Coaching – dlaczego on?

Jestem osobą, która lubi przecierać ścieżki, nowatorskie podejścia zawsze mnie interesowało i nie miałem obawa przed próbowaniem nowych rzeczy. Zawsze też byłem mocno zorientowany na realizację celu, chociaż jak zauważałem, że dany sposób lub metoda jednak nie są dobre to starałem się nie brnąć.
Od wielu lat pracuje z ludźmi na wiele sposobów, czyli jako członek zespołu, jako lider zespołu, czy po prostu jako manager grupy ludzi. Ze względu na to, że bardzo to lubię zainteresowałem się jak można lepiej pracować z ludźmi, czyli skuteczniej efektywniej i jak wyciągać z tego większą satysfakcję i  czerpać radość z tego co się robi. Przy czym zawsze szukałem metod, które są w swoje metodologii pozytywne i nie są manipulacjami.
Nie zrozum mnie źle, praca zawsze będzie pracą i zawsze będzie powodować pewien dyskomfort, ale skoro nie ma na innej możliwości niż pracować, to podejście do niej z zaangażowaniem wydaje się niezły pomysłem.

Każdy manager ma swój styl zarządzania i dla mnie najbliższy jest styl miękki, stawiający na równość w zespole, na motywowanie członków zespołu w celu osiągnięcia wspólnego celu razem w dobrej atmosferze. To samo odnosi się do naszego życia prywatnego, do relacji z dziećmi, partnerką/em czy rodziną. Tym bardziej dzisiaj gdzie hierarchia ma coraz mniejsze znaczenie, a różnice i tradycyjny podział ról mocno się zatarł.

Aby taki styl realizować zacząłem poświęcać dużo energii na motywowanie różnych osób do działania, bardzo często sprowadzało się to do udzielania różnych rad a także niezłomnego przekonywania co do swoich racji, co kończyło się pewnego rodzaju przymuszaniem, chociaż nie taka była moja intencja. Nierzadko próby te kosztowały mnie wiele energii i kończyły się fiaskiem od razu na starcie, bądź zmiany były krótkotrwałe. Nie zraziło mnie to, więc dalej szukałem kolejnych możliwości i poznałem style zachowań maxiedisc, których jestem certyfikowanym konsultantem i trenerem (tutaj link do różnych postów na ten temat).

Po tym jak zacząłem pracować z MaxieDISC zobaczyłem relatywnie szybko, że rozwój osobisty jest pewnym procesem, który często rozciąga się w czasie i osoba, która jest w procesie rozwoju i zmiany potrzebuje wsparcia kogoś kto pomoże jej przez ten proces przejść na własnych zasadach bez narzucania, wyręczania i przedstawiania gotowych rozwiązań na talerzu. Tutaj pojawił się coaching – wierzę, że za pomocą coachingu zmiana może się zadziać i może zostać na stałe, a etyka która jest w prawdziwym coachingu (a nie kołczingu) na wysokim poziomie powoduje, że moja wiara w tę metodę wsparcia jeszcze bardziej wzrasta.

„W ogólnym ujęciu coaching jest procesem pomagania ludziom i zespołom w wykonywaniu zadań w możliwie skuteczny sposób. Obejmuje on wydobywanie mocnych stron ludzi, pomaganie w omijaniu wewnętrznych barier i ograniczeń w celu osiągnięcia osobistej doskonałości oraz ułatwienia im bardziej efektywnego funkcjonowania w zespole”

Coaching to partnerstwo. Klient i coach siadają razem jak równy z równym i ze sobą rozmawiają. Co ciekawe rozmowa ta może odbywać się praktycznie wszędzie, gdzie tylko będzie możliwość przez 60-90 min rozmawiać komfortowo, także zdarzają się przypadki rozmów w czasie spaceru, posiłku lub bardziej nieszablonowo biegania czy nawet pływania. Można siedzieć w biurze przy stole, na krześle bądź po turecku, ważne aby klient czuł się komfortowo i nic mu nie przeszkadzało.
Sesja coachingowa jest dla klienta, to jego cele czy wyzwania są brane na warsztat, to jego zasoby są wykorzystywane, to on proponuje pomysły i rozwiązania spraw, które z resztą sam zaproponował do omówienia w trakcie sesji. Rolą coacha jest stworzenie odpowiedniej relacji, atmosfery zaufania i komfortu, w której klient niepohamowanie otworzy się na możliwości jakie ma, bądź może mieć przed sobą. Rolą coacha jest też pomoc klientowi w tym, aby sięgnął jak najgłębiej do swoich zasobów i odkrył je przed samym sobą.
W trakcie sesji coach notuje główne punkty i informacje zgodnie z wolą i często dokładnymi instrukcjami klienta. W czasie trwania sesji prawidłowość zapisków jest potwierdzana przez klienta, który na koniec je otrzymuje i to co zostało ustalone w trakcie sesji przez klienta i i zapisane przez coacha staje się odpowiedzialnością klienta, ponieważ coach nie odpowiada już za to, czy klient zastosuje się do zaproponowanych przez siebie rozwiązań czy nie.

Co takiego „magicznego” dzieje się w sesji coachingowej?

