Antycypowanie

Niedawno pisałem o zwiększonej ilości zadań tutaj

Michał Śliwiński twórca Nozbe mówi o ile dobrze pamiętam cytując David Allena, że jeżeli jakieś zadanie zajmie do dwóch minut to zrób je bo zbyt dużo czasu zajmie ci powracanie do niego. Jeżeli dostaję jakiegoś maila to rzucam na niego okiem i jeżeli na jednej nodze nie jestem w stanie na niego odpowiedzieć, to z powrotem odznaczam go jako nieprzeczytanego. Natomiast tutaj dzieje się już coś ciekawego, nazwałem to antycypowaniem, chociaż jest tutaj pewnie lepszy termin, którego na razie niestety nie znam. Ten ponad 2-minutowy mail już siedzi mi w głowie i już myślę co na niego odpowiedzieć, także kiedy do niego usiądę to będę wiedział co napisać i po prostu to zrobię.

Antycypowanie jest przydatne jeżeli siedzi Ci jakiś pomysł w głowie, jest on pewnie zły ;) więc dobrze jest go z siebie wyrzucić, zobaczyć reakcje innych, może wcale taki zły nie jest. Jeżeli planujesz spotkanie w jakiejś sprawie, możesz dać ludziom wcześniej znać, co myślisz, jakie masz pomysły ewentualnie wnioski, żeby ludzie już mogli się zastanowić nad twoimi pomysłami i oczywiście je skrytykować. Chyba że jesteś szefem o którym mówi Simon Sinek, czyli takim, który  zanim  wyrazi swoją opinię na jakiś temat powinien najpierw wysłuchać swego zespołu bo inaczej podwładni będą się bali wygłaszać swoje opinie niezgodne z tą szefa. Nie śmiałbym kwestionować tego co mówi Simon, ale myślę o innej sytuacji. Twoi współpracownicy, koledzy z zespołu, wspólnicy, to im chcesz przekazać to co siedzi ci w głowie, oni to docenią i odwdzięczą się ciekawą dyskusją na dany temat.

Często liczymy, że zwołamy spotkanie, znajdzie się tam kilka tęgich głów i sprawę załatwimy. Otóż nie, tak często widziałem, że ludzie na spotkaniu dowiadują się nowych faktów i potrzebują czasu do zastanowienia, aby się do nich odnieść i dopiero na kolejnym spotkaniu mogą dyskutować, a czas ucieka i jest cenny.


Pomoc innym

Warren Buffet, najwiekszy inwestor giełdowy w historii, nie był nigdy człowiek słynnącym z filantropii. W jego rodzinnym mieście Omaha w Nebrasce zarzucano mu, że bardzo mało robi dla społeczności mimo tak ogromnego majątku jaki już posiada. Buffet wziął sobie do serca procent składany i wiedział, że każdy cent wydany na inny cel jest w długiej perspektywie bardzo kosztowny (efekt motyla) i wydłuża czas osiągnięcia pozycji nr. 1. Presja musiała być duża i na pewno wielokrotnie przekonywał go do zmiany podejścia jego przyjaciel Bill Gates, który ze swoją żoną i dzięki pieniądzom zarobionym w Microsofcie prowadzi ogromną fundację. Ostatecznie Buffet zapowiedział, że cały swój majątek przeznaczy na rzecz owej fundacji.

Dlaczego dajemy pieniądze na cele charytatywne? Przyczyn jest zawsze wiele. W USA jest to dobrze widziane i politycznie poprawne, ludzie boją się oskarżenia, że nie wspierają charytatywnie i tym samym są nieludzcy. Wiele osób ma potrzebę pomagania innym i chce być anonimowa w swoim pomaganiu, a niektórzy skoro pomagają chcą, to chcą też na tym coś ugrać. W Polsce mamy wiele możliwości, zbiórki pieniędzy na pomoc organizowane są już chyba w każdym celu, ostatnio nawet widziałem w tv reklamę z głosem chyba Marcina Dorocińskiego proszącego o pomoc mongolskim tygrysom (materiał był bardzo profesjonalny). Każda pomoc jest potrzebna i się liczy. Zawsze byłem fanem WOŚP w głównej mierze ze względu na niesamowitą wytrwałość i konsekwencje tej organizacji, robienie takiej imprezy przez tyle lat jest niesamowitym sukcesem. Drugim moim faworytem jest Janina Ohojska i jej Polska Akcja Humanitarna.Wielokrotnie czytałem wywiady z Janiną Ohojską i bardzo imponowało mi jak trzeźwo podchodzi do pomagania, które w dużym skrócie polega bardzo konsekwentnie na dawaniu wędki. PAH robi akcje w wielu niebezpiecznych miejscach, ludzie którzy biorą udział w akcjach poświęcają się, ale kierownictwo firmy zawsze dbało o bezpieczeństwo swoich pracowników. Jeżeli zrobienie akcji nie było bezpieczne, to PAH się z niej wycofywało. Jest to swego rodzaju idealna form 'dawania' jaką opisuje Adam Grant w "Dawaj i Bierz", czyli dawanie dwukierunkowe, czyli 'daję', ale zabezpieczam siebie i swój interes do pewnych granic, aby przetrwać, aby móc się rozwijać i tym samym dawać więcej i dłużej.

Ile pieniędzy przeznaczać na cele charytatywne? Przecież większość z nas nie ma problemu z wydawaniem pieniędzy, a jak coś zostanie to niektórzy nawet potrafią zaoszczędzić. Żyjemy w świecie, w którym mamy znacznie więcej niż potrzebujemy, ale jesteśmy kuszeni z każdej możliwej strony. Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Czy jeżeli stać mnie na samochód za 100k PLN to powinienem kupić za 90k i 10k oddać na cele charytatywne? Ja biorę udział w spontanicznych akcjach, ale też zrobiłem sobie stałe zlecenie na kwotę 100 zł i przesyłam na PAH co miesiąc. Myślę, że mógłbym przesyłać, więcej i na pewno będę robić, na razie tyle wydawało mi się komfortowo dla mnie, nie ogranicza to też możliwości mojego rozwoju.

Link do strony PAH

https://www.pah.org.pl/klub-pah-sos/

Na youtube był też fajny filmik odnośnie 'Dawania pieniędzy', nie mogę go teraz znaleźć, zaktualizuję.


Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.

