Działanie organizacji jest bardzo skomplikowane i nawet nie do końca jesteśmy jest w stanie zrozumieć, ważne jest, aby zdawać sobie sprawę do czego decyzje, zachowanie liderów i ich ego może doprowadzić.

https://www.youtube.com/watch?v=-O_DMyHdq_M


Pułapka szybkiego zysku

Lubię czasem sobie pomarzyć co bym zrobił gdybym wygrał w totka. Jest to dla mnie fajna zabawa, zazwyczaj uprawiałem ją jak kupowałem kupon, za 2 zł miałem taką rozrywkę dla swojej wyobraźni. Od jakiegoś czasu już tego nie robię bo tak naprawdę to nie chciałbym wygrać w totka. 80% zwycięzców kończy źle, a u 100% wprowadza to ogromną rewolucję w życiu na którą są kompletnie nieprzygotowani. 80% która traci zdobyty kapitał ma dodatkowy problem, zmarnowaną dalszą część życia, ponieważ żyją dalej i próbują osiągnąć szybki zysk, a jak mawiał klasyk 'nie ma darmowych obiadów' a ja dodam, że nie ma 'szybkiego zysku'. Ludzie, którzy odnieśli "sukces" (cokolwiek to znaczy) przeszli bardzo długą drogę rozwoju, w czasie której nauczyli się wiele o sobie i o innych, nabyli konkretne umiejętności i wykształcili charakter. Czegoś takiego nie osiąga się z dnia na dzień.
Dlaczego to powyższe jest dla mnie ważne i dlaczego powinno być dla każdej osoby, która rozwija nowy biznes czy swoją karierę? Jedną z cech stabilnego biznesu, które przynosi zyski jest jego powtarzalność. Możemy dobrze zarobić na szybkim kup/sprzedaj, ale ciężko jest to powtórzyć, możemy zmanipulować klienta i mu wcisnąć naszego gniota, ale on do nas nie wróci.
Istotną częścią procesu jest odpowiednie przygotowanie produktu czy usługi, czyli trzeba się zamknąć w szafie na jakiś czas tam sobie dłubać, aż będzie to przypominało coś w miarę konkretnego, idealne być nie musi, tylko wystarczająco dobre. Najlepszym przykładem jest bloger Michał Szafrański, który przez kilka tworzył swojego bloga, a potem napisał książkę. Przez wiele lat budował swoją publikę a potem napisał książkę i świetnie przygotował cały self publishing swojego dzieła i zgarnął maksymalne zyski, które zaskoczyły nawet jego. Oczywiście na ogłoszeniu, że usługa czy produkt są gotowe. Michał dodaje edycje książki, poprawia ją i nieustannie dopieszcza.
Na koniec tak realistycznie - solidne przygotowanie się nie jest gwarancją sukcesu, ale jest to warunek konieczny.


Ekspert musi być arogancki

„Ekspert musi być arogancki” – Miłosz Brzeźiński

Szarlatani, hochsztaplerzy, oszuści, ściemniacze, wodolejcy, bajkopisarze, samozwańczy pseudoeksperci, mównicy motywacyjni i kołczowie (niedajboże nazwijcie ich coachami to ściągniecie na siebie środowisko z prężniej działającej na facebooku grupy Coach Coachowi Coachem, słusznie z resztą). W czasach, gdy przeciętny młody człowiek marzy o tym by zostać influencerem na youtube, mamy istny wysyp pseudoekspertów wszelkiej maści i dla wielu osób są oni niesamowicie irytujący. Wiecie jednak co? Niektórzy z nich mimo fali hejtu jaka się na nic wylewa, idą dalej do przodu bo wewnętrznie czują, że muszą to robić i nie potrafią się usunąć w cień. Jest dobra wiadomość, wszyscy z tego ostatecznie korzystamy. Słabe jednostki odpadną, ale ci najbardziej wkurzający zostaną i sami się dzięki temu wiele nauczą a także sprowokują bardziej kompetentny ekspertów do wyjścia ze swojej perfekcjonistycznej skorupy i zabrania głosu w dyskusji.

