Lepszy dobry biznes, niż pasjonujące zajęcie

Często słyszysz, że możesz robić co tylko chcesz, tylko musisz się tym naprawdę pasjonować i prędzej czy później zostanie Ci to wynagrodzone. Wiele osób, które podążają do końca za swoimi pasjami świetnie sobie radzi finansowo. Dla niektórych miarą sukcesu jest sukces finansowy, tak naprawdę dla większości (Krista Tippett ciekawie rozwija tę kwestię w jednym ze swoich podcastów) . Zapominamy jednak, że sukces finansowy ma swoją cenę jak samotność, brak rodziny, przyjaciół czy jakże ważne zdrowie. Ale ok, nie o sukcesie chciałem pisać, a o monetyzowaniu i satysfakcji jaką to niesie ze sobą oraz o rozpoczynaniu biznesu.

Jak otwierałem swoją pierwszą firmę to podążałem za swoją pasją kitesurfingiem. Świetnie jest być surferem, przebywać na złotej plaży w słońcu sprzedawać sprzęt i jeszcze z tego świetnie żyć. No cóż nie wyszło. Kite jest sportem niszowym, mało ludzi się nim interesuje, jest dość drogi a o warunki trudno. Oczywiście są firmy, które świetnie na tym zarobiły jak Nobile, Polski producent z Bielsko Białej, który ma fabrykę sprzętu, ale mimo tego, że uwielbiam ten sport to ciężko byłoby na nim dobrze zarobić w taki sposób jaki ja sobie obrałem. Jest wiele firm, które na tym sporcie zarabiają świetnie, ale ja nie mogłem realizować innego modelu biznesowego.

Tu się zaczyna ciekawie. Otóż biznes mniej pasjonujący, powiedzmy produkcja okien, może przynosić zdecydowanie więcej satysfakcji chociaż owoc naszej pracy na pierwszy rzut oko sam w sobie nie jest tak pasjonujący, a okna? Każdy ma okna! Zarządzanie firmą to pasjonujące zajęcie, stawia przed nami wiele wyzwań a im większa firma tym większe wyzwania. Oczywiście nie jest to zajęcie dla każdego bo odpowiedzialność za kilka osób jest dla niektórych nie do przeskoczenia, a nie mówmy już o kilkuset.

Doradzam ludziom, którzy rozpoczynają swój biznes. Mają chęci, pieniądze, plany. Bardzo często brakuje im jednak modelu biznesowego. Jest to kluczowe. Polecam książkę Alexander Osterwalder, Yves Pigneur Tworzenie modeli biznesowych. Zobacz też poprzedni wpis z bloga "Dla kogo jest twój produkt?"
Sprawa jest poważna. Ostatnio na spotkaniu właściciel dość dużej firmy (około 60 osób) zaproponował zrobienie nowego produktu. Firma może sobie na to pozwolić, ma ludzi i możliwości. Produkt był jednak z innej branży i jak zadałem pytania w stylu 'dla kogo jest ten produkt?; kto będzie zlecał jego kupno? Jak przebiega proces sprzedaży i zakupu? Kto jest kupującym a kto sprzedającym w tej branży?" Nikt nie potrafił odpowiedzieć na takie proste pytania. Na te pytania odpowiada się tworząc właśnie modeli biznesowy, gdzie wyznaczamy naszego klienta docelowego, analizujemy konkurencję, analizujemy swoje możliwości i zasoby. Dopiero później jak dowiemy się wielu istotnych rzeczy to robimy sobie logo, budujemy stronę internetową, wymyślamy nazwę firmy.

Wiele osób zaczyna i porywa się na coś na coś kompletnie nieznanego. Najlepszym przykładem jest chyba gastronomia? Chodzisz do fajnych restauracji i pewnie chciałbyś założyć swoją knajpkę? No tak, każdy chciałby mieć miejsce w swoim klimacie. Tylko, że praca w gastronomii to bardzo ciężka harówka, nieograniczone godziny pracy. Planujesz rodzinę, dzieci? Lubisz jeździć na dwutygodniowe wakacje, albo masz taki zamiar? Tak? To zastanów się czy naprawdę wiesz z czym to się wiążę.
Wiem, że trochę dramatyzuje, ale 90% biznesów upada w ciągu pierwszych 2 lat. Dlatego, że nie zbudowali dobrego modelu biznesowego i im się nie powiodło. Odszedłeś z korpo??  Lepiej tego nie rób, zacznij pracować wieczorami, w weekendy. Zbuduj model biznesowy i sprawdź czy działa. Raczej nie działa, i trzeba go zmodyfikować,a przecież musi ci starczyć pieniędzy na życie. Udało się! Pierwszy, drugi klient i idą kolejni. Tak teraz można rozwijać biznes. Odwaga jest dobra, ale nie mylmy jej z głupotą.