 


5 ciekawych powodów dlaczego eksport się nie udaje

Powodów dlaczego podbój rynków zagranicznych się nie udaje może być naprawdę wiele i na tym blogu będziemy je regularnie omawiać. Znalazłem ciekawe opracowanie hiszpańskiego eksportera, który podaje wewnętrzne powody nieudanego wejścia na rynki zagraniczne. Zobacz artykuł tutaj po Angielsku lub Hiszpańsku, a wersja Polska z moimi komentarzami poniżej.

  1. Eksport nie jest elementem długoterminowej strategii.
    Każdy potrafi schudnąć 10 kg w miesiąc, ale nie wielu jest w stanie to zrobić w ciągu roku. Aby się udało trzeba zmienić styl życia.
    Z eksportem i w zasadzie ze wszystkim jest podobnie. Krótkoterminowe działania nie przyniosą żadnego efektu, dlatego istotnym elementem jest włożenie regularnych działań proeksportowych do naszego terminarza i założenie, że tak samo jak wiele lat rozwijaliśmy naszą firmę w kraju, tak samo długo będzie to się działo za granicą. Jeżeli co tydzień mamy spotkanie z pracownikami działu rozwoju czy marketingu, tak samo co tydzień powinniśmy spotkać się z osobą realizującą nasz eksport. Jeżeli uda się nam to przez pierwsze kilka tygodni, to naturalnie przejdziemy do dalszego rozwoju, możemy stworzyć budżet na działania, zaplanować wyjazdy, zdobyć ewentualne finansowanie z projektów unijnych, zaprosić gości, dzięki informacjom z rynku zagranicznego przygotować nowe produkty.
    Z doświadczenia wiem, że najlepszy stymulatorem są po prostu zamówienia, jeżeli firma poczuje, że eksport faktycznie się udaje, to trudno jest jej kwestionować zasadność działań eksportowych.
  2. Brak międzynarodowego mindsetu
    Nastawienie firmy jako całości jest istotnym czynnikiem w rozwoju eksportu, ponieważ jeden manager sam nic nie zdziała, pracownicy w firmie muszą mu dobrowolnie, chętnie i świadomie pomagać - innymi słowa cała firma musi być w pełni świadoma, że eksportuje. Jeżeli dział przygotowania produktu stworzy instrukcje czy etykiety w języku polskim, w ogóle przy tym nie myśląc jak będzie wyglądała wersja eksportowa, to późniejsze koszty i nakład procy mogą być wysokie, a przede wszystkim działania naprawcze będą zniechęcające i uporczywe.
    Aby skutecznie i zespołowo realizować eksport musimy mieć zgraną i zorientowaną na cel drużynę, która wspólnie będzie realizować cel.
  3. Niemożność wprowadzenia zmian potrzebnych do eksportu
    Na samym początku najlepiej założyć, że łatwo nie będzie. Każdy rynek jest specyficzny i wejście na każdy wymaga zaadoptowani firmy do danych warunków, jeżeli chcemy wejść do Niemiec z całkowicie polską, zaledwie przetłumaczoną ofertą to najprawdopodobniej nam się nie powiedzie. Niemcy mają swoje charakterystyczne dla siebie przyzwyczajenia i zachowania, musimy się do nich dostosować, często pomoże nam w tym lokalny partner czy dystrybutor, z którym rozpoczniemy współpracę. Oczywiście w późniejszym etapie będziemy mogli promować rozwiązania, które dobrze sprawdziły się w Polsce, ale nie będzie to core naszego biznesu, tylko ciekawostka.
  4. Niekompetentny menedżer zarządzający sprzedażą eksportową
    Zależnie od naszej struktury będziemy mieli ludzi odpowiedzialnych za różne zadania. Aby umiejętnie wchodzić na różne rynki potrzebujemy osoby, kreatywnej, podchodzącej nietypowo do zadań, przenikliwiej i nie bojącej się prób a tym samym porażek. Niewiele osób posiada takie cechy, tym bardziej w Polsce, gdzie wiele osób nadal jest dość roszczeniowa i najchętniej czeka, aż szef powie im co mają zrobić. Jeżeli chcesz wchodzić na rynki eksportowe, potrzebujesz kogoś, kto przeanalizuje sytuację twojego przedsiębiorstwa i powie ci co trzeba zrobić, a następnie to zrobi.
    Manager eksportu powinien posiadać jedną ciekawą cechę, którą doskonale opisuje Adam Grant w książce Dawaj i Bierz , którą bardzo polecam. Opisuje on postawę łowcy talentów drużyny NBA Philadelphia 76ers, który miał możliwość wyboru do swojej drużyny Michaela Jordana, ale zdecydował się na innego zawodnika, ponieważ tamten lepiej się zapowiadał. Decyzja okazała się błędna bo jak wiadomo MJ został amerykańskim sportowcem wszech czasów, ale wielu działaczy przyznały rację trenerowi z Philly, ponieważ w tamtym momencie ta decyzja była dobra. Trener dał nowemu zawodnikowi szansę przez dwa sezony, a potem go zwolnił i przyznał się, że wybór był zły. Nie chciał już dalej kontynuować swojej porażki, tylko szukać kolejnych talentów, które przyniosą 76ersom mistrzostwo NBA, co w końcu się udało, a sam trener został wielokrotnie wyróżniony za swoje umiejętności.
    Nie jest łatwo przyznać się do porażki, ale o wiele gorsze dla naszej firmy będzie ciągnięcie złej strategii i dalsze topienie czasu i pieniędzy. Jeżeli jakiś rynek źle rokuje bo mamy nieodpowiedni produkt a stworzenie nowego wiąże się z ogromnymi nakładami, to trudno - uznajmy to za koszt utopiony i próbujmy wejść na inny rynek z innym produktem. Upewnijmy się, że nasz manager jest w stanie przyznać się do błędu.
  5. Silny rynek rodzimy
    Silny rynek Polski dla wielu producentów jest pułapką. Polska przez ostatnie lata pięknie się rozwija, ale jak pokazują badania ekonomiczne gospodarką rządzi cykliczność, co oznacza, że mamy lata tłuste i chude, regularnie co kilka lub kilkanaście lat, więc pewne jest, że prędzej czy później w każdej branży pojawi się kryzys. Jeżeli mamy zbudowaną prezencje za granicą, to mamy o wiele większe szanse, że kryzys dotknie nas mniej znacząco, ponieważ jest mniej prawdopodobne, że nastąpi on w wielu krajach z tą samą siłą. Oczywiście trzeba być ostrożnym też w drugą stronę, jeżeli uzależnimy firmę od jednego kraju eksportowego, a tam wydarzy się kryzys, to również będziemy mieli problem.Widać dość wyraźnie, że eksport to raczej kwestia zmiany mentalności, podejścia konsekwetnego w kwestii realizacji zadań związanych z eksportem, ale też elastycznego w związku z wyzwaniami jakie będziemy napotykać. Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi kluczową rolę w powodzeniu naszej misji bo jeżeli będziemy mieli odpowiednich ludzi i dobrze nimi pokierujemy, to pomogą nam oni zrealizować cel.