„Największą zaletą coachingu jest to, że uczy nas umiejętności koncentrowania się na rozwiązaniu, zamiast na problemie, co zmienia zupełnie perspektywę w patrzeniu na nasze życie i otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości”

 

Źródło:
Przy pisaniu tego posta korzystałem z materiałów szkoleniowych z kursu „Mistrz Coachingu” prowadzonym przez Szkołę Coachów Meritum.

https://www.meritum-coaching.pl/szkola-coachow/master-actp/programy-meritum.html

 


To miękkie nie-kompetencje prowadzą do katastrofy

Wahadłowiec Challenger zbudowany przez NASA wykonał szereg lotów po orbicie okołoziemskiej w latach 80 tych. W tym czasie dokonywano badań i przeprowadzano różne zadania, wydarzyło sie wiele pierwszych rzeczy, jak np. pierwszy spacer kosmiczny. Ostatni lot był tragiczny, ponieważ wahadłowiec podczas startu wybuchł i wszyscy astronauci zginęli. Takie wypadki są dokładnie analizowane i okazuje się, że przyczyna techniczna, czyli wadliwa uszczelka zbiorników paliwa była dobrze znana inżynierom i projekt menedżerom, ale mimo to decyzja o startach była ciągle podejmowana dopóki wydarzyła się tragedia.
Kilkanaście lat później inny wahadłowiec, Columbia, również uległ wypadkowi. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Podczas startu uległ on uszkodzeniu, które okazało się fatalne podczas próby powrotu na ziemię bo wahadłowiec spłonął w czasie przechodzenia przez orbitę. Również tutaj cała załoga zginęła.
Dlaczego te tragedie się wydarzyły i czy można było nim uniknąć? Inżynierowie dobrze wiedzieli, że usterki są, ale to nie oni podejmowali decyzje, tylko menedżerowie projektu. Inżynierowie zdawali im raport na temat sytuacji a menedżerowie brali pod uwagę cały szereg innych czynników. Komisja, która badała sprawę uznała, że przywództwo w zespole było nieefektywne a sprawy organizacyjne są równie ważne jak inżynieryjne i tak samo mogą doprowadzić do katastrofy. Jeden z liderów, powiedział, że nie chce być tchórzem, który nie podejmie decyzji i będzie obwiniany za niepowodzenie misji.

Działanie organizacji jest bardzo skomplikowane i nawet nie do końca jesteśmy jest w stanie zrozumieć, ważne jest, aby zdawać sobie sprawę do czego decyzje, zachowanie liderów i ich ego może doprowadzić.

https://www.youtube.com/watch?v=-O_DMyHdq_M


Pułapka szybkiego zysku

Lubię czasem sobie pomarzyć co bym zrobił gdybym wygrał w totka. Jest to dla mnie fajna zabawa, zazwyczaj uprawiałem ją jak kupowałem kupon, za 2 zł miałem taką rozrywkę dla swojej wyobraźni. Od jakiegoś czasu już tego nie robię bo tak naprawdę to nie chciałbym wygrać w totka. 80% zwycięzców kończy źle, a u 100% wprowadza to ogromną rewolucję w życiu na którą są kompletnie nieprzygotowani. 80% która traci zdobyty kapitał ma dodatkowy problem, zmarnowaną dalszą część życia, ponieważ żyją dalej i próbują osiągnąć szybki zysk, a jak mawiał klasyk 'nie ma darmowych obiadów' a ja dodam, że nie ma 'szybkiego zysku'. Ludzie, którzy odnieśli "sukces" (cokolwiek to znaczy) przeszli bardzo długą drogę rozwoju, w czasie której nauczyli się wiele o sobie i o innych, nabyli konkretne umiejętności i wykształcili charakter. Czegoś takiego nie osiąga się z dnia na dzień.
Dlaczego to powyższe jest dla mnie ważne i dlaczego powinno być dla każdej osoby, która rozwija nowy biznes czy swoją karierę? Jedną z cech stabilnego biznesu, które przynosi zyski jest jego powtarzalność. Możemy dobrze zarobić na szybkim kup/sprzedaj, ale ciężko jest to powtórzyć, możemy zmanipulować klienta i mu wcisnąć naszego gniota, ale on do nas nie wróci.
Istotną częścią procesu jest odpowiednie przygotowanie produktu czy usługi, czyli trzeba się zamknąć w szafie na jakiś czas tam sobie dłubać, aż będzie to przypominało coś w miarę konkretnego, idealne być nie musi, tylko wystarczająco dobre. Najlepszym przykładem jest bloger Michał Szafrański, który przez kilka tworzył swojego bloga, a potem napisał książkę. Przez wiele lat budował swoją publikę a potem napisał książkę i świetnie przygotował cały self publishing swojego dzieła i zgarnął maksymalne zyski, które zaskoczyły nawet jego. Oczywiście na ogłoszeniu, że usługa czy produkt są gotowe. Michał dodaje edycje książki, poprawia ją i nieustannie dopieszcza.
Na koniec tak realistycznie - solidne przygotowanie się nie jest gwarancją sukcesu, ale jest to warunek konieczny.


Sprzedawco, czy szczęście ci dopisuje?

Ze skromności często mówiłem, że udało mi się 'sprzedać' bo miałem szczęście. Kiedyś nawiązałem kontakt z dużym klientem, który akurat trochę wcześniej został oszukany przez swego dotychczasowego dostawcę i akurat przyjechał na odległe targi poszukać nowego i akurat spodobał mu się produkt, który oferowałem.