 

 


Przestrzeń dla kreatywnego myślenia

Na około miesiąc moja aktywność w prowadzeniu bloga i strona zmalała, dlatego że uwijałem swoje gniazdko. Wspólnie z grupą Kolektyw w Procesie remontowaliśmy nasze biuro w samym centrum Poznania i właśnie dzisiaj jestem w nim pierwszy dzień.

Do tej pory pracowałem w różnych dziwnych miejscach, ale  nie były to miejsca gdzie nie mogłem się do końca skoncentrować, tylko załatwić jakieś bieżące sprawy. W domu mój mały synek potrzebuje mojej uwagi i na razie nie mogę ani nie chcę mu mówić, żeby poszedł sam się pobawić bo tata pracuje. Jak jestem w domu spędzam czas z nim.

Tym samym własne biuro i przestrzeń pozwalają na spokojne i konsekwentne zastanowienie się nad różnymi możliwościami i skupieniem się na działaniach kiedy jest na to czas. Ludzie obecni tutaj wyzwalają też pokłady kreatywności, pomagają sobie nawzajem i stwarzają często ciekawe możliwości.

Koniec końców zostajesz jednak ze swoimi sprawami sam, w szczególności jeżeli zastanawiasz się jakim kierunku pójść i co zrobić, taka decyzja jest zawsze trudna i obawiasz się, że nie wiesz czy to nie strata czasu. Problem w tym, że nikt nie wie, czy to jest strata czas czy strzał w dziesiątkę, trzeba skoczyć, rzucić się w wir, w tym czasie być uważnym i otwartym. Szczęście na pewno się przyda, ale ten faktor należy minimalizować jak tylko się da, gra w totka nie ma sensu, lepiej przestać bujać w obłokach i zabrać się do roboty.


Czy wyjazd na targi do zły pomysł??

 

 

Targi są jednym z ciekawszych możliwości promocji firmy, która ma już dobrze wyrobioną pozycję, czyli prowadzi już regularną sprzedaż i na tym zarabia, a jednocześnie poszukuje już nowych kontaktów i możliwości sprzedaży. Nie polecałbym targów firmom całkowicie nowym, które nie znają jeszcze dobrze swojej branży, dopiero próbują sił ze swoim produktem i poszukują pierwszych zleceń, ponieważ wyjazd na targi jest dość kosztownym przedsięwzięciem a polskie firmy to nie są amerykańskie startupy, które zebrały astronomiczny kapitał na finansowanie działalności, tylko raczej pomysłowe przedsięwzięcia ludzi, którymi kierowała silna potrzeba zrobienia biznesu. Na pewno bardzo dobrym pomysłem jest odwiedzenie targów swojej branży, na których chcielibyśmy się w przyszłości wystawić. Warto “pozaczepiać” wystawców i zdobyć od nich trochę informacji, można opowiedzieć o swoim produkcie i zapytać co o tym myślą. Nie trzeba obawiać się, że ktoś ukradnie nasz pomysł, dzisiaj w czasach nadprodukcji i nadpodaży największym problemem jest zbyt duża ilość  towaru, która zalega na magazynach, także nikt ochoczo nie zacznie kopiować waszego produktu. Nawet jeżeli chodzi o branżę IT nie widzę takiego zagrożenia. Dzisiaj liczy się to, jak dobrze produkt jest dopracowany i jaką opowiada historię o sobie.

 

Dodatkową korzyścią z odwiedzin targów jest sprawdzenie, czy faktycznie to impreza dla naszego produktu. Jeżeli działamy w sferze B2B nie ma sensu wystawiać się na targach, gdzie będzie mnóstwo klientów końcowych. Zobacz mój post na temat rynku B2B a B2C tutaj. Profil targów też jest bardzo istotny, musi przyciągać klientów konkretnie z naszej branży. Osobiście organizuje targi dla wielu firm, ale nie robię tego zanim dokładnie nie przeanalizuje sytuacji danej firmy (o analiz w dalszym poście)

 

Kierunki targów

Polska pod względem targowym jest przeciętna. Mam wrażenie, że w latach 90 był targowy boom, później idea wystawiania się podupadła a teraz odradza się ponownie. Wydawało się, że możemy wszelkie kontakty nawiązać przez internet, po czym się okazało, że tak naprawde nie wiemy z kim rozmawiamy i jednak potrzebujemy kontaktu osobistego z przyszłym partnerem.