Ekstremalny kłopot autorytarnego managera - hipoteza dla #tigerenergydrink

Do napisania postu zainspirowała mnie Natalia Hatalska swoim udostępnieniem na facebooku poniższego. Przy okazji polecam jej trendbook na rok 2017, czytałem go ostatnio i jest to ciekawe zestawienie aktualnych trendów.

No właśnie, dlaczego w firmie nikt nie zareagował na taką kampanię w naszym kraju. Wytłumaczenie firmy można znaleźć tutaj.

https://www.facebook.com/TigerEnergyDrink/posts/1710945458934397

Ok, możemy firmie uwierzyć, chociaż jest nam trudno bo jak pisze Natalia Hatalska zaufanie do marek spada i koncerny wkrótce mogą mieć z tego tytułu problemy.

Ja natomiast chciałbym postawić swoją hipotezę nawiązującą do sposobów zarządzania. Otóż, w Polsce popularnym stylem jest autorytarne przywództwo, gdzie "szef" trzyma w rękach pełnię władzy i nie pozwala pracownikom wybrać koloru długopisu jakim mają podpisywać listę obecności. Na dłużej z takim szefem będę w stanie pracować ludzie tylko i wyłącznie mu podporządkowani, mogą to być dobrzy fachowcy z różnych dziedzin np. marketingu, ale będą to osoby, które z pewnych względów poddają się całkowitej woli szefa, usuwają się w cień i przede wszystkim nie kwestionują decyzji szefa. Nie mogą tego robić, ponieważ wiążę się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami, z których najlżejszą formą jest zdecydowana odmowa przyjęcia propozycji. Taki szef różnym pracownikom już wielokrotnie odmawiał i wiedzą oni, że nawet nie ma sensu próbować - popadają też z tytułu w chroniczne niezadowolenie z pracy i po kątach oczywiście obgadują szefa i narzekają na pracę, ba pewnie całemu światu się dostaje jaki jest on niesprawiedliwy. Można odejść z pracy, no ale "kredyt, dom, rodzina", albo się podporządkować, żeby w takiej sytuacji przetrwać. Teraz szef wpadł na pomysł, żeby zrobić taką ostrą kampanię, pracownicy dostarczyli materiał a on to zaakceptował, nie było żadnego whistleblowera, który powiedział by całemu gremium "hola, hola opamiętajcie się bezcześcicie narodowe wartości, w kraju, w którym są one święte, spotka się to na pewno z ostrą reakcją społeczeństwa, a w dobie mediów społecznościowych wieść o takiej wpadce rozchodzi się w kilka sekund po całym kraju". Nie było takiej osoby bo ona już dawno w tej firmie nie pracuje. Dlatego zdarzył się wypadek przy pracy, a możemy śmiało stwierdzić, że był to wypadek bo firma się teraz straszna kaja i nawet przelała pół miliona PLN na rzecz byłych powstańców.

Efekt autorytarnego przywództwa nie jest charakterystyczny dla Polski, wszędzie znajdziemy jednostki, które w ten sposób zarządzają. Amerykanie oczywiście nawet to zbadali a rezultatem badania przeraziły się firmy lotnicze, no bo co by się stało, gdyby autorytarny kapitał załogi, wykonał czynność, której żaden załogant by nie skorygował i doprowadziło by to do katastrofy lotniczej? Po eksperymentach w symulatorze okazało się, że w wielu przypadkach tak się właśnie stało, kapitan wykonał manewr, nitk nie zareagował w ciągu minuty, samolot się rozbił. W tej książce możecie przeczytać dokładniejszą analizę.

 

 


Polska <-> Włochy - rozbudowujemy naszą usługę

Usługi w Polsce rosną w siłę. Bardzo fajnie przedstawia to obrazkowa historyjka na stronie firmowi.pl, zapraszam do jej obejrzenia tutaj. Jako konsumenci coraz bardziej przyzwyczajmy się do korzystania z różnych usług, w Polakach ciągle jest mocno zakorzeniona potrzeba posiadania czegoś na własność, zamiast wynajęcia, najlepszym przykładem są mieszkania, które są wynajmowane zaledwie przez 2% Polaków a ponad 70% posiada lokum na własność. Od kilku lat osobiście zauważam jednak ogromną przewagę nad wynajmem lub wypożyczeniem, który w długim terminie jest niesamowicie korzystny, moim ulubionym przykładem z dzieciństwa jest skuter wodny. Mój tato chętnie kupował taki sprzęt na własność, aby nim handlować. Ja chciałem z niego skorzystać, chociaż nie było to proste. Należało zaangażować dużą grupę znajomych do transportu i zadbać o kwestie eksploatacyjne jak tankowanie, garażowanie, ewentualne naprawy (bardzo częste w przypadku mocno wyżyłowanego sprzętu wodnego) a na koniec ganiać kolegów, którzy mieli radochę z pływania, ale odpowiedzialności za szkody wziąć nie chcieli.
Dzisiaj w życiu bym się na to nie zdecydował, nie mam na to pieniędzy, nie mam gdzie trzymać, a jak bym chciał popływać to proszę bardzo, 150 zł za 20 min i hulaj dusza piekła nie ma.
Lubię żeglować, ale posiadanie łódki na własność to ta sama historia, a czarterów jest bez liku, do wyboru do koloru, gdzie tylko dusza zapragnie.
Rowery miejskie, kolejna rzecz, która doskonale się sprzedaje i podbija polskie miast. Możemy wymieniać dalej... jeszcze długo.