Brzmi mi jak niesamowity zbieg okoliczności i szczęście, prawda? Tym bardziej, że ten klient później stał się moim największym klientem z ogromną perspektywą rozwoju, a nasz współpraca jest coraz bliższa i układa się coraz lepiej.

Sam jak teraz to piszę, to wątpię w to czy to faktycznie nie był jakiś absurdalny łut szczęścia, ale jednak nie był. Z tym produktem na ten konkretny rynek próbowałem dostać się przez jakieś 2 lata. Próbowałem na najróżniejsze sposoby i ciągle mi się nie udawało. Modyfikowałem ofertę, dzwoniłem do różnych typów klientów, próbowałem innych kanałów i sposobów sprzedaży.
Mogę powiedzieć, że byłem ciągle w gotowości. Gdy klient w końcu się pojawił lub w końcu go znalazłem, to mogłem sfinalizować sprzedaż. Szczęście to by było gdybym nie robił niczego w kierunku znalezienia klienta, a on przyszedł by do mnie, tylko że to nie jest możliwe bo wygrana w totolotka jest niemożliwa.
Swojemu klientowi złożyłem obietnicę. Jeżeli kupisz ode mnie, nie zawiodę Cię. Łatwo o taką deklarację, prawda? Niesamowicie, w szczególności dla I (zapraszam do poczytania o MaxieDISC). To dobra obietnica, ale jest bardzo trudno ją utrzymać i pracowałem ciężko i z dużym zaangażowaniem, żeby ją utrzymać. Pracując nad tym projektem już nie myślałem o szczęściu, ale jakbyś chciał ocenić mnie z boku, to powiedziałbyś "nom, niezły fart, że tak zażarło".
Na swojej drodze miałem mnóstwo momentów, żeby zrezygnować, nie zrobiłem tego. Nie było 'szczęśliwego trafu' w tej historii.

Obrazek na facebooku:
Zaprojektowane przez Freepik

 


Sukces to umiejętność sprzedawania

Uważasz, że nie jesteś sprzedawcą? Każdy jest bo jeżeli akurat nie pracujesz stricte w sprzedaży, to może sprzedajesz swojemu szefowi pomysł na to jak lepiej rozwiązać ten od dawna ciągnący się problem. Nie pracujesz i siedzisz w domu z dziećmi? Sprzedajesz im zapewne swój pomysł na życie i robisz to codziennie.

Co sprawia, że sprzedajemy lepiej? Na pewno każdy dobry sprzedawca zna swoją branżę i produkt. Ma w niej rozległą sieć kontaktów, którą rozbudował przez wiele lat swojej kariery. Czy można być nowicjuszem i od razu świetnie sprzedawać? Niestety nie. Jeżeli Ci się udało, to albo kogoś oszukałeś albo ktoś oszukał Ciebie, albo po prostu miałeś szczęście bo, mimo że wygranie w totka praktycznie jest niemożliwe, to ktoś jednak wygrywa. Takie "szczęście" jest niestety bardziej szkodliwe bo jeżeli będziesz jedną z kilkudziesięciu osób, które wyrzuciły reszkę 10 x z rzędu to pewnie sobie pomyślisz, że jesteś w tym dobry i nawet zaczniesz uczyć innych technik rzucania monetą, a przecież był to zwykły ślepy traf.

Wyzwaniem sprzedawców dzisiaj jest fakt, że jest ogromną podaż wszelkich produktów. Włącznie z już wspomnianymi 'ideami'. Mnóstwo sposobów na rzucenie palenia, wychowywanie dzieci, spędzanie czasu wolnego. Pomijam produkty konsumenckie, czasem jak chcę coś kupić to rezygnuję z nadmiaru możliwości. Sytuacja z jest zgoła odwrotna od tej 20 lat temu, gdzie o seksie czytano w książce Wisłockiej i tyle, nie było z czego wybierać, dlatego sprzedaż była prosta, to produkcja była trudna bo nie było "półproduktów", żeby zbudować produkt. Dzisiaj są i to pełno, dlatego sprzedaż ma o wiele większe znaczenie bo jest znacznie trudniejsza i wymaga o wiele więcej wysiłku.

Jak sprzedawać przez wiele lat i się nie znudzić, nie zniechęcić, nie wypalić? Co zrobić, aby po prostu nie przestać i ciągle umiejętnie dążyć do celu? Świadomość siebie, inteligencja emocjonalna oraz interpersonalna.
Po kolei. Mówiłem o stylach zachowaniach w poprzednich postach. Każdy z nas ma mocne strony i poleganie na nich, w szczególności na początku naszej kariery (niestety zazwyczaj brak nam wówczas samoświadomości), będzie bardzo pomocne bo jeżeli dobrze czujesz się w pracy z ludźmi i chcesz ciągle wśród nich przebywać, a ktoś skazał cię na samotne przeczesywanie jakiegoś mało ciekawego terenu, to nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Niemniej jednak zawsze będziemy pracować wśród innych ludzi (chociaż może to nie takie wcale pewne?) i umiejętności interakcji z nimi jest kluczowa bo ludzie mogą być fantastyczni i będą nas uskrzydlać, ale mogą być też podli i będą wdeptywać nas w ziemię. Każdego to spotka, ale różnie sobie z tym radzimy. Walczymy, wycofujemy się, omijamy czy nie bierzemy do siebie. Każdy sposób może być dobry, ale ważne jest, aby był dobry dla nas i byśmy byli w nim w zgodzie.
Jeżeli będziemy stabilni emocjonalnie, możemy kontynować naszą naukę branży i będziemy trzymać się w niej długo. Ludzie zauważą nas, że tam jesteśmy, że robimy to lepiej i kupią od nas bo będą wiedzieć, że warto.