Imprezy targowe w Polsce stają się coraz bardziej popularne i coraz więcej dziedzin zaczyna się prezentować. Na targach spotkamy od kilkudziesięciu do kilkuset dostawców i kilkanaście tysięcy odwiedzających. Na drugim biegunie mamy Niemcy, którzy kochają targi, robią je z gigantycznym rozmachem i przyciągają ludzi z całego świata. 200 tysięcy odwiedzających i ponad 1.000 wystawców osiągają spokojnie i znajdziemy wiele imprez z taką frekwencją. Dodatkowo udział w targach w Niemczech nie jest wcale droższy niż inne targi zagraniczne, także w sytuacji kiedy mamy już dobry produkt i chcemy się pokazać światu, to w pierwszej kolejności jechałbym do Niemiec, ponieważ nawiążemy kontakty z ludźmi z całego świata, którzy chętnie przylatują do Niemiec (bardzo dobre połączenia z lotniskami na całym świecie)

 

Koszty

 

Targi mogą kosztować od kilku tysięcy złotych do… no właśnie sky is the limit. Natomiast, aby  wykorzystać potencjał imprezy targowej należy porządnie się zaprezentować. W pierwszej kolejności wybierzmy dobre miejsce, najlepiej koło znanego dużego konkurenta, który przyciąga wielu gości lub w szerokiej alejce. Im więcej stron stoiska otwartych tym lepiej. Samo stoisko nie musi być duże, minimalny rozmiar wystarczy, biorąc pod uwagę nasz produkt.
Istotna jest zabudowa, nie możemy korzystać z tej oferowanej przez targi bo jest bardzo kiepskiej jakości i osobiście uważam, że lepiej zrezygnować z targów jeżeli nie mamy około 20k PLN na specjalnie zaprojektowaną dla nas zabudowę targową (takie pieniądze zapłacimy Polskiej firmie za budowę małego stoiska w Niemczech, plus/minus kilka tysięcy złotych zależnie od naszych wymagań.

Jeżeli już mamy ładne, dobrze oświetlone stoisko w miarę korzystnym miejscu, to musimy przygotować jakieś materiały promocyjne, które wręczymy gościom. Minium to nasza wizytówka, chociaż nie łudźmy się, że jakiś kupujący po targach będzie do nas dzwonił. Jedyni ludzie, którzy mogą się do nas odzywać, to ci którzy będą chcieli nam coś sprzedać. To oczywiście nie znaczy, że kupujący nie są nami zainteresowani, ale wyobraź sobie, że odwiedziłeś setki stoisk, dostałeś mnóstwo ulotek i zapamiętałeś tylko to stoisko na którym ostatecznie się upiłeś. Tak to niestety jest, zbieramy wizytówki i odzywamy się przez pół roku po targach do naszych potencjalnych zainteresowanych. Jest to skuteczne i w momencie, kiedy się odzywamy i przypominamy o naszym produkcie i ładnym stoisku, to na pewno klient przypomni sobie o nas.

Koszt materiałów marketingowych też jest nieograniczony. Na pewno warto mieć ulotki i coś charakterystycznego z Polski, czym delikatnie chociaż zwrócimy na siebie uwagę. Samo zaplecze marketingowe jest tutaj dość ważne i przygotowanie strategii marketingowej oraz prezencji marki jest czymś co zawsze zalecam w swojej analizie.

Pozostałe koszty to obsługa stoiska. Przy minimalnym stoisku potrzebujemy min. 2 osoby mówiące biegle w danym języku, w Polsce przynajmniej jedną osobę znającą angielski (chyba że zagranica kompletnie nas nie interesuje). Do zakwaterowania warto wybrać miejsce blisko targów, ostatnio ogromnym odciążeniem finansowym jest serwis Airbnb, który pozwala na wynajęcie prywatnych apartamentów. Uwaga! Nie dostaniemy tam faktury, ale koszt może być kilkukrotnie niższy niż hotel. Wyjazd kamperem też jest bardzo dobrym pomysłem. Osobiście podróżowałem też  kamperem na targi w Dusseldorfie, gdzie znajdziemy specjalny parking dla takich odwiedzających.