A co z usługami dla biznesu? Sytuacja wygląda następująco. Zdecydowana większość polskich firm to MŚP, założone po transformacji, ich struktury i mentalność nasycone są mocno dawnymi czasami, gdzie przedsiębiorca "prywaciarz" to był raczej cwaniak, na którego trzeba było uważać. Sam przedsiębiorca cechował się dużą dozą braku zaufania wobec wielu osób krążących wokół jego firmy. Nawiązanie współpracy między przedsiębiorcami jest trudne ze względu właśnie na brak zaufania a także małą pewność siebie i strach o bezpieczeństwo własnego biznesu. Boimy się konkurencji, boimy się innych, którzy może będą chcieli nas wygryźć, a przecież to dzięki konkurencji tutaj jesteśmy i dzięki niej możemy się rozwijać. Bałbym się raczej braku konkurencji bo to by oznaczało, że nasz biznes zaraz będzie trzeba zamknąć, każda nowa firma oferująca to co my, to tylko potwierdzenie, że pracujemy w coraz lepszej branży.
Wiele obaw jest zasadnych. Widzę wkoło mnóstwo pasożytów, oferujących usługi obrzydliwie niskiej jakości i przyznam, że ten fakt mnie cieszy bo sam mocno skupiam się na tym, aby dostarczyć jak najlepszą usługę dla firm, które jej potrzebują. Tak, dla wybranych, nie dla każdego.
Wspomniane polskie firmy pięknie się rozwijały przez ostatnie 25 lat. Osiągnęły wspaniałe wyniki i naprawdę mamy czym się pochwalić, sztandarowe przykłady jak Amica, Solaris czy wiele firm z branży IT są wisienkami na naszym torcie.
W całym tym gronie duża cześć firma napotkała swego rodzaju szklany sufit, którego bez pomocy nie będą w stanie przebić. Na przykładzie swojej usługi mogę to łatwo przedstawić: firma zna świetnie rynek Polski, dobrze się tutaj czuje, ma znaczny udział w rynku, ale od 2-3 lat jej wzrost się zatrzymał bo Polski rynek po prostu jest ograniczony. Rozsądnym rozwiązaniem jest wejście na rynki zagraniczne, ale w firmie brak ludzi ze znajomością języków obcych, brak osób, które mają wiedzę biznesową na temat różnych rynków zagranicznych, firma nie posiada żadnych kontaktów za granicą, nie wie czym cechują się różne rynki zagraniczne a jej produkty nie są przygotowane pod zagraniczną ekspansję. Tymczasem sam produkt mógłby się sprzedawać za granicą, czy jesteśmy w stanie pozwolić sobie, będąc w centrum Europy, aby z takiej okazji nie skorzystać?

Te wszystkie bariery są trudne do przeskoczenia. Wiele firm zatrudnia osobę znającą język obcy i próbuje sił w eksporcie i dobrze, że decydują się na ten krok, chociaż jest on dość kosztowny. Pracownika trzeba rekrutować, podpisać umowę na jakiś czas, zorganizować mu stanowisko pracy, poświęcić czas na jego przeszkolenie, przeprowadzić badania i szkolenie bhp. Jeżeli nasz współpraca nie wypali, to zostaniemy z tym całym kosztem oraz wielką obawą czy ten eksport ma sens. Myślę, że możemy tego pracownika porównać do skutera mojego taty :)

Alternatywą jest skorzystanie z usługi, czyli profesjonalnej firmy, która zna się na eksporcie, ma szeroką sieć kontaktów i sprawdzone ścieżki umożliwiające szybsze wejście na dany rynek. Posiada własne zasoby tj. biuro, sprzęt oraz pracowników znających języki obce. Oczywiście jest wiele firm świadczących usługę na złym poziomie, ale nawet jeżeli na taką trafimy, to rozstanie się z nią nie stanowi najmniejszego problemu, wypowiadamy umowę i koniec. Proste, łatwe i bezbolesne. Można powiedzieć, że ryzykujemy bardzo niewiele, ale możemy bardzo dużo zyskać, jeżeli firma wykona dobrą pracę i zapewni nam dodatkowe przychody ze sprzedaży. Oczywiście koszt na początku jest większy bo profesjonalna firma musi kosztować, ale w długim terminie oszczędzamy pieniądze bo w dużej mierze kupujemy większą efektywność, czyli ponosimy koszt przez krótszy czas. Już na samym początku współpracy dowiadujemy się czy dobrze się nam z daną firmą współpracuje lub nie i stosunkowo łatwo możemy odpowiednio zareagować.

Korzystając z naszej usługi eksportu otrzymujesz też wsparcie marketingowe Kolektywu w Procesie a teraz nawiązaliśmy współpracę z włoską firmą 12 Export. Zobacz tutaj ich stronę. Wspólnie z 12 Export tworzymy sieć konsultantów w całej Europie i na Bliskim Wschodzie, którzy szybko będą mogli reagować na potrzeby naszych klientów i dostarczać potrzebne informacje lub rozpoczynać działania na wielu rynkach docelowych. Redukujemy koszty podróży i czas reakcji na Państwa potrzeby, otrzymujemy informacje z pierwszej ręki, bezpośrednio z rynku docelowego od osoby, która ma ten rynek rozpoznany i od razu doradzi nam czy idziemy w dobrym kierunku. Dzięki takiej współpracy nie musimy wywarzać już otwartych drzwi.

 

 


3 rzeczy potrzebne do zwiększenia sprzedaży

Jakieś pół roku temu klient zapytał mnie, Panie Tomaszu co zrobić, aby zwiększyć sprzedaż? Niezwykle proste pytania niesamowici utknęło mi w głowie i powiem szczerze, że ciągle o nim myślę. Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest dla każdego inna i na dodatek zmienia się w czasie, kiedyś trzeba było zrobić X, później 2X, 3X a teraz można zrobić 100X i nie przynosi to już żadnego efektu. Mam tutaj na myśli reklamę, która w cudowny sposób zamieniała przedsięwzięcie w bardzo dochodowy biznes. Najfajniejszym przykładem są zamki "Gerda", które w latach 90 mocno reklamowały się w Polskiej telewizji i są bardzo dobrze znane do dzisiaj. Gdyby jakikolwiek producent zrobił to samo dzisiaj, na pewno nie odniósłby nawet zbliżonego efektu.
Miałem dzisiaj pisać o czym innym, ale przeczytałem sobie wpis z bloga Mała Wielka Firma (wpis dość aktualny bo z 11.2016). Blog jest bardzo fajnie zrobiony, autor ma olbrzymie doświadczenie, ale treść tego wpisu nie za bardzo przypadła mi do gustu. Pan Marek ma na pewno mnóstwo nowoczesnych pomysłów jak można przyciągać klientów emaile, smsy, promocje, okazje itp. W dzisiejszym świecie taka reklama się kompletnie nie przebija (polecam tutaj książkę Seth Godin - Marketing za przyzwoleniem), każdego maila od pizzerii po prostu kasuje a jaką pizzę wybrać zastanawiamy się jak jesteśmy głodni i co się dzieje wtedy? Wybieramy pizzę, która nam smakowała, ooo a to akurat dobrze pamiętam, że jak zamówiłem ostatnio pizzę i była niedobra to więcej jej nie zamówię. Do dziś pamiętam pizzerię Da Grasso w Poznaniu na Półwiejskiej, którą chyba 10 lat temu przywiozła mi pizzę zasypaną obrzydliwymi pieczarkami.