„Bo lepszy ktoś, kto podrzuca nawet słabsze pomysły, ale próbuje, niż taki, co umiera „skromnie”, chowając w głowie. Dla świata nie ma różnicy, czy nie masz pomysłu, czy masz, ale wstydzisz się o nim powiedzieć” (M.Brzeźiński, Binzes czyli sztuka budowania relacji, s. 49)

Złe pomysły. No właśnie. Oryginalnie idea ta trafiła do mnie od Setha Godina, ale widzę, że Miłosz też jest jej fanem. Dlatego tak bardzo jego książki mi się podobają. W pewnym momencie byłem właśnie takim aroganckim ekspertem i chyba nadal trochę jestem, ale wiecie co? Jak ja się dzięki temu dużo nauczyłem, w dużej mierze dzięki osobom lub zdarzeniem, które stawiały mi największy opór. Tak! Tej osobie, która najgłośniej mi krzyczała, że jestem głupi, jestem najbardziej wdzięczny bo po awanturze na spokojnie sobie coś poczytałem i się zreflektowałem, czy miałem rację, ta osoba mnie już nie lubi i ja jej chyba też, no cóż trudno, trzeba iść dalej.

Ekspert broni prawdy lub Prawdy (jego zdaniem) wszystkimi organami ciała i po po trupach, ponieważ, kocha dyskurs, kocha grzebać w książkach i nawet specjalnie się nie przejmuje, kiedy się pomyli. Tam więc, gdzie my pękamy z nerwów, a na czoło wychodzą nam żyły nieznane współczesnej anatomii, ekspert czuje się jak na siłowni. Zmęczony, ale szczęśliwy. (tamże, s. 52)

Wysyp ekspertów nie powinien nas dziwić, jakieś 5 lat po skończeniu studiów jak już nikt kazał mi się niczego uczyć odkryłem uczenie się na nowo. Chciałem stawić czoło problemom, które napotykałem a że z pustej głowy żadne pomysły nie wypłyną zacząłem darmową edukację przy pomocy biblioteki wojewódzkiej. Eureka! Ile tu jest wiedzy, całkowicie za darmo, na wyciągnięcie ręki. W kraju w którym 65% społeczeństwa przez cały rok nie przeczytało nawet żadnego tekstu nie powinno mnie dziwić, że nikt nie ma czasu na czytanie książek i wielokrotnie słyszałem, skąd ty to wiesz? Kiedy masz czas na czytanie? No cóż, to świadomy wybór. Aby znaleźć czas na czytanie, trzeba zrezygnować z oglądania telewizji, można też na odwrót. Kto co lubi.
Oczywiście drugim potężnym źródłem wiedzy jest internet, dał nam też doskonałe pole do prezentowania swoich wywodów, dzięki czemu nie jesteśmy już na pasku industrialistów, potrzebujących non stop taniej siły roboczej. Tylko teraz mamy! Fake newsy i inne beznadziejne treści. Trudno jest w tym się odnaleźć, ale jeżeli trafiasz na coś takiego i się wkurzasz, to nie rób tego. Pomyśl sobie, że potrzebujemy złych pomysłów, aby raz na jakiś czas mieć dobre. Natomiast nie omieszkaj pojechać po ekspercie, wyświadczysz mu przysługę 😉

 

Grafika na facebooku:
Designed by Asierromero


Sprzedawco, czy szczęście ci dopisuje?

Ze skromności często mówiłem, że udało mi się 'sprzedać' bo miałem szczęście. Kiedyś nawiązałem kontakt z dużym klientem, który akurat trochę wcześniej został oszukany przez swego dotychczasowego dostawcę i akurat przyjechał na odległe targi poszukać nowego i akurat spodobał mu się produkt, który oferowałem.

Brzmi mi jak niesamowity zbieg okoliczności i szczęście, prawda? Tym bardziej, że ten klient później stał się moim największym klientem z ogromną perspektywą rozwoju, a nasz współpraca jest coraz bliższa i układa się coraz lepiej.