Minimalne koszty imprezy w takim wydaniu to około 40k PLN. Za granica targi będą trochę droższe.

 


Dla kogo jest Twój produkt?

Poniższe opracowanie zrobiłem na podstawie podcasta. Jeżeli znasz angielski i lubisz słuchać to polecam go. Ja postarałem się wybrać najciekawsze rzeczy z tego odcinka i je opisać.

 

[Seth Godin's Startup School] 2 Adjusting the Course

http://podplayer.net/#/?id=37840 via @PodcastAddict

 

  • Dla kogo jest Twój produkt?

Większość produktów przeznaczona jest tylko dla wąskiej grupy odbiorców. Mimo tego, że iPhone jest hitem sprzedaży, to łatwo sobie wyobrazić, że zdecydowana większość ludzi na świecie go nie posiada.

Spoglądanie na produkty Apple czy innych wielkich koncernów nie jest dobrym pomysłem. Są to wyjątkowe i spektakularne produkty. Apple też nie zaczynał od zawładnięcia całym rynkiem. Swój produkt kierował do dość wąskiej grupy, specyficznych użytkowników. Dopiero jak firma się rozrosła, była w stanie realizować  bogate projekty.

Prawdą jest też to, że jeżeli nasz produkt nie jest w stanie zainteresować wąskiego grona użytkowników, to raczej nie zainteresuje szerszej grupy. Można powiedzieć, że im do szerszej publiki będziemy docierać, tym zwiększamy szanse na sukces. Jest to mylne podejście, ponieważ w dużej grupie znajdziemy po prostu więcej osób, które nie zauważą, że nasz produkt jest słaby i niedopracowany.

  1. Grupa dla której kierujesz swój produkt posiada podgrupy. W co wierzą ludzie, którzy do niej należą?

Każda grupa opowiada sobie jakąś historię. Jedni kupują nowy produkt jak tylko się pojawi bo muszą być pierwsi, inni kupują 4 miesiące później jak cena spadnie bo uważają się za przebiegłych i mądrzejszych od innych. Niektórzy kupują, żeby powiedzieć innym, że kupili bo jest to dla nich przepustka do określonego świata i chcą być odpowiednio postrzegani. Niektórzy nie kupują niczego, czego wcześniej ktoś z ich rodziny nie kupił bo chcieliby, aby wszystko było jak do tej pory. 

Istotne jest tutaj, że wyżej wymienione historie, to w pewnym sensie punkty widzenia, na które nie mamy wpływu (uwierzcie mi, naprawdę nie mamy, choć może Wam się wydawać, że czasem kogoś udało się wam przekonać). One nie są ani złe, ani dobre, po prostu są odpowiednie dla danych osób.

Zastanów się jaką historię opowiada sobie grupa osób, do której chcesz dotrzeć?

 

  1. Dlaczego grupa lub podgrupa, której chcesz sprzedać, w ogóle kupuje?

Jeżeli Twoja grupa nie kupowała niczego takiego nigdy, to będzie bardzo trudno im to sprzedać.

 

  1. Czy Twoja kluczowa grupa wie o Tobie?

Jest ogromna różnica pomiędzy sprzedażą do osób, które nigdy nie widziały cię na oczy bądź nie słyszały o tobie, a do osób, które już cię znają. Wniosek nasuwa się sam, klienci muszą cię znać, aby mogli od ciebie kupić.

Jeżeli już ktoś cię zna, to bardzo dobrze, tylko musi ci jeszcze ufać.

Jeżeli ufa i ma potrzebę, to na pewno od ciebie kupi. Natomiast jeżeli ci nie ufa, a ma potrzebę, musisz dowiedzieć się co można zrobić, aby Ci zaufał :)

  1. Dlaczego ta analiza jest taka ważna?

Bo jeżeli uda się sprzedać małej grupie i robić to dobrze, to później można tę sprzedaż skalować. Niektórzy się zatracają na promocji swojego produktu, zapominając o ulepszeniu go i dopasowaniu do swoich odbiorców. Dzisiaj jest to jeszcze ważniejsze, ponieważ konsumenci są lepiej zorientowani i poszukują dokładniejszych, bardziej dopasowanych treści do swoich potrzeb. 