Chcesz zwiększyć sprzedaż swojego produktu, to najpierw zapytaj się czy faktycznie jest on tego wart? Dajesz na pizzę świeże warzywa, prawdziwy ser czy sztuczny? Wypiekasz ją w piecu zwykły czy takim z prawdziwej włoskiej restauracji palony drewnem? W Poznaniu jest pizzeria z takim piecem i wszyscy ją sobie polecają bo podobno pizza jest super, nazywa Bar a Boo. Nikt nie mówił, że dostał maila z ofertą albo że można kupić dwie w cenie jednej. Mówią "tam mają prawdziwy piec", nawet nie trzeba dodawać, że pizza jest dobra bo każdy od razu skojarzy jakość z tym cholernym piecem.

Jeżeli chcesz, aby Twoja usługa masowo się promowała to musisz sprawić, aby ludzie mówili o niej swoim kolegom, koleżankom, żonom, mężom i kochankom, jeżeli za polecenie jesteś w stanie zapłacić to jeszcze bardziej to wzmocnisz (tak robi dropbox dając darmową przestrzeń osobom polecającym, mówiłem komu mogłem i nawet instalowałem to ludziom na komputerach, aby tylko dotać więcej megabajtów i sporo ich uzbierałem, także uber, który po prostu daje darmowe przejazdy), ale dzisiaj żadna reklama nie odnosi takiego skutku jak rekomendacja znajomego, kolegi czy przyjaciela "idź, tam mają super pizze, mają piec opalany drewnem" Czy ktoś oprze się takiej rekomendacji? Na pewno nie, i na pewno tam pójdzie. Twoja w tym głowa, aby mu się podobało i aby wrócił.

Załóżmy że już mamy tę super pizzę, ciągle dbamy, aby była dobrze wypiekana, nasi ludzie są wyszkoleni, żeby tworzyć jakość i żaden klient się nie rozczaruje. Swoją drogą dotarcie do tego poziomu jest nie lada wyzwaniem bo dopinane detali jest najtrudniejsze, a klienci dzisiaj naprawdę szybko się zniechęcają bo ilość alternatyw jest nieograniczona.
Drugą rzeczą nad którą zacząłbym pracować to "buying experience", po Polsku chyba byłoby "proces zakupu" albo "wrażenia podczas kupowania". Świetnym przykładem jak to zostało poprawione jest dla mnie serwis Allegro. Wybieramy produkt (oferta jest bardzo duża, od różnych sprzedawców, w różnych cenach, wiele możliwości dostawy), dodajemy do koszyka bądź idziemy do płatności, tam już mamy zapisaną naszą kartę lub płacimy systemem PayU przez przeniesienie na stronę banku. Ewentualnie możemy wybrać płatność na raty (robiłem to, za trzecim razem system pamięta już wszystkie dane i cały proces wnioskowania o raty traw 10 minut, genialne). Gotowe! Potwierdzenie na maila. Łatwo, szybko i przyjemnie. Dotarcie do tego poziomu allegro zajęło jakieś 17 lat! Oczywiście pojawiły się nowe technologie, których kiedyś nie było i zostały one świetnie wykorzystane, nie mniej jednak czas i pieniądze a przede wszystkim myśl jakie zostały włożone w uporządkowanie procesu zakupu stanowią niesamowite wyzwanie, choć mogłoby się to wydawać proste z punktu widzenia kupującego, tak proste, że nawet nie zauważamy, jak szybko wszystko załatwimy i nie zdążymy ponarzekać.

Wracając do naszej pizzy. Jak możemy pracować na wrażeniami podczas zakupu? Nasz dostawca pizzy może być miły i schludnie ubrany, może posiadać terminal do płatności kartą, może jeździć czystym autem. Zamówienie można przyjmować na różne sposoby, poprzez aplikację lub przez stronę. Jeżeli mamy lokal to trzeba o niego dbać, obsługa musi być miła, napoje zimne itd. Nie będę tutaj mówił jak dokładnie ma to wyglądać. Myślę, że właściciel lokalu dobrze wie jak to należy zrobić, chodzi mi o to aby skupić się na tym, że należy stworzyć przyjemną atomsferę dla klienta, co skłoni go do powrotu i to na dodatek ze znajomymi. Kolejny raz polecam tutaj książkę Carmine Gallo - Doświadczenie Apple. 

Ostatni czynnik to określenie, kto jest naszym klientem. Tak naprawdę od tego powinniśmy zacząć zanim w ogóle otworzymy pizzerie, ale jako, że zacząłem komentować artykuł z bloga Mała Wielka Firma tak mi wyszło, że mówię o tym na koniec.
Załóżmy, że mamy pizzerię na każdym rogu, każda ma świetną pizzę i każda sprawia, że klienci czują się w niej doskonale. Jak możemy zdobyć przewagę? Otóż możemy skupić się na określonej grupie klientów. Na moim etapie życia najbliżej będzie mi mówić o grupie 'rodzice z dziećmi', specyficzna grupa (o tym jak analizować grupę pisałem tutaj), dość liczna w naszym społeczeństwie (500+ bije rekordy), także uznajmy to za dobry target (nie lubię tego słowa, ale łatwo się go używa). Czyli mamy rodziców w wieku około 30 lat, i dzieci w wieku 0-7 lat. Czego taka grupa potrzebuje? Małe dzieci na pewno nie są w stanie usiedzieć w miejscu więc potrzebują atrakcji (często w lokalach jest stolik z Ikeii i kredki, ok może być, od czegoś trzeba zacząć), rodzice chcieliby posiedzieć spokojnie, mieć oko na dzieci, ale nie biegać za nimi i pilnować, aby nie wyszły na ulicę. Czy jesteś w stanie stworzyć takie warunki, aby taka grupa czuła się dobrze? Zapewniam cię, jeżeli tak by było, to ilekroć miałbym ochotę na pizzę to przyszedłbym do twojej pizzeri.
Oczywiście to jest tylko przykład i możesz nie rozumieć potrzeb, akurat tej grupy. Z ekonomicznego punktu widzenia najlepiej jest wyselekcjonować najliczniejszą grupę społeczna i dla niej się poświecić, ale jeżeli danej grupy nie czujesz i nie chcesz mieć z nią nic wspólnego, to po co się męczyć. Trzeba mieć świadomość, że niektórzy klienci do tej pizzerii pełnej krzyczących bachorów nigdy nie przyjdą np. zakochana para czy single chcący poczytać do pizzy lub zatopić się w swoim 5 calowym ekranie. Tylko, że to jest ok. Ta usługa nie jest dla nich. Jeżeli coś jest dla wszystkich, to jest dla nikogo. Nie można się bać utraty tych klientów.