Książki - jeżeli w głowie pusto, to niczego nie wymyślisz

Ciągle coś czytam gazety, magazyny, artykuły w internecie i książki. Non stop natrafiam na coś ciekawego, co później wykorzystuje podczas szkoleń, rozmowach z klientami czy w rozmowach prywatnych z moją żoną, synem lub przyjaciółmi. Często już nie pamiętam nawet skąd dana myśl, ale często udaje mi się dzięki temu rozwiązać różne problemy.
Postanowiłem zapisywać te najciekawsze pozycje. Jest to moja osobista lista i niekoniecznie dana pozycja może ci przypaść do gustu, ale być może znajdziesz tutaj coś czego właśnie szukasz.

Czytanie książek jest dość czasochłonne, więc podsuwam ci myśl Derek Sivera, (link do podcastu z Derekiem) który mówi, że warto jest dokładnie sprawdzić czy dana książka faktycznie nam odpowiada, zanim zaczniemy ją czytać.

Jeżeli chodzi o książki to wiele z nich wypożyczyłem z Wojewódzkiej biblioteki przy ul. Prusa w Poznaniu.

Simon Sinek - Liderzy jedzą na końcu
Generał jednej ze słynniejszych łodzi podwodnych zadbał o problem łuszczącej się farby na łodzi podwodnej, który męczył marynarzy. Dzięki temu, że skutecznie rozwiązał wiele błahych problemów załoga mogła skuteczniej zaangażować się operowanie łodzią i znacznie zasłużyła się w wielu znanych operacjach wojskowych. Wiele innych ciekawych historii i informacji o przywództwie w tej książce. Polecam też wystąpienia Simona, które można obejrzeć na Youtube.

Daniel Goleman - Inteligencja emocjonalna
Współczynnik IQ wymyślono do selekcji żołnierzy w czasach II wojny światowej. Chwycił bardzo dobrze i jest szeroko stosowany. Często się jednak zdarza, że ludzie o niskim IQ są odnoszą sukcesy na wielu polach i zarządzają ludźmi o wysokim IQ. Jak to się dzieje? Mają lepiej rozwiniętą inteligencją emocjonalna i potrafią tworzyć wokół siebie takie warunki, które sprzyjają im w osiąganiu celów.

Dan i Chip Heath - Decyduj
W latach 70 tych około 80% produkcji firmy Intel to były układy scalone, Japończycy mocno już wtedy zaczęli inwestować w rozwój mikroprocesorów i wchodzili mocno na rynek. Intel stanął przed trudną decyzją, czy rezygnujemy z naszego głównego biznesu i inwestujemy w nowy? Decyzja była trudna, ale jak wiesz firma ta nadal istnieje i świetnie sobie radzi. Przed podobnymi decyzjami były takie firmy jak Kodak czy Nokia. Decydowanie to ciekawy proces a ta książka świetnie go opisuje.

Seth Godin - Najmocniejsze ogniwo
Są osoby, które nie potrzebują mieć CV. Praca znajduje ich. Jak one to robią dowiesz się z tej książki. Poza tym Seth Godin wprowadza w nas w świat post-industrialny gdzie jednostka była tylko trybikiem w maszynie. Dzisiaj w pojedynkę dzięki internetowy możesz podbić świat :)

Greg Mckeown - Esencjalista
Mniej, ale lepiej. Jeżeli robisz wiele rzeczy na razi, nie możesz się zdecydować w którym kierunku iść lub zbyt często mówisz TAK w pracy i jesteś przez to zawalony robotą, to być może ta książka jest dla ciebie...

Marcus Buckingham - Po pierwsze: Złam wszelkie zasady
Wykorzystuj talenty swoich pracowników. Pracuj na mocnych stronach. Książka świetnie nawiązuje to tego nurtu w którym się specjalizuje, czyli Style Zachowań Maxie DISC.

Malcom Gladwell - Błysk!
Zbyt wiele informacji powoduje, że obraz sytuacji staje się coraz bardziej mętny i jest nam trudno zdecydować, dlatego w pewnym momencie przeczucie, że wiemy już wystarczająco pozwala nam działać zamiast czekać i myśleć.

Malcom Gladwell - Punkt przełomowy
Jeżeli zbijesz w jakimś budynku szybę i nikt jej nie naprawi, to wkrótce wszystki szyby będą powybijane. Czy graffiti było przyczyną ogromnego wzrostu przedsiębiorczości w Nowym Jorku? Jak buty, których produkcję po wielu latach planowano zatrzymać, stały się nagle wielkim hitem. Czasem małe zdarzenie (Punkt przełomowy) jest odpowiedzialne za wielkie rzeczy.