 


Czy Twoja firma rozwija się gdy jesteś na urlopie?

Literatura, którą ostatnio czytałem na temat zarządzania mówi wiele na temat nawiązywania dobrych relacji z kolegami z pracy, często autorzy piszą, że trzeba znać swoich pracowników i wiedzieć co dzieje się w ich życiu, aby lepiej rozumieć, dlaczego akurat ktoś jest w gorszym humorze i jest mniej dyspozycyjny. Jeżeli Twojemu koledze z pracy zmarł ktoś bliski, to na pewno jest to dla niego bardzo trudny życiowo moment i czy można od takiego kogoś wymagać, aby pozostawił swoje emocje przed wejściem do pracy? Z drugiej strony może wymagamy w pracy od innych inicjatywy zaangażowania i większego poświęcenia? Czy jedno nie kłóci się z drugim? Moim zdaniem wymagając ponad przeciętnej dyspozycji, musimy też liczyć się z poniżej przeciętna. Ludzie to nie roboty. Pisze się też o tym jak ważne jest, aby współpracować i jak rozwiązywanie trudnych problemów zbliża ludzi do siebie.

Jeżeli natomiast wymagamy od kogoś tylko, aby słuchał naszych poleceń i wykonywał proste czynności? Z takim pracownikiem nie musimy nawiązywać głębszej relacji. Na pewno takiemu komuś płacimy niewiele, a na jego miejsce znajdziemy bez problemu kogoś innego. Oczywiście nie możemy się spodziewać, że ten ktoś przyniesie jakąś wartość dla firmy. Pomyśl! Czy miejsca w którym ludzie robią tylko to co im się dokładnie karze, to są miejsca w których chciałbyś pracować, czy firmy te robią coś ciekawego i czy widzą przed sobą świetlaną przyszłość? Trudno mi się tutaj rozpisywać bardziej na ten temat bo jeżeli ktoś jest zainteresowany bardziej tematyką zaangażowania w pracę to nie mogę zrobić nic innego jak polecić książkę Setha Godina - Najmocniejsze ogniwo. Seth wyczerpuje temat całkowicie i dodaje wiele istotnych informacji, także gorąco polecam.

Powracając jeszcze do początku, czy w ogóle chcemy nawiązać z kimś lepszą relację? Otóż chcemy, aby efekty naszej pracy były lepsze. Konkurencja w kapitalizmie zawsze była ostra i aby Twoja organizacja mogła istnieć potrzebujesz dobrych pracowników, aby dobrze pracowali, trzeba nimi dobrze zarządzać, aby nimi dobrze zarządzać, trzeba ich znać, wiedzieć jakie mają silne i słabe strony, czym się interesują, jaki potencjał w nich drzemie. Fajną teorie czytałem książce odnośnie zarządzania pod tytułem “Po pierwsze: złam wszelkie zasady” Autora nie pamiętam, ale to chyba nie problem.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/7301/po-pierwsze-zlam-wszelkie-zasady

Mówił on, że szef firmy powinien móc wyjechać na rok i po powrocie jego firma będzie bardziej rozwinięta niż przed wyjazdem. Czy wyobrażasz sobie coś takiego?? W Polsce gdzie w autorytarnie zarządzanych MŚP szef dobiera kolor ołówków, których używają sekretarki. Tutaj może trochę przesadziłem, ale na pewno ważne jest to, aby ludzie w pracy czuli się dobrze i aby mogli realizować ciekawe zadania. Często musimy im powierzyć odpowiedzialne zadania i pozwolić im popełnić błędy bo inaczej się nie nauczą. Do tego potrzebna jest dość duża doza zaufania, a jak ufać komuś kogo się nie zna?? Czy to jest w ogóle możliwe? Czy możliwe jest, aby nawiązać z kolegą z pracy relację bardzo głęboką, ale w 100% profesjonalną i tylko służbową, bez mówienia o szczegółów z życia prywatnego? Moim zdaniem nie ma takiej opcji


Dasz mi poprowadzić?

Często wydaje się bardzo kuszące wysuwanie wniosków na temat krótkie, powierzchownej lub wyrwanej z kontekstu informacji. Gdy czytam nagłówki w internecie często się łapie na tym, że już wiem co jest napisane w artykule i nawet nie ma sensu go czytać. Jednakże wielokrotnie się przekonałem, że to błąd i staram się nie oceniać książki po okładce. Przeczytanie artykułu, książki lub dowiedzenie się na temat danej osoby i późniejsze rozważenie różnych argumentów jest trudniejsze, ale jeżeli chcesz wiedzieć więcej, lepiej wszystko rozumieć i nawiązywać głębsze relacje z ludźmi to jest to co należy robić.