Sam jak teraz to piszę, to wątpię w to czy to faktycznie nie był jakiś absurdalny łut szczęścia, ale jednak nie był. Z tym produktem na ten konkretny rynek próbowałem dostać się przez jakieś 2 lata. Próbowałem na najróżniejsze sposoby i ciągle mi się nie udawało. Modyfikowałem ofertę, dzwoniłem do różnych typów klientów, próbowałem innych kanałów i sposobów sprzedaży.
Mogę powiedzieć, że byłem ciągle w gotowości. Gdy klient w końcu się pojawił lub w końcu go znalazłem, to mogłem sfinalizować sprzedaż. Szczęście to by było gdybym nie robił niczego w kierunku znalezienia klienta, a on przyszedł by do mnie, tylko że to nie jest możliwe bo wygrana w totolotka jest niemożliwa.
Swojemu klientowi złożyłem obietnicę. Jeżeli kupisz ode mnie, nie zawiodę Cię. Łatwo o taką deklarację, prawda? Niesamowicie, w szczególności dla I (zapraszam do poczytania o MaxieDISC). To dobra obietnica, ale jest bardzo trudno ją utrzymać i pracowałem ciężko i z dużym zaangażowaniem, żeby ją utrzymać. Pracując nad tym projektem już nie myślałem o szczęściu, ale jakbyś chciał ocenić mnie z boku, to powiedziałbyś "nom, niezły fart, że tak zażarło".
Na swojej drodze miałem mnóstwo momentów, żeby zrezygnować, nie zrobiłem tego. Nie było 'szczęśliwego trafu' w tej historii.

Obrazek na facebooku:
Zaprojektowane przez Freepik

 


Książki - jeżeli w głowie pusto, to niczego nie wymyślisz

Ciągle coś czytam gazety, magazyny, artykuły w internecie i książki. Non stop natrafiam na coś ciekawego, co później wykorzystuje podczas szkoleń, rozmowach z klientami czy w rozmowach prywatnych z moją żoną, synem lub przyjaciółmi. Często już nie pamiętam nawet skąd dana myśl, ale często udaje mi się dzięki temu rozwiązać różne problemy.
Postanowiłem zapisywać te najciekawsze pozycje. Jest to moja osobista lista i niekoniecznie dana pozycja może ci przypaść do gustu, ale być może znajdziesz tutaj coś czego właśnie szukasz.

Czytanie książek jest dość czasochłonne, więc podsuwam ci myśl Derek Sivera, (link do podcastu z Derekiem) który mówi, że warto jest dokładnie sprawdzić czy dana książka faktycznie nam odpowiada, zanim zaczniemy ją czytać.

Jeżeli chodzi o książki to wiele z nich wypożyczyłem z Wojewódzkiej biblioteki przy ul. Prusa w Poznaniu.

Simon Sinek - Liderzy jedzą na końcu
Generał jednej ze słynniejszych łodzi podwodnych zadbał o problem łuszczącej się farby na łodzi podwodnej, który męczył marynarzy. Dzięki temu, że skutecznie rozwiązał wiele błahych problemów załoga mogła skuteczniej zaangażować się operowanie łodzią i znacznie zasłużyła się w wielu znanych operacjach wojskowych. Wiele innych ciekawych historii i informacji o przywództwie w tej książce. Polecam też wystąpienia Simona, które można obejrzeć na Youtube.

Daniel Goleman - Inteligencja emocjonalna
Współczynnik IQ wymyślono do selekcji żołnierzy w czasach II wojny światowej. Chwycił bardzo dobrze i jest szeroko stosowany. Często się jednak zdarza, że ludzie o niskim IQ są odnoszą sukcesy na wielu polach i zarządzają ludźmi o wysokim IQ. Jak to się dzieje? Mają lepiej rozwiniętą inteligencją emocjonalna i potrafią tworzyć wokół siebie takie warunki, które sprzyjają im w osiąganiu celów.

Dan i Chip Heath - Decyduj
W latach 70 tych około 80% produkcji firmy Intel to były układy scalone, Japończycy mocno już wtedy zaczęli inwestować w rozwój mikroprocesorów i wchodzili mocno na rynek. Intel stanął przed trudną decyzją, czy rezygnujemy z naszego głównego biznesu i inwestujemy w nowy? Decyzja była trudna, ale jak wiesz firma ta nadal istnieje i świetnie sobie radzi. Przed podobnymi decyzjami były takie firmy jak Kodak czy Nokia. Decydowanie to ciekawy proces a ta książka świetnie go opisuje.

Seth Godin - Najmocniejsze ogniwo
Są osoby, które nie potrzebują mieć CV. Praca znajduje ich. Jak one to robią dowiesz się z tej książki. Poza tym Seth Godin wprowadza w nas w świat post-industrialny gdzie jednostka była tylko trybikiem w maszynie. Dzisiaj w pojedynkę dzięki internetowy możesz podbić świat :)

Greg Mckeown - Esencjalista
Mniej, ale lepiej. Jeżeli robisz wiele rzeczy na razi, nie możesz się zdecydować w którym kierunku iść lub zbyt często mówisz TAK w pracy i jesteś przez to zawalony robotą, to być może ta książka jest dla ciebie...