Marshall Rosenberg - Porozumienie bez przemocy (NVC)
Jeżeli czegoś żądasz, a nie prosisz o to, to prędzej czy później obróci się to przeciwko tobie. A jak rozpoznać czy akurat żądasz czy prosisz? Bardzo łatwo, twoja reakcja na "NIE" powie Ci, którą opcja właśnie stosowałeś.

Brian Tracy - Psychologia sprzedaży
Sztuczki i triki sprzedażowe, z którymi warto się zapoznać, szczególnie na początkowym etapie kariery sprzedażowej.

Bob Cialdini - Wywieranie wpływu na ludzi
Tytuł jest mylący. Książka świetna. Cialdini pokazuje jak wyciągać na powierzchnię prawdziwą wartość zamiast popadać w nieuczciwą manipulację, która prędzej czy później obraca się przeciwko nam. Przeczytaj między innymi o wielkim proteście w USA, gdy Coca Cola planowała zmienić recepturę swego napoju lub o sprytnych Krisznowcach wyłudzających pieniądze od ludzi na lotniskach.

Carmine Gallo - Steve Jobs: Sztuka prezentacji
Jeżeli sprzedajesz, to musisz prezentować swój produkt. Steve Jobs był mistrzem, a uczymy się od najlepszych. Carmine Gallo to nadworny pisarz o tym jak działa Apple.

Carmine Gallo - Doświadczenie Apple. Tajniki zdobywania niewiarygodnej lojalności klientów 
Kiedy Samsung zamykał swoje sklepy bo nikt nie chciał do nich wchodzić, Apple otwierał Apple Store przez które zaczęły się przewijać setki tysięcy ludzi tygodniowo. Jak Jobs to zrobił??


Lubimy zaczynać, ale boimy się kończyć - ciemna strona I

Ponownie Seth Godin jest inspiracją do tego posta. Jego wpis znajdziesz tutaj, dostaję od niego jednego maila dziennie, mam nieprzeczytanych już ponad 200. Trzeba przyznać, że kto jak kto, ale to nie o nim jest tutaj mowa.

Seth w wielu miejsach pisał o tym, że lubimy rozpoczynać różne nowe rzeczy. Często świetujemy początek bardzo hucznie np. weselę, nową pracę czy początek studiów. Tylko, że rozwodów mamy coraz więcej, pracę zmieniamy coraz częściej, a tylko mały odsetek kończy studia.

W miarę jak uczę się stylów zachowań widzę jak różne cechy nam przeszkadzają w robieniu pewnych rzeczy. Akurat mam dużo żółtego koloru w swojej osobowości. Lubię nowości, zmiany i inspirację. Chętnie odkrywam i uczę się nowych rzeczy i oczywiście wiele rzeczy udało mi się doprowadzić do końca np. nauczyć języka obcego, czy właśnie skończyć studia, ale mam na półce pełno otwartych i niedokończonych książek, w nozbe leży kilkanaście pomysłów na posty do bloga, ale piszę rzadziej niż bym chciał, chcę się nauczyć analizować sprawozdania spółek giełdowych, ale ciągle nie znajduję czasu itd, lista jest długa.

Ilość otwartych projektów zaczęła mnie męczyć bo myślę sobie, że tylko wymyślając i nie kończąc niczego nie uda mi się osiągnąć. Patrzę na swoich klientów i jak widzę jak bujają w obłokach to muszę albo z nich zrezygnować albo spróbować sprowadzić ich na ziemię i powiedzieć "halo, proszę pana, tutaj ziemia, mamy problem, leży przed nami ziarenko piasku i nie wiem jak je ominąć" bo ten bujający w obłokach człowiek nie jest w stanie skupić się na drobnych sprawach i na codziennej rutynie, która może być dla niektórych okrutnie nudna, samotna i nie do przejścia, a jednak kluczowa do dalszego postępu. Odnoszę nawet wrażenie, że ludzie, którzy odnieśli sukces zawodowy bardzo dobrze dążyli do celu (D), potrafili zagłębić się w ogromną ilość szczegółów i sfokusować na zadaniu (C), a zainspirowali się jedną konkretną rzeczy i zbytnio nie zwracali uwagi na nic innego, czyli mieli I w pewnym stopniu, ale nie za wiele.

Fajnym przykładem są sportowcy, którzy są mocno zorientowani na cel (D) i trenują wytrwale zwracając uwagę na każdy detal, aby osiągnąć perfekcję. Gdzie tu talent można powiedzieć?
Na jednym z fb live padło pytanie do Setha, które dzisiaj zadaje sobie mnóstwo osób "skąd mam wiedzieć czy dany pomysł jest dobry? czy warto w niego zainwestować czas?" Otóż nikt tego nie wie. Mamy wiele pomysłów bo się boimy poświęcić do końca dla jednego wybranego. Posiadanie wielu pomysłów jest bezpieczne, dywersyfikacja jest bezpieczna, ale takie podejście jest po prostu średnie, a dzisiaj zwycięzca bierze wszystko (facebook, google, apple). Warren Buffet powiedział "Dywersyfikacja jest dla ignorantów". Buffet zanim kupi jakąś spółkę analizuje ją całkowicie, ale jak kupuje to praktycznie 100% i trzyma ją do końca życia.
Jeżeli jesteś I to się nie martw (to akurat przychodzi ci łatwo), każdy styl ma ciemne strony i jesteś na dobrej drodze, czytając to co piszę, w celu uniknięcia pułapek jak stawia przed tobą twój styl zachowania."