Aby nie wpadać w wyżej opisaną pułapkę i nie wyrządzać nikomu a krzywdy a mimo to nadal w pewnym sensie zabawić się jak Sherlock Holmes, który na podstawie szczegółów rozwikłuje trudną zagadkę pomyślałem, że można zrobić to od tyłu. Na blogu chciałbym się skupiać na tematyce zarządzania i współpracy z ludźmi, więc ten aspekt wziąłem pod uwagę.
Czy znasz kogoś z kim ciężko się pracuje, kto jest skupiony na celu a nie na ludziach, kogoś nieufnego wobec innych, wiecznie kontrolującego, nawet biorącego w sprawy w swoje ręce ale nie potrafiącego delegować zadań? Ja znam kilka osób, nie każda z nich ma te wszystkie cechy, ale faktem jest to, że ciężko się z nimi współpracuje, trudno jest coś ciekawego osiągnąć a sama praca nie sprawia żadnej frajdy i jest udręką, którą pragniemy jak najszybciej zakończyć.

Otóż ostatnio odkryłem ich ciekawą cechę wspólną. Jak jedziesz z nim samochodem to oni muszą prowadzić.

 


Buduj swój kapitał, czyli najpierw rób co ci karzą...

Ten post miał być właśnie poprzednim, ale wyszło inaczej. Niemniej jednak przeczytaj mój poprzedni post, a potem wróć do tego.

Na pewno znasz osoby, które w Twojej organizacji dostają to czego chcą? Dlaczego tak się dzieje? Co takiego robią Ci ludzie, że dostają to czego chcą? Myślę, że jednym z ważniejszych elementów jest fakt, że robią to co im się karze i przestrzegają wszelkich reguł. Tak, też mam z tym problem. Zauważ, że w ten sposób budują swoją pozycje osoby zaufanej, takiej której można powierzyć coraz to bardziej odpowiedzialne zadania i tak też często się dzieje. Bycie posłusznym ma jednak olbrzymią wartość dodaną, ponieważ sprawia, że ludzie zaczynają się liczyć z tym co mamy do powiedzenia i jesteśmy w stanie wpływać o wiele łatwiej na rzeczywistość wokół nas. Wtedy tak naprawdę następuje moment, kiedy możesz mówić, co jest źle i co trzeba zmienić lub poprawić, ale tak się dzieje dlatego, że zbudowałeś swoją pozycję, a argumenty, które miałeś wcześniej? No cóż nikogo one nie obchodzą, ludzie patrzą na rzeczywistość przez swoją parę okularów, swój filtr, swoją historię czy też swój paradygmat, więc żeby się przez to przebić trzeba mieć dużo siły przebicia.

Jestem pracownikiem w firmie prywatnej, więc łatwo jest mi mówić z perspektywy pracownika, ale często staram się postawić na miejscu szefa firmy i zastanawiam się co bym zrobił w danej sytuacji. Czy powierzyłbym jakieś odpowiedzialne zadanie niesfornemu pracownikowi? Czy liczyłbym się z jego zdaniem i brał bym je pod uwagę przy istotnych decyzjach? Czy dam mu podwyżkę lub awans?

Rób to co robisz, najlepiej jak robisz, bądź cierpliwy i znaj swoją wartość. Ok, rozumiem, czasem otoczenie nie daje ci szansy, ale z pewnością siebie, którą zbudowałeś możesz łatwo zmienić otoczenie i doskonale odnaleźć się w nowych warunkach.

 


Co takiego robię, że nie dostaję tego czego chcę?

Ostatnio często zadaje sobie pytanie "Co takiego robię, że nie dostaję tego czego chcę?" Uważam, że to pytanie samo w sobie jest genialne bo jeżeli wyjdziesz z założenia, że jesteś odpowiedzialny za to co się dzieje względem ciebie w większym  stopniu niż do tej pory myślałeś, to odpowiedzi na to pytanie pozwolą Ci załatwić wiele spraw, otrzymać to czego chcesz.