Marcus Buckingham - Po pierwsze: Złam wszelkie zasady
Wykorzystuj talenty swoich pracowników. Pracuj na mocnych stronach. Książka świetnie nawiązuje to tego nurtu w którym się specjalizuje, czyli Style Zachowań Maxie DISC.

Malcom Gladwell - Błysk!
Zbyt wiele informacji powoduje, że obraz sytuacji staje się coraz bardziej mętny i jest nam trudno zdecydować, dlatego w pewnym momencie przeczucie, że wiemy już wystarczająco pozwala nam działać zamiast czekać i myśleć.

Malcom Gladwell - Punkt przełomowy
Jeżeli zbijesz w jakimś budynku szybę i nikt jej nie naprawi, to wkrótce wszystki szyby będą powybijane. Czy graffiti było przyczyną ogromnego wzrostu przedsiębiorczości w Nowym Jorku? Jak buty, których produkcję po wielu latach planowano zatrzymać, stały się nagle wielkim hitem. Czasem małe zdarzenie (Punkt przełomowy) jest odpowiedzialne za wielkie rzeczy.

Marshall Rosenberg - Porozumienie bez przemocy (NVC)
Jeżeli czegoś żądasz, a nie prosisz o to, to prędzej czy później obróci się to przeciwko tobie. A jak rozpoznać czy akurat żądasz czy prosisz? Bardzo łatwo, twoja reakcja na "NIE" powie Ci, którą opcja właśnie stosowałeś.

Brian Tracy - Psychologia sprzedaży
Sztuczki i triki sprzedażowe, z którymi warto się zapoznać, szczególnie na początkowym etapie kariery sprzedażowej.

Bob Cialdini - Wywieranie wpływu na ludzi
Tytuł jest mylący. Książka świetna. Cialdini pokazuje jak wyciągać na powierzchnię prawdziwą wartość zamiast popadać w nieuczciwą manipulację, która prędzej czy później obraca się przeciwko nam. Przeczytaj między innymi o wielkim proteście w USA, gdy Coca Cola planowała zmienić recepturę swego napoju lub o sprytnych Krisznowcach wyłudzających pieniądze od ludzi na lotniskach.

Carmine Gallo - Steve Jobs: Sztuka prezentacji
Jeżeli sprzedajesz, to musisz prezentować swój produkt. Steve Jobs był mistrzem, a uczymy się od najlepszych. Carmine Gallo to nadworny pisarz o tym jak działa Apple.

Carmine Gallo - Doświadczenie Apple. Tajniki zdobywania niewiarygodnej lojalności klientów 
Kiedy Samsung zamykał swoje sklepy bo nikt nie chciał do nich wchodzić, Apple otwierał Apple Store przez które zaczęły się przewijać setki tysięcy ludzi tygodniowo. Jak Jobs to zrobił??


4 sposoby dążenia do celu

Jesteś tutaj i to czytasz. Być może przeczytałeś też pierwszy post o świadomości tutaj. Brawo! Należysz do bardzo małej grupy ludzi, która idzie dalej w kierunku lepszego zrozumienia siebie i swoich reakcji na otoczenie, a także samego otoczenie, czy ludzi Tobie najbliższych, znajomych a także wszystkich innych z którymi wchodzisz codziennie w interakcję. Co ciekawe na tym blogu znajdziesz właśnie tego typu wpisy, nie staram się zaspokoić całego świata, tylko właśnie Ciebie!



Kiedy pierwszy raz zobaczyłem powyższe, bardzo mnie to zaciekawiło. Zgodnie z tym schematem można postrzegać rzeczywistość na 4 sposoby. Z pewnością jest to uproszczenie, ale 4 osoby znajdują się w dokładnie tej samej sytuacji i postrzegają ją całkowicie inaczej.