4 sposoby dążenia do celu

Jesteś tutaj i to czytasz. Być może przeczytałeś też pierwszy post o świadomości tutaj. Brawo! Należysz do bardzo małej grupy ludzi, która idzie dalej w kierunku lepszego zrozumienia siebie i swoich reakcji na otoczenie, a także samego otoczenie, czy ludzi Tobie najbliższych, znajomych a także wszystkich innych z którymi wchodzisz codziennie w interakcję. Co ciekawe na tym blogu znajdziesz właśnie tego typu wpisy, nie staram się zaspokoić całego świata, tylko właśnie Ciebie!



Kiedy pierwszy raz zobaczyłem powyższe, bardzo mnie to zaciekawiło. Zgodnie z tym schematem można postrzegać rzeczywistość na 4 sposoby. Z pewnością jest to uproszczenie, ale 4 osoby znajdują się w dokładnie tej samej sytuacji i postrzegają ją całkowicie inaczej.

 

Czerwony postrzega środowisko jako wrogie, na pewno znacie takie osoby, które są pewne siebie i twardo idą przez życie czasem zostawiając za sobą wielu rannych. Trochę narzekają na innych, często mogą zwalać na nich winę, nie ufają, a przy tym są względnie trudni i wymagający. Poza tym dziwią się, że ludzie nie reagują po ich myśli. Nie biorą odpowiedzialności za siebie i za to co się wokół nich dzieje. Dla czerwonego ludzie spotkani na drodze to wrogowie, ale niesamowicie ciekawe jest to, że postrzega się on jako osoba silniejsza od tych właśnie wrogów i przeszkód na drodze i codziennie dzielnie stawia im czoło. Na pewno istnieje wiele sytuacji, gdzie brak zaufania, stawianie wymagań czy pewność siebie dobrze się sprawdzi. Telemarketer raczej go nie naciągnie na lipną umowę, a w negocjacjach będzie to twardy przeciwnik i jeżeli będziesz chciał od niego coś kupić, to na pewno słono zapłacisz.

 

Żółte podejście jest bliskie właśnie mi bo uważam się za kogoś, kto postrzega otoczenie przyjaźnie. Generalnie powiedziałbym “nie ma problemu, jakoś sobie poradzimy” choć w myślach jeszcze nie wiem jak dokładnie to zrobię, ale nie przeraża mnie to, przyszłość widzę w pozytywnych barwach. Takie entuzjastyczne podejście może natomiast przerażać innych, ponieważ gdy oni się boją a ty nie widzisz problemu, to boją się jeszcze bardziej bo czują się osamotnieni w tej strasznie trudnej sytuacji.

Drugi aspekt, czyli jak ja się czuję? Otóż czuję, że jestem silny, widzę przede mną wyzwania i tak jak czerwony stawiam im dzielnie czoło, ale nie walczę, staram się czerpać i odnajdywać przyjemność. Jeżeli klient narzeka i jest niezadowolony, to nie walcze z nim i nie wmawiam mu jak źle całą sytuację postrzega, tylko ufam mu, słucham go, wchodzę w jego perspektywę, potem opisuję mu swoją sytuację i proponuję ewentualne rozwiązania lub wspólne zastanowienie się nad możliwościami wyjścia z tej sytuacji. Oczywiście w przytoczonej sytuacji jest to wg. mnie najlepsze wyjście, ale nie jest uniwersalne i zapewne kilka razy się na nim przejadę bo jeśli ten klient chce moje zaufanie wykorzystać to lepiej, żebym był czerwony a nie żółty. Dodatkowo nie zawsze też stosuje ten schemat bo mogę nie mieć siły albo ktoś może wyprowadzić mnie z równowagi i zachowam się inaczej, niż bym tego faktycznie chciał.

 

Jaka będzie reakcja czerwonego i żółtego na zdradę? Czerwony powie “wiedziałem, life is brutal” a żółty powie “no cóż zdarza się, co możemy z tym zrobić”. Oczywiście idealizuje żółte podejście i jestem tutaj totalnie subiektywny, ale analizując sytuację z tej perspektywy mogę się zastanowić co mogę zrobić lepiej, jak poprawić swoje zachowanie, produkt, usługę czy relacje z innymi ludźmi. Dzięki takiemu podejściu jestem w stanie zmieniać i kształtować swoją rzeczywistość. Czerwone podejście nie daje mi nic, upewniłem się, że zawsze miałem rację, marna z tego lekcja.

 

A zielony? No cóż, to taki poczciwiec. Jak czytałeś o stylu zielonym tutaj, to wiesz że lubi ludzi i wchodzi z nimi w głębokie relacje, ale jego grono znajomych jest dość wąskie. Dzieje się tak dlatego, że o ile środowisko postrzega jako przyjazne, to siebie uważa za słabeusza i woli się raczej nie wychylać bo uważa, że po prostu sobie nie poradzi. Umykają mu okazje, tkwi trochę w miejscu. Jednak on po prostu dobrze się w tym czuje. Trudno będzie ci go namówić na szalone wakacje czy ryzykowny deal, także jeżeli jesteś sprzedawcą to chyba gorszego klienta mieć nie możesz. Fajnie z Tobą pogada, wesprze cię w Twoich działaniach (jak Ty skaczesz na spadochronie to czeka tam na dole i cieszy się razem z Tobą), wysłucha Twoich opowieści, ale raczej się nie zdecyduje na Twój produkt i jeszcze na dodatek nie powie dlaczego.