Klient nasz wróg

Mam wrażenie, pracownicy w wielu firmach dokładnie tak myślą. Klient postrzegany jest jako intruz, który przeszkadza nam w pracy. Celem urzędnika nie jest zadowolenie petenta, tylko to, aby dokumenty się zgadzały, aby nic mu nie zagrażało, ponieważ widmo poniesienia konsekwencji za swoje czyny jest przerażające.  Ale firmy prywatne? Przecież one kierują się tylko i wyłącznie zyskiem ekonomicznym, a dobra obsługa klienta wydaje się z tym nierozerwalnie związana. Chcesz mieć zyski, dbaj o klienta! Oczywiste! Powiem szczerze, że często tego nie czuję. Jestem bardziej wymagającym klientem, więc od pewnego czasu zwracam większą uwagę na to, w jaki sposób jestem obsługiwany. Niejednokrotnie napotykam też na pewne braki, jak choćby niemożność zapłacenia kartą. I co wówczas słyszę? „Ja tu tylko pracuje”. Nie będę tutaj rozpatrywał sprawy z punktu widzenia pracownika, który mówiąc w ten sposób wyrządza sobie krzywdę. Pisałem o tym już na blogu . Dla tych którzy chcą zgłębić temat ponownie polecam także książkę Seth Godin – Najmocniejsze Ogniwo

Osobą, która powinna zadbać o to, aby klient chętnie przychodził do niego kupować, jest właściciel biznesu. W Polsce wielu założycieli firm dorastało w czasach PRLu, gdzie obsługa klienta nie istniała, bo klienci kupowali wszystko, co było dostępne. Dlatego wiele mechanizmów marketingowych z zakresu obsługi klienta, dobrze już znanych na Zachodzie Europy czy w USA nie zostało u nas zastosowanych. Ówcześni biznesmeni nie uczyli się tego, jak istotnym jest to czynnikiem, a gdy weszli w gospodarkę wolnorynkową, po prostu zaczęli robić pieniądz. Nie możemy ich winić za taki obrót sprawy, bo po prostu takie były czasy. Możemy natomiast wpływać na pozytywną zmianę i serdecznie zwracać uwagę domagając się lepszego traktowania, ale tylko i wyłącznie w miły i uprzejmy sposób.

Istotnym faktorem jest też brak zaufania pomiędzy przedsiębiorcami i wrażenie, że jeżeli jeden drugiemu pomoże, to na tym straci. Myślimy sobie, że „jak jemu dam to sam będę miał mniej”, a w rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie. Ale to zupełnie inny temat. Właściciele stoków narciarskich nadal nie doszli między sobą do porozumienia i mamy dwa wyciągi obok siebie, ale potrzebne są na nie osobne bilety. Mimo to – tłumy klientów w sezonie. Dlaczego tak się dzieje?

Konsumenci w pewnym sensie utrudniają rozwój obsługi klienta, ponieważ nie wymagają wyższego standardu. Często zorientowani są tylko na cenę, a wiadomo, że jeżeli więcej oczekujemy, to musimy być gotowi więcej zapłacić. Tylko, że klientów też nie  możemy  winić za takie postępowanie. Polacy są nadal stosunkowo biednym społeczeństwem, dominanta zarobków oscyluje w okolicach 2100 brutto, a taka kwota nie przekłada się na większą siłę nabywczą.

Ale nie zmienia to faktu, że dobra obsługa klienta niesie ze sobą dużą wartość. Ciekawe badanie przytoczył Malcolm Gladwell w swojej książce Punkt Przełomowy (świetna książka, polecam też Błysk tego samego autora). Otóż opisuje on okoliczności pozywania do sądu lekarzy przez swoich pacjentów po tym jak lekarz popełnił błąd w sztuce lekarskiej. Można uznać, że każdy lekarz popełnia tyle samo błędów w swojej karierze, ale tylko niektórzy lekarze są dość często pozywani do sądu. Okazuje się, że pozywani do sądu są ci lekarze, którzy nie dołożyli starań w kontaktach z pacjentami, nie starali im się dokładnie wytłumaczyć, co i dlaczego się stało, nie byli gotowi odpowiedzieć na ich pytania itd. Pacjent czuje się w takiej sytuacji poniżony i pozywa lekarza do sądu, aby po prostu i zwyczajnie się na nim zemścić. Seth Godin w swoim podcaście Startup School mówi właśnie początkującym przedsiębiorcom, że można wydać mnóstwo pieniędzy na różne prawnicze atrybuty własnej działalności, można mieć odpowiednie obostrzenia i klauzule w umowach, za których wyprodukowanie zapłacisz masę pieniędzy, ale nawet to może cię nie uchronić, gdy rozwścieczysz klienta. W pierwszej kolejności należy zadbać, aby relacje z naszymi – czy to pacjentami czy klientami – były dobre.

Myślę, że często brakuje nam przekonania w to, że dobra obsługa generuje znaczącą wartość. Jako sprzedawca wielu produktów głównie jestem zainteresowany tym, aby sprzedać, ale nigdy nie zostawiam swoich klientów z problemem. Wcześniej dość mocno mnie męczyło, że musiałem pomagać klientom w trudnych i błahych sprawach, tracić na to czas i nie koncentrować się na sprzedawaniu, z którego przecież płynęły moje korzyści finansowe w postaci prowizji. Dodatkowo czasem trzeba było ponieść dodatkowe koszty, np. dosłać coś klientowi, zorganizować pomoc lub przeprowadzić naprawę na swój koszt. Pomijam przy tym kwestię czasu, który też ma swoją wartość. Później zdałem sobie jednak sprawę, że im więcej energii włożyłem w dobrą obsługę klienta i w im większych problemach klientom pomogłem, tym mniej energii musiałem poświęcać na sprzedawanie. W pewnym sensie sposobem na sprzedaż stała się obsługa klienta i dawanie im poczucie, że ich problemy są dla mnie ważne. Namawianie klientów na kupno czy wciskanie im towaru na siłę straciło jakikolwiek sen. Dobrze obsłużony klient sam wracał chętnie po coraz więcej. Przestawienie się na takie myślenie było zbawienne, gdy musiałem zajmować się sprawami czasem strasznie drobnymi i błahymi, wiedziałem jednak, że takie one są z mojej perspektywy, a dla klienta są całym światem. w danym momencie stanowią rozwiązanie ważnego dla niego problemu.