 

Czerwony postrzega środowisko jako wrogie, na pewno znacie takie osoby, które są pewne siebie i twardo idą przez życie czasem zostawiając za sobą wielu rannych. Trochę narzekają na innych, często mogą zwalać na nich winę, nie ufają, a przy tym są względnie trudni i wymagający. Poza tym dziwią się, że ludzie nie reagują po ich myśli. Nie biorą odpowiedzialności za siebie i za to co się wokół nich dzieje. Dla czerwonego ludzie spotkani na drodze to wrogowie, ale niesamowicie ciekawe jest to, że postrzega się on jako osoba silniejsza od tych właśnie wrogów i przeszkód na drodze i codziennie dzielnie stawia im czoło. Na pewno istnieje wiele sytuacji, gdzie brak zaufania, stawianie wymagań czy pewność siebie dobrze się sprawdzi. Telemarketer raczej go nie naciągnie na lipną umowę, a w negocjacjach będzie to twardy przeciwnik i jeżeli będziesz chciał od niego coś kupić, to na pewno słono zapłacisz.

 

Żółte podejście jest bliskie właśnie mi bo uważam się za kogoś, kto postrzega otoczenie przyjaźnie. Generalnie powiedziałbym “nie ma problemu, jakoś sobie poradzimy” choć w myślach jeszcze nie wiem jak dokładnie to zrobię, ale nie przeraża mnie to, przyszłość widzę w pozytywnych barwach. Takie entuzjastyczne podejście może natomiast przerażać innych, ponieważ gdy oni się boją a ty nie widzisz problemu, to boją się jeszcze bardziej bo czują się osamotnieni w tej strasznie trudnej sytuacji.

Drugi aspekt, czyli jak ja się czuję? Otóż czuję, że jestem silny, widzę przede mną wyzwania i tak jak czerwony stawiam im dzielnie czoło, ale nie walczę, staram się czerpać i odnajdywać przyjemność. Jeżeli klient narzeka i jest niezadowolony, to nie walcze z nim i nie wmawiam mu jak źle całą sytuację postrzega, tylko ufam mu, słucham go, wchodzę w jego perspektywę, potem opisuję mu swoją sytuację i proponuję ewentualne rozwiązania lub wspólne zastanowienie się nad możliwościami wyjścia z tej sytuacji. Oczywiście w przytoczonej sytuacji jest to wg. mnie najlepsze wyjście, ale nie jest uniwersalne i zapewne kilka razy się na nim przejadę bo jeśli ten klient chce moje zaufanie wykorzystać to lepiej, żebym był czerwony a nie żółty. Dodatkowo nie zawsze też stosuje ten schemat bo mogę nie mieć siły albo ktoś może wyprowadzić mnie z równowagi i zachowam się inaczej, niż bym tego faktycznie chciał.

 

Jaka będzie reakcja czerwonego i żółtego na zdradę? Czerwony powie “wiedziałem, life is brutal” a żółty powie “no cóż zdarza się, co możemy z tym zrobić”. Oczywiście idealizuje żółte podejście i jestem tutaj totalnie subiektywny, ale analizując sytuację z tej perspektywy mogę się zastanowić co mogę zrobić lepiej, jak poprawić swoje zachowanie, produkt, usługę czy relacje z innymi ludźmi. Dzięki takiemu podejściu jestem w stanie zmieniać i kształtować swoją rzeczywistość. Czerwone podejście nie daje mi nic, upewniłem się, że zawsze miałem rację, marna z tego lekcja.

 

A zielony? No cóż, to taki poczciwiec. Jak czytałeś o stylu zielonym tutaj, to wiesz że lubi ludzi i wchodzi z nimi w głębokie relacje, ale jego grono znajomych jest dość wąskie. Dzieje się tak dlatego, że o ile środowisko postrzega jako przyjazne, to siebie uważa za słabeusza i woli się raczej nie wychylać bo uważa, że po prostu sobie nie poradzi. Umykają mu okazje, tkwi trochę w miejscu. Jednak on po prostu dobrze się w tym czuje. Trudno będzie ci go namówić na szalone wakacje czy ryzykowny deal, także jeżeli jesteś sprzedawcą to chyba gorszego klienta mieć nie możesz. Fajnie z Tobą pogada, wesprze cię w Twoich działaniach (jak Ty skaczesz na spadochronie to czeka tam na dole i cieszy się razem z Tobą), wysłucha Twoich opowieści, ale raczej się nie zdecyduje na Twój produkt i jeszcze na dodatek nie powie dlaczego.