 

Kiedy taka postawa będzie korzystna? Czasem zmiana nie jest korzystna, liczy się wsparcie tu i teraz, nie trzeba gonić i walczyć z otoczeniem lub go pokonywać. Można posiedzieć, poczekać i cieszyć się dobrym towarzystwem. Jeżeli jesteś zielony to masz cierpliwość, możesz się delektować momentem a nie siedzieć jak na szpilkach. Czy nie masz potrzeby, żeby czasem się wyluzować? Nawet maszyna musi czasem odpocząć. Jeżeli jesteś żółty albo czerwony, to możesz zacząć medytować, wtedy na chwilę staniesz się zielony.

 

Na koniec. Niebieski. Otoczenie jest dla niego wrogie, a on czuje się słabszy od tego otoczenia, dlatego musi się porządnie przygotować, przeanalizować wszystkie możliwe dane jakie są dostępne, aby nabrać pewności, że dobrze robi. Najlepiej będzie to robił w samotności i przez długi czas, więc mu nie przeszkadzaj. Słowo ryzyko w zasadzie dla niego nie istnieje, ponieważ aby coś zrobić dokładnie się zastanowi i jeżeli twoja oferta jest dobra to ją weźmie, a jeżeli nie, to nie. Rzeczywistość wydaje się bardziej skomplikowana, nie da się jej ogarnąć jednym umysłem, więc niebieski kolega będzie miał trochę problem bo po prostu utknie bez żadnej konkretnej odpowiedzi, może stracić dużą część życia na poszukiwanie jej, nie znajdzie odpowiedzi a w międzyczasie mnóstwo okazji przemknie mu koło nosa. Natomiast jeżeli już się za coś zabierze, to zrobi to naprawdę dobrze. Lepiej, żeby Twój księgowy był niebieski bo pomyłka może słono kosztować i wpędzić cię w kłopoty. Jak każda z w/w postaw i ta, choć najdalsza dla mnie, okazuje się w określonych sytuacjach pożądana.

Ostatnio też zacząłem odczuwać duży brak umiejętności koncentracji na konkretnym zadaniu, co dla niebieskiego C przychodzi z łatwością. Coraz bardziej zależy mi, żeby zrobić coś dobrze i do końca i obserwując ludzi sukcesu w swoich branżach czy zawodach zauważyłem, że wszyscy posiadają dużą wiedzy i umiejętności, a także świetnie dążą do celu.

 

A co by się stało gdybyś potrafił wcielać się w każdy z tych kolorów na zawołanie? Wtedy będziesz kuloodporny, nic ci nie zagrozi, nic cię nie złamie, nic nie stanie ci na drodze do sukcesu, czymkolwiek jest on dla ciebie, będziesz przy tym szczęśliwy, świadomy, mądry i zdrowy w sensie fizycznym a także duchowym.

Bycie takim czterokolorowym w każdej sytuacji to utopia, nie jest to możliwe, a mniejsze lub większe załamanie każdemu się przytrafi, ale jak pisałem o samoświadomości tutaj, praca nad sobą raz rozpoczęta trwa do końca życia i dążymy krok po kroku do ideału, którego nigdy nie osiągniemy i w dużej mierze taka postać rzeczy jest ok. Na szczęście wszyscy umrzemy, więc śpiesz się, aby zostać najlepszą wersją siebie, chociaż może właśnie poczekaj…??

 


Samoświadomość - zrozum lepiej siebie, żeby lepiej rozumieć innych

Okazuje się, że bycie samoświadomym to wcale nie taka prosta sprawa. Patrzymy na siebie i widzimy pewien obraz, który jest dla nas oczywisty. Niektórzy będą widzieć w sobie same wady, a inni uważać się za superbohaterów.

Inni ludzie też na nas patrzą i widzą nas swoimi oczami, czyli przez swój własny filtr. Każdy ocenia, niektórzy walczą z ocenianiem i fajnie byłoby tego nie robić, ale jak mówi Miłosz Brzeziński „życie jest kurna ciężkie”.

 

Oceny to poważna sprawa. Nie dość, że zazwyczaj będą subiektywne dla danej osoby, to jeszcze ta osoba nie powie nam jak nas ocenia, czasem nam powie w nieodpowiedni sposób lub w nieodpowiednim momencie i nie będziemy w stanie uznać takiej oceny czy komentarza.

Udzielanie informacji zwrotnej to sztuka. Rodzice najczęściej ci jej nie udzielą, bo cię kochają i najprawdopodobniej mają emocjonalny stosunek do Ciebie. Twoja była dziewczyna / chłopak też już raczej nie udzieli ci informacji zwrotnej bo się pokłóciliście i zerwaliście i jak fajnie mówią Amerykanie „he/she just can’t be bothered” (cytuję Alaina de Botton z materiału na youtube tutaj)
Twój szef już cię zwolnił, Twoja żona już od ciebie odeszła. I co teraz z informacją zwrotną, na podstawie której będziesz mógł budować swoją samoświadomość.