Obwinianie innych jest chyba jednym z naszych podstawowych mechanizmów obronnych, ten świat jest zły, przecież ja wszystkie robię dobrze, tylko inni mnie rozumieją i tak można by chyba wymieniać bez końca... A teraz zła wiadomość, odpowiedzi na to pytanie sprawią, że musisz wziąć odpowiedzialność za to co robisz, zdać sobie sprawę, że popełniasz błędy, a świat jest inny niż ci się wydaje, że musisz się dość mocno wysilić i wielu przypadkach zmienić sposób działania, mówienia, jedzenia, ubierania itd. Dość przytłaczające prawda? Pewnie w tym momencie czujesz opór i mówisz sobie, co ta za głupoty? Ale jak to? Przecież to nie jest możliwe? Ha! A jednak, wiele rzeczy,  które robiłeś i ci nie wychodziły, bądź efekt był jedynie mizerny i obwiniałeś za to swoją żonę, dziecko, szefa, współpracownika czy kolegę, robiłeś źle i powiem więcej, są tacy, którzy twierdzą, że to całkowicie Twoja wina.


Zostawił pracę w korpo, i co? I nic!

Odszedł z korpo i założył piekarnię, teraz jest Panem Życia i Śmierci. W korpo ten niedobry, szef, marudzący klienci, zawistni koledzy potrafiący uprawiać tylko wyścig szczurów, w takich warunkach przecież nie da się pracować? Ja natomiast przecież jestem świetnym specjalistą, tyle jest możliwości, ale nikt mnie nie słucha bo wszyscy na około nie mają pojęcia. Odliczam godziny aż wyjdę z korpo i pójdę użalać się nad własnym życiem.

Można praocwać wszędzie i wykonywać pracę z zaangażowaniem i uśmiechem na twarzy. W porządku jeżeli ta praca to serwowanie burgerów czy sprzątanie to nie jest to może nobilitujące zajęcie, ale jeżeli robisz to dobrze i ktoś jest zadowolony z Ciebie jak robisz to co robisz, to + dla ciebie i oznacza to, że po prostu długo tam nie popracujesz bo znasz swoją wartość i albo sam/a coś wymyslisz, albo ktoś da Ci fajną pracę bo wie, że można na Tobie polegać.

W pierwszej kolejności warto zweryfikować swoje podejście do sprawy, obiwnianie systemu nic nikomu nie da, a Tobie refleksja nad sobą na pewno pomoże.

Ten wpis został zainspirowany przez Setha, a dokładniej ksiażką "The Linchpin: are you indispensable" (polski tytuł to: Najmocniejsze ogniwo)


Możesz coś ciekawego polecić?

Mogę! Mnóstwo rzeczy, tylko czy naprawdę tego chcesz? Wielokrotnie opowiadam ludziom o ciekawej książce, audiobooku, podcaście czy artykule. Często bardzo ich to ciekawi i proszą o podanie linka lub namiarów czy pożyczenie książki. Zawsze bardzo ochoczo to pożyczałem i podsyłałem źródła, ale zauważyłem, że później bardzo mały odsetek osób faktycznie dane medium konsumował. Raczej ciągle słyszałem "tak, tak muszę się za to zabrać".

Dlaczego tak się dzieje? Wiele powodów, na pewno istotne jest to, że na początku entuzjazm jest zawsze większy, wiele osób patrzy na daną rzecz z innej perspektywy i dla nich ten podcast czy książka po prostu nie są takie ciekawe bo co innego robią i czym innym się zajmują. Czasem forma przekazu jest nieodpowiednia bądź ktoś nie ma nawyku słuchania audiobooka, czy czytania książki.

Ja w każdym razie mam misję i chcę to zmienić, dlatego zastanawiałem się, czy jest coś co ja robię, że moje polecenie jest nieskuteczne i doszedłem do wniosku, że zbytnio ułatwiałem ludziom dostęp do danego medium. Jak ktoś chciał ode mnie książkę to przynosiłem mu ją pod nos i nic się nie działa. Dlatego zmodyfikowałem ten pierwszy etap i postanowiłem utrudniać dostęp do źródeł. Interesuje Cię ten podcast o którym właśnie opowiadałem? Świetnie, napisz mi jutro maila z prośbą o podesłanie ci linka. Jeżeli faktycznie dostaniesz tego maila z tą prośbą, to możesz być pewien, że ta osoba ten podcast przesłuch, aczkolwiek w wielu przypdkach ten mail do ciebie nie przyjdzie bo opwiadana w nim historia interesowała tylko ciebie.