 

Kiedy taka postawa będzie korzystna? Czasem zmiana nie jest korzystna, liczy się wsparcie tu i teraz, nie trzeba gonić i walczyć z otoczeniem lub go pokonywać. Można posiedzieć, poczekać i cieszyć się dobrym towarzystwem. Jeżeli jesteś zielony to masz cierpliwość, możesz się delektować momentem a nie siedzieć jak na szpilkach. Czy nie masz potrzeby, żeby czasem się wyluzować? Nawet maszyna musi czasem odpocząć. Jeżeli jesteś żółty albo czerwony, to możesz zacząć medytować, wtedy na chwilę staniesz się zielony.

 

Na koniec. Niebieski. Otoczenie jest dla niego wrogie, a on czuje się słabszy od tego otoczenia, dlatego musi się porządnie przygotować, przeanalizować wszystkie możliwe dane jakie są dostępne, aby nabrać pewności, że dobrze robi. Najlepiej będzie to robił w samotności i przez długi czas, więc mu nie przeszkadzaj. Słowo ryzyko w zasadzie dla niego nie istnieje, ponieważ aby coś zrobić dokładnie się zastanowi i jeżeli twoja oferta jest dobra to ją weźmie, a jeżeli nie, to nie. Rzeczywistość wydaje się bardziej skomplikowana, nie da się jej ogarnąć jednym umysłem, więc niebieski kolega będzie miał trochę problem bo po prostu utknie bez żadnej konkretnej odpowiedzi, może stracić dużą część życia na poszukiwanie jej, nie znajdzie odpowiedzi a w międzyczasie mnóstwo okazji przemknie mu koło nosa. Natomiast jeżeli już się za coś zabierze, to zrobi to naprawdę dobrze. Lepiej, żeby Twój księgowy był niebieski bo pomyłka może słono kosztować i wpędzić cię w kłopoty. Jak każda z w/w postaw i ta, choć najdalsza dla mnie, okazuje się w określonych sytuacjach pożądana.

Ostatnio też zacząłem odczuwać duży brak umiejętności koncentracji na konkretnym zadaniu, co dla niebieskiego C przychodzi z łatwością. Coraz bardziej zależy mi, żeby zrobić coś dobrze i do końca i obserwując ludzi sukcesu w swoich branżach czy zawodach zauważyłem, że wszyscy posiadają dużą wiedzy i umiejętności, a także świetnie dążą do celu.

 

A co by się stało gdybyś potrafił wcielać się w każdy z tych kolorów na zawołanie? Wtedy będziesz kuloodporny, nic ci nie zagrozi, nic cię nie złamie, nic nie stanie ci na drodze do sukcesu, czymkolwiek jest on dla ciebie, będziesz przy tym szczęśliwy, świadomy, mądry i zdrowy w sensie fizycznym a także duchowym.

Bycie takim czterokolorowym w każdej sytuacji to utopia, nie jest to możliwe, a mniejsze lub większe załamanie każdemu się przytrafi, ale jak pisałem o samoświadomości tutaj, praca nad sobą raz rozpoczęta trwa do końca życia i dążymy krok po kroku do ideału, którego nigdy nie osiągniemy i w dużej mierze taka postać rzeczy jest ok. Na szczęście wszyscy umrzemy, więc śpiesz się, aby zostać najlepszą wersją siebie, chociaż może właśnie poczekaj…??

 


Antycypowanie

Niedawno pisałem o zwiększonej ilości zadań tutaj

Michał Śliwiński twórca Nozbe mówi o ile dobrze pamiętam cytując David Allena, że jeżeli jakieś zadanie zajmie do dwóch minut to zrób je bo zbyt dużo czasu zajmie ci powracanie do niego. Jeżeli dostaję jakiegoś maila to rzucam na niego okiem i jeżeli na jednej nodze nie jestem w stanie na niego odpowiedzieć, to z powrotem odznaczam go jako nieprzeczytanego. Natomiast tutaj dzieje się już coś ciekawego, nazwałem to antycypowaniem, chociaż jest tutaj pewnie lepszy termin, którego na razie niestety nie znam. Ten ponad 2-minutowy mail już siedzi mi w głowie i już myślę co na niego odpowiedzieć, także kiedy do niego usiądę to będę wiedział co napisać i po prostu to zrobię.