Może być jeszcze gorzej. Jeżeli jeszcze ci się nie udało, to wyobraź sobie, że odniosłeś sukces finansowy w jakiejś dziedzinie, np. założyłeś firmę, trafiłeś w dobry moment i po prostu się udało. Na pewno sobie na to zapracowałeś, ale teraz wokół siebie masz grono potakiwaczy, którzy mówią ci tylko to, co chcesz usłyszeć. Jeżeli rządzisz twardą ręką, to na pewno nikt nie udzieli ci konstruktywnej informacji zwrotnej, bo masz wszystkich pod sobą i przejąłeś za nich całkowitą odpowiedzialność.

 

Przytoczyłem trochę skrajnych sytuacji, gdzie w naszym życiu wydarzyło się już coś tragicznego, a my nie wiemy dlaczego, bądź jeszcze gorzej – obwiniamy za to innych. To my jesteśmy odpowiedzialni za swój los, za to, jak się czujemy i co z tym robimy. W drugiej kolejności odpowiadamy za swoje dzieci, odpowiadamy za swoich pracowników, a w najszerszym spektrum władca odpowiada za swój lud lub rząd za suwerena.

Można zapytać, co z naszym partnerem? W związku partnerskim mamy podział 50 na 50, dwoje dorosłych, każde odpowiada za siebie i odpowiednio nasze decyzje rzutują na związek. Jest to oczywiście teoria bo w praktyce wygląda to zazwyczaj inaczej.

 

Należy też dodać, że istnieją rzeczy, na które nie mamy wpływu i możemy tylko je zaakceptować takimi, jakimi są. Rozpatrujemy je zawsze indywidualnie, ale zgodzimy się, że na pogodę czy złośliwość rzeczy martwych wpływu nie mamy. Przykłady te są dość proste, a rzeczywistość jest skomplikowana. Jeżeli, drogi Czytelniku, wrócisz do moich postów na temat stylów zachowań, to zobaczysz, że ludzie mają naturalne style zachowania, które są mocno zakorzenione w ich psychice i bardzo często ulegamy pokusie wpływania na te style zachowania np. wymagamy od kogoś dużej dokładności w pracy czy w domu, a ta osoba nie potrafi temu sprostać. Czy tak łatwo uwierzyć nam, że nie mamy wpływu na tę osobę, tak samo jak nie mamy wpływu na pogodę? Odpowiedź nasuwa się sama i często, w szczególności widać to dobrze w związkach, marnujemy całe życie na próbie zmiany naszego partnera.

 

Dlaczego samoświadomość jest tak ważna?

 

Jest krokiem do budowania inteligencji emocjonalnej, która jest ważniejsza od naszego IQ. Bardzo często to ludzie inteligentni emocjonalnie zarządzają tymi z wysokim IQ. Ludziom samoświadomym żyje się lepiej, lubię nazywać ich kuloodpornymi. Znają siebie, swoje reakcje na dane sytuacje, mogą się odpowiednio zaadaptować i świadomie rezygnować z okazji lub świadomie z nich korzystać. Świadomie tańczą ze strachem. Dzięki świadomości rezygnujemy z przyjemności, a budujemy prawdziwe szczęście, którego nikt i nic nie może nam zabrać. Czy to nie jest piękne? Ponadto ludzie świadomi mniej chorują.

 

Polecam książkę Daniela Golemana „Inteligencja emocjonalna”, powstanie na jej temat oddzielny wpis.

 

Krokiem do budowania samoświadomości jest pytanie: co ja robię takiego, że dostaję / nie dostaję tego, czego chcę? I tutaj zaczyna się cała zabawa. Nie ma lekko, trzeba zacząć czytać książki i zastanawiać się nad sobą. Niewielu to się uda, bo to jest zmiana sposobu na życia jak trening czy dieta, kiedy chcesz schudnąć. Nie wrzucisz sobie super treningu samoświadomości na miesiąc i po nim nie schudniesz 10 kg, musisz zacząć pracę teraz i robić to do końca życia.

 

Dzisiaj jest łatwiej. Istnieje mnóstwo narzędzi, które mogą nam pomóc zrozumieć siebie lepiej, chociaż czasem ten nadmiar powoduje taki zawrót głowy, że nie wybieramy niczego. Badanie stylu zachowania MaxieDisc oraz inne systemy, chociażby darmowy 16 personalities, są pewnymi narzędziami, które mogą ułatwić nam sprawę.

Oprócz tego może być to psychoterapia w przypadku większych problemów jak zaburzenia osobowości, depresja czy wypalenie zawodowe. W przypadku chęci poprawy jakości życia, rozwiązania problemów, sporów bądź w przypadku ważnej życiowej decyzji możemy skorzystać z coachingu, mentora lub mediatora. Najprostszym sposobem jest czytanie książek, które masz za darmo w miejskiej bibliotece. Teoria sama nie rozwiązuje sprawy, ale jest świetnym startem.

 

Znalezienie sposobu na własny rozwój, który będzie odpowiedni dla ciebie to twoje zadanie, tylko ty możesz to zrobić, bo ty ponosisz odpowiedzialność za swoje wybory i najlepiej zacznij już teraz, nie czekaj, aż życie dosadnie ci powie, że już trochę późno.


Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.