„Ekspert musi być arogancki” – Miłosz Brzeźiński

Szarlatani, hochsztaplerzy, oszuści, ściemniacze, wodolejcy, bajkopisarze, samozwańczy pseudoeksperci, mównicy motywacyjni i kołczowie (niedajboże nazwijcie ich coachami to ściągniecie na siebie środowisko z prężniej działającej na facebooku grupy Coach Coachowi Coachem, słusznie z resztą). W czasach, gdy przeciętny młody człowiek marzy o tym by zostać influencerem na youtube, mamy istny wysyp pseudoekspertów wszelkiej maści i dla wielu osób są oni niesamowicie irytujący. Wiecie jednak co? Niektórzy z nich mimo fali hejtu jaka się na nic wylewa, idą dalej do przodu bo wewnętrznie czują, że muszą to robić i nie potrafią się usunąć w cień. Jest dobra wiadomość, wszyscy z tego ostatecznie korzystamy. Słabe jednostki odpadną, ale ci najbardziej wkurzający zostaną i sami się dzięki temu wiele nauczą a także sprowokują bardziej kompetentny ekspertów do wyjścia ze swojej perfekcjonistycznej skorupy i zabrania głosu w dyskusji.

„Bo lepszy ktoś, kto podrzuca nawet słabsze pomysły, ale próbuje, niż taki, co umiera „skromnie”, chowając w głowie. Dla świata nie ma różnicy, czy nie masz pomysłu, czy masz, ale wstydzisz się o nim powiedzieć” (M.Brzeźiński, Binzes czyli sztuka budowania relacji, s. 49)

Złe pomysły. No właśnie. Oryginalnie idea ta trafiła do mnie od Setha Godina, ale widzę, że Miłosz też jest jej fanem. Dlatego tak bardzo jego książki mi się podobają. W pewnym momencie byłem właśnie takim aroganckim ekspertem i chyba nadal trochę jestem, ale wiecie co? Jak ja się dzięki temu dużo nauczyłem, w dużej mierze dzięki osobom lub zdarzeniem, które stawiały mi największy opór. Tak! Tej osobie, która najgłośniej mi krzyczała, że jestem głupi, jestem najbardziej wdzięczny bo po awanturze na spokojnie sobie coś poczytałem i się zreflektowałem, czy miałem rację, ta osoba mnie już nie lubi i ja jej chyba też, no cóż trudno, trzeba iść dalej.

Ekspert broni prawdy lub Prawdy (jego zdaniem) wszystkimi organami ciała i po po trupach, ponieważ, kocha dyskurs, kocha grzebać w książkach i nawet specjalnie się nie przejmuje, kiedy się pomyli. Tam więc, gdzie my pękamy z nerwów, a na czoło wychodzą nam żyły nieznane współczesnej anatomii, ekspert czuje się jak na siłowni. Zmęczony, ale szczęśliwy. (tamże, s. 52)

Wysyp ekspertów nie powinien nas dziwić, jakieś 5 lat po skończeniu studiów jak już nikt kazał mi się niczego uczyć odkryłem uczenie się na nowo. Chciałem stawić czoło problemom, które napotykałem a że z pustej głowy żadne pomysły nie wypłyną zacząłem darmową edukację przy pomocy biblioteki wojewódzkiej. Eureka! Ile tu jest wiedzy, całkowicie za darmo, na wyciągnięcie ręki. W kraju w którym 65% społeczeństwa przez cały rok nie przeczytało nawet żadnego tekstu nie powinno mnie dziwić, że nikt nie ma czasu na czytanie książek i wielokrotnie słyszałem, skąd ty to wiesz? Kiedy masz czas na czytanie? No cóż, to świadomy wybór. Aby znaleźć czas na czytanie, trzeba zrezygnować z oglądania telewizji, można też na odwrót. Kto co lubi.
Oczywiście drugim potężnym źródłem wiedzy jest internet, dał nam też doskonałe pole do prezentowania swoich wywodów, dzięki czemu nie jesteśmy już na pasku industrialistów, potrzebujących non stop taniej siły roboczej. Tylko teraz mamy! Fake newsy i inne beznadziejne treści. Trudno jest w tym się odnaleźć, ale jeżeli trafiasz na coś takiego i się wkurzasz, to nie rób tego. Pomyśl sobie, że potrzebujemy złych pomysłów, aby raz na jakiś czas mieć dobre. Natomiast nie omieszkaj pojechać po ekspercie, wyświadczysz mu przysługę 😉

 

Grafika na facebooku:
Designed by Asierromero