Antycypowanie jest przydatne jeżeli siedzi Ci jakiś pomysł w głowie, jest on pewnie zły ;) więc dobrze jest go z siebie wyrzucić, zobaczyć reakcje innych, może wcale taki zły nie jest. Jeżeli planujesz spotkanie w jakiejś sprawie, możesz dać ludziom wcześniej znać, co myślisz, jakie masz pomysły ewentualnie wnioski, żeby ludzie już mogli się zastanowić nad twoimi pomysłami i oczywiście je skrytykować. Chyba że jesteś szefem o którym mówi Simon Sinek, czyli takim, który  zanim  wyrazi swoją opinię na jakiś temat powinien najpierw wysłuchać swego zespołu bo inaczej podwładni będą się bali wygłaszać swoje opinie niezgodne z tą szefa. Nie śmiałbym kwestionować tego co mówi Simon, ale myślę o innej sytuacji. Twoi współpracownicy, koledzy z zespołu, wspólnicy, to im chcesz przekazać to co siedzi ci w głowie, oni to docenią i odwdzięczą się ciekawą dyskusją na dany temat.

Często liczymy, że zwołamy spotkanie, znajdzie się tam kilka tęgich głów i sprawę załatwimy. Otóż nie, tak często widziałem, że ludzie na spotkaniu dowiadują się nowych faktów i potrzebują czasu do zastanowienia, aby się do nich odnieść i dopiero na kolejnym spotkaniu mogą dyskutować, a czas ucieka i jest cenny.


Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.

 


5 ciekawych powodów dlaczego eksport się nie udaje

Powodów dlaczego podbój rynków zagranicznych się nie udaje może być naprawdę wiele i na tym blogu będziemy je regularnie omawiać. Znalazłem ciekawe opracowanie hiszpańskiego eksportera, który podaje wewnętrzne powody nieudanego wejścia na rynki zagraniczne. Zobacz artykuł tutaj po Angielsku lub Hiszpańsku, a wersja Polska z moimi komentarzami poniżej.