„Na podstawie swojego 20 letniego doświadczenia terapeuta wysnuł wniosek, że mężczyźni wcale nie zdradzają dlatego, że nowa kobieta wydaje się im atrakcyjniejsza. Jego zdaniem 92% mężczyzn zdradza, ponieważ czują się w aktualnym związku niedoceniani. Innymi słowy ta trzecia powoduje, że zaczynają czuć się wyjątkowo.

Apple i inne firmy wiodące prym pod względem obsługi klienta odnoszą sukcesy właśnie dlatego, że ich klienci czują się wyjątkowo. Pracownicy tych firm ciepło witają klientów, zadają pytania, słuchają, biorą aktywny udział w rozmowie i dają im poczucie upełnomocnienia. Dzięki temu klient wychodzi ze sklepu z uśmiechem na ustach i z pewnością siebie, która pozwala niemal przenosić góry. Steve Jobs powiedział kiedyś, że życie jest zbyt krótkie by realizować cudze marzenia. Ja dodałbym, że życie jest zbyt krótkie, aby otaczać się ludźmi i markami, które zamiast nas wzmacniać, ciągną w dół. Spraw, by twoi klienci poczuli się docenieni, pewni siebie i podziwiani, a odwdzięczą się lojalnością. Takie podejście sprzyja małżeńskiemu szczęściu i sukcesom marki.”

Cytat z książki Carmine Gallo – Doświadczenie Apple s. 135. Polecam tę książkę dla osób, które szukają inspiracji na temat obsługi klienta. Sukcesy Apple na tym polu są niewiarygodne. Autor jest znany wśród pracowników tej spółki i zaleca się im czytanie jego książek, aby mogli lepiej poznać filozofię firmy w której pracują.

 


Biznesowy podróżnik - Francja

Praca jak eksporter wielu produktów oczywiście wiąże się z podróżami do różnych ciekawych miejsc. Rozpoczynam serię wpisów na temat moich biznesowych podróży, w których przedstawiam swoje wrażenia na temat odwiedzanych krajów.

Przez ostatnie dwa lata byłem wielokrotnie we Francji, głównie w Paryżu i miejsce to jest na tyle osobliwe, że z pewnością warte szerszego opisania.

Paryż jest zdecydowanym centrum Francji, całą resztę Paryżanie określają mianem "prowincji". Wszystko co ważne dzieje się właśnie tam. Miasto jest zatłoczone i najlepszym sposobem poruszania się jest metro lub Uber. Tanio możemy wypożyczyć auto i poruszać się nim po mieście. Parkowanie to koszmar a ilość skuterów, motorów i innych dwuśladów bzyczących i huczących wokół jest stresująca, ma się wrażenie, że albo się ich porozjeżdża albo sami się pozabijają. Do tego dochodzą jeszcze piesi wchodzący na ulice przy czerwonym świetle oraz małe wąskie uliczki na których nierzadko trzeba się ostrożnie przeciskać.  O dziwo nic się nie dzieje. Trochę pojeździłem w Paryżu autem i nie byłem świadkiem żadnego drogowego zdarzenia, mimo tego, że ciągle ich wypatrywałem bo to przecież po prostu niemożliwe, aby w takim chaosie nic się nie wydarzyło.
Zauważyłem coś wyjątkowo interesującego. Wszyscy są bardzo uważni i mają wręcz oczy z tyłu głowy. Każdy uczestnik ruchu oraz pieszy widzi wszystko. Chcesz zjechać autem na inny pas, bądź się przesunąć? Skuter który jedzie obok na żyletkę już się przesuwa, żeby zrobić ci miejsce. Jakiś pieszy idzie na czerwonym? Kierowca już to widzi, zwalnia i go przepuszcza. Nikt nie ma klapek na oczach, każdy uważa na innego, każdy jest wobec innych wyrozumiały bo nie zauważyłem żadnej agresji ze strony kierowców czy pieszych. Oczywiście trąbienie słychać, ale przy tej ilości samochodów to jest go chyba relatywnie mało.
Myśl, że inni uczestnicy widzą i uważają na mnie pozwoliła mi się odprężyć za kierownicą i poruszać się już w mniejszym napięciu, darowałem sobie co prawda rozmowę przez telefon, ale mogłem już śmielej się poruszać po Paryżu.

Lekcję z Paryża można łatwo zastosować w biznesie. Prowadzisz biznes, jesteś szefem firmy lub dyrektorem i chcesz mieć wszystko pod kontrolą? No cóż, jeżeli nie będziesz mieć zaufania do swoich współpracowników, a oni nie będą wiedzieli, że muszą uważać bo coś może ich rozjechać, to będziesz poruszał się po drogach gdzie pieszy wchodzi na przejście i zostaje rozjechany (coś na mocniejsze nerwy). Pracownik ma prawo się zagapić, szef ma prawo się zagapić, ale jeżeli zawsze uważa, na to co się dzieje wokoło, tylko jeden z nich, to szanse na uniknięcie wypadku są mniejsze.

Idąc dalej ulicami Paryża można zauważyć, że wszystko jest malutkie. Malutkie knajpki z małymi stoliczkami, małe uliczki, małe samochody. Wszystko jest mocno skondensowane. Sam Paryż jest miastem nie dużym, jeżeli chodzi o obszar, natomiast jest wyjątkowo gęstym miastem. Aby miasto zwiedzać nie trzeba specjalnie znać języka francuskiego, oczywiście czytanie menu w restauracji może być kłopotliwe i mogą nas ominąć francuskie specjały jak magret, ale z kelnerem się jakoś dogadamy, dogadamy się też w hotelu lub w czasie zwiedzania.
Zdecydowanie gorzej jest w biznesie. Wystawiałem się na dużych francuskich targach, Expo Protection, rozmawialiśmy w ciągu 3 dni z dobrze ponad setką firm, które odwiedziły nasze stoisko. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które były wstanie wydukać coś po angielsku. Bez znajomości język francuskiego nie ma możliwości prowadzenia biznesu we Francji. Mówię tutaj o stosunkowo małej branży, w której największe firmy zatrudniają kilkadziesiąt osób, domyślam się, że duże korporacje "mówią po angielsku".