  1. Eksport nie jest elementem długoterminowej strategii.
    Każdy potrafi schudnąć 10 kg w miesiąc, ale nie wielu jest w stanie to zrobić w ciągu roku. Aby się udało trzeba zmienić styl życia.
    Z eksportem i w zasadzie ze wszystkim jest podobnie. Krótkoterminowe działania nie przyniosą żadnego efektu, dlatego istotnym elementem jest włożenie regularnych działań proeksportowych do naszego terminarza i założenie, że tak samo jak wiele lat rozwijaliśmy naszą firmę w kraju, tak samo długo będzie to się działo za granicą. Jeżeli co tydzień mamy spotkanie z pracownikami działu rozwoju czy marketingu, tak samo co tydzień powinniśmy spotkać się z osobą realizującą nasz eksport. Jeżeli uda się nam to przez pierwsze kilka tygodni, to naturalnie przejdziemy do dalszego rozwoju, możemy stworzyć budżet na działania, zaplanować wyjazdy, zdobyć ewentualne finansowanie z projektów unijnych, zaprosić gości, dzięki informacjom z rynku zagranicznego przygotować nowe produkty.
    Z doświadczenia wiem, że najlepszy stymulatorem są po prostu zamówienia, jeżeli firma poczuje, że eksport faktycznie się udaje, to trudno jest jej kwestionować zasadność działań eksportowych.
  2. Brak międzynarodowego mindsetu
    Nastawienie firmy jako całości jest istotnym czynnikiem w rozwoju eksportu, ponieważ jeden manager sam nic nie zdziała, pracownicy w firmie muszą mu dobrowolnie, chętnie i świadomie pomagać - innymi słowa cała firma musi być w pełni świadoma, że eksportuje. Jeżeli dział przygotowania produktu stworzy instrukcje czy etykiety w języku polskim, w ogóle przy tym nie myśląc jak będzie wyglądała wersja eksportowa, to późniejsze koszty i nakład procy mogą być wysokie, a przede wszystkim działania naprawcze będą zniechęcające i uporczywe.
    Aby skutecznie i zespołowo realizować eksport musimy mieć zgraną i zorientowaną na cel drużynę, która wspólnie będzie realizować cel.
  3. Niemożność wprowadzenia zmian potrzebnych do eksportu
    Na samym początku najlepiej założyć, że łatwo nie będzie. Każdy rynek jest specyficzny i wejście na każdy wymaga zaadoptowani firmy do danych warunków, jeżeli chcemy wejść do Niemiec z całkowicie polską, zaledwie przetłumaczoną ofertą to najprawdopodobniej nam się nie powiedzie. Niemcy mają swoje charakterystyczne dla siebie przyzwyczajenia i zachowania, musimy się do nich dostosować, często pomoże nam w tym lokalny partner czy dystrybutor, z którym rozpoczniemy współpracę. Oczywiście w późniejszym etapie będziemy mogli promować rozwiązania, które dobrze sprawdziły się w Polsce, ale nie będzie to core naszego biznesu, tylko ciekawostka.
  4. Niekompetentny menedżer zarządzający sprzedażą eksportową
    Zależnie od naszej struktury będziemy mieli ludzi odpowiedzialnych za różne zadania. Aby umiejętnie wchodzić na różne rynki potrzebujemy osoby, kreatywnej, podchodzącej nietypowo do zadań, przenikliwiej i nie bojącej się prób a tym samym porażek. Niewiele osób posiada takie cechy, tym bardziej w Polsce, gdzie wiele osób nadal jest dość roszczeniowa i najchętniej czeka, aż szef powie im co mają zrobić. Jeżeli chcesz wchodzić na rynki eksportowe, potrzebujesz kogoś, kto przeanalizuje sytuację twojego przedsiębiorstwa i powie ci co trzeba zrobić, a następnie to zrobi.
    Manager eksportu powinien posiadać jedną ciekawą cechę, którą doskonale opisuje Adam Grant w książce Dawaj i Bierz , którą bardzo polecam. Opisuje on postawę łowcy talentów drużyny NBA Philadelphia 76ers, który miał możliwość wyboru do swojej drużyny Michaela Jordana, ale zdecydował się na innego zawodnika, ponieważ tamten lepiej się zapowiadał. Decyzja okazała się błędna bo jak wiadomo MJ został amerykańskim sportowcem wszech czasów, ale wielu działaczy przyznały rację trenerowi z Philly, ponieważ w tamtym momencie ta decyzja była dobra. Trener dał nowemu zawodnikowi szansę przez dwa sezony, a potem go zwolnił i przyznał się, że wybór był zły. Nie chciał już dalej kontynuować swojej porażki, tylko szukać kolejnych talentów, które przyniosą 76ersom mistrzostwo NBA, co w końcu się udało, a sam trener został wielokrotnie wyróżniony za swoje umiejętności.
    Nie jest łatwo przyznać się do porażki, ale o wiele gorsze dla naszej firmy będzie ciągnięcie złej strategii i dalsze topienie czasu i pieniędzy. Jeżeli jakiś rynek źle rokuje bo mamy nieodpowiedni produkt a stworzenie nowego wiąże się z ogromnymi nakładami, to trudno - uznajmy to za koszt utopiony i próbujmy wejść na inny rynek z innym produktem. Upewnijmy się, że nasz manager jest w stanie przyznać się do błędu.
  5. Silny rynek rodzimy
    Silny rynek Polski dla wielu producentów jest pułapką. Polska przez ostatnie lata pięknie się rozwija, ale jak pokazują badania ekonomiczne gospodarką rządzi cykliczność, co oznacza, że mamy lata tłuste i chude, regularnie co kilka lub kilkanaście lat, więc pewne jest, że prędzej czy później w każdej branży pojawi się kryzys. Jeżeli mamy zbudowaną prezencje za granicą, to mamy o wiele większe szanse, że kryzys dotknie nas mniej znacząco, ponieważ jest mniej prawdopodobne, że nastąpi on w wielu krajach z tą samą siłą. Oczywiście trzeba być ostrożnym też w drugą stronę, jeżeli uzależnimy firmę od jednego kraju eksportowego, a tam wydarzy się kryzys, to również będziemy mieli problem.Widać dość wyraźnie, że eksport to raczej kwestia zmiany mentalności, podejścia konsekwetnego w kwestii realizacji zadań związanych z eksportem, ale też elastycznego w związku z wyzwaniami jakie będziemy napotykać. Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi kluczową rolę w powodzeniu naszej misji bo jeżeli będziemy mieli odpowiednich ludzi i dobrze nimi pokierujemy, to pomogą nam oni zrealizować cel.