Planując biznesowy wyjazd do Francji trzeba oprócz języka francuskiego uwzględnić też godziny posiłków. Cała Francja jest podporządkowana tym samym regułom, dyscyplina w tej kwestii jest niesamowity. Każdy na śniadanie je croissanta z kawą i sokiem pomarańczowym, w południe je obiad, który składa się z: przystawki, dania głównego, deseru w różnych konfiguracjach, a wieczorem kolacja też o określonej godzinie. W tym czasie Francuzi nie pracują i nie dodzwonimy się do nich. Nie zorganizujemy też całego dnia spotkań jedno po drugim, a jak przyjmujemy Francuzów w swojej firmie, to koniecznie musimy wziąć posiłki pod uwagę. Problem jest mianowicie taki, że Francuzi mają ograniczone spojrzenie na świat, wielu się wydaje, że skoro oni jedzą śniadanie na słodko to cały świat też tak robi i widać w ich oczach autentyczne zdziwienie, kiedy okazuje się inaczej. W biznesie wygląda to trochę inaczej, ponieważ zazwyczaj trafimy na firmę, która będzie otwarta na kontakty zagraniczne. Polska jest bardzo pozytywnie postrzegana, a Chiny negatywnie, co szczęśliwie daje dobry grunt pod przyszłą współpracę, choć oczywiście trzeba się liczyć z tym, że będziemy traktowani z góry.
Francuzi czują naturalną wyższość nad innymi. Jeżeli zastanowimy się nad ich historią i zauważymy jak silna jest kultura francuska, jak wiele francuskich rzeczy świat dobrze zna i podziwia. Marki takie jak Chanel czy L'Oreal, Louis Vitton, a także francuskie wina, francuscy artyści i wiele innych rzeczy wszyscy dobrze znamy i podziwiamy. Polecam blog Pana Michała Kędziory, akurat ma wpis o francuskich markach odzieżowych tutaj.
Teraz przeciętny francuz też dobrze wie, że jego kultura jest  znana na świecie i dzięki temu zbudowali niesamowitą pewność siebie i przekonanie, że są wiele warci. Ta wewnętrzna siła winduje francuzów na wysoki poziom, w przeciwieństwie do Polaków. Polskie firmy przez wiele lat miały kompleks czy pisać na swoich produktach 'Made in Poland', dopiero ostatnio obserwujemy coraz silniejszy trend polskich produktów, który jest pozytywny bo mamy wiele świetnych produktów, ale brakuje nam pewności, żeby mocniej wychodzić w świat. Nie bierze się to znikąd, wiele lat zaborów, dwie wojny światowe i czasy PRLu zrobiły swoje, ale mamy przed sobą świetlaną przyszłość.
Jeżeli na produkcie jest napisane 'Made in France' jego cena już jest kilkakrotnie wyższa i pomijamy tutaj jakość tego produktu. Sam fakt, że został wyprodukowany we Francji wynosi go na wysoki poziom, niedostępny na razie dla wielu innych krajów. Nie ma potrzeby być tutaj zazdrosnym, Francuzi nie dostali tego za darmo. Są to setki lat pracy i dążenia do sukcesu, który nadszedł i dzisiaj można spijać śmietankę.

Francuzi w pewnych kwestiach są też z perspektywy Polski zacofani. Polska mocno się rozwija i odważnie wkracza w nowe trendy i technologie. To jest bardzo fajna postawa na te zwariowane czasy, ponieważ dzięki temu nasz kraj się doskonale rozwija w nowoczesnych dziedzinach, najlepszym przykładem jest branża gamingowa , na czele z firmą CD Projekt producentem serii gier o Wiedźmienie, która świetnie sprzedaje się na całym świecie.
Francuzi tymczasem wysyłają sobie czeki (uważaj żeby ci czasem nie wysłał płatności w tej formie bo będziesz mieć kłopot), korzystają z faxu, a siedziby ich firm już dawno proszą o porządny remont, ale oni się tym przejmują. Nie muszą za nikim gonić. Takie podejście do spraw, szczególnie w biznesie jest dla nich korzystne i daje solidną przewagę w czasie negocjacji. Jeżeli bardzo zależy ci na sprzedaży, to zrobisz wiele dla kogoś, kto może, ale niekoniecznie specjalnie chce od ciebie kupić. Zapewne jesteś wówczas skłonny obniżyć cenę, dołożyć do oferty dodatkowe opcje, tym bardziej jak ten ktoś działa na tak dużym rynku jak Francja. Francuzi nie są głupi, zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują tę przewagę niemiłosiernie. Najlepszym przykładem są francuskie sieci hipermarketów słynące z wyciskania swoich dostawców jak cytryn przy pomocy wątpliwie etycznych metod.

Ostatnia przyjemna sprawa, którą chciałem opisać a jest nieodłączonym elementem wszelkich rozmów biznesowych czy towarzystkich to - uśmiech. Uśmiech jest pozytywny, miły i uprzejmy, nadaje swobodny ton rozmowie i sprawia, że jest przyjemniejsza, bynajmniej mnie merytoryczna czy wartościowa. Postrzegam uśmiech niesamowicie pozytywnie, wpływa na jakość życia i mimo tego, że nie zawsze jest szczery, to nie ma to znaczenia, jego celem nie jest być szczerym tylko uprzejmym, chwilowym i ulotny. Osobiście mam z tym ogromny problem, po prostu się nie uśmiecham. Moja koleżanka w czasie podróżowania po Francji nieustannie zwraca mi na to uwagę i jestem jej wdzięczny, ale przychodzi mi to trudno, jest to dla mnie nienaturalne. Nie pozostaje nic innego jak ćwiczyć uśmiechanie się, można to robić zawsze i wszędzie... Przyda się w czasie rozmów biznesowych z Francuzami :)

 


Przestań gadać. Zacznij robić.

No właśnie! Masz ciekawy pomysł na biznes? Nie tylko Ty, wiele osób ma. Wiele osób ma nawet ten sam pomysł, ale udaje się tylko nie wielu osobom. Patrzymy na innych ludzi i wydaje się nam, że ich sukces przyszedł znienacka, ale to nieprawda. To jest tylko wygodna wymówka, kiedy możemy powiedzieć "temu to się poszczęściło", zapominamy, nie wiemy lub, co gorsza, nie chcemy wiedzieć, że ten ktoś wiele lat pracował na swój sukces i w końcu po wielu wzlotach i upadkach udało mu się.

Problem z którym obecnie walczę, to fakt, że zawsze chciałem być mistrzem świata. Jeżeli coś mi się szybko nie udawało, to wolałem tego nie robić. To jest problem wielu osób, rozpoczynamy nowy biznes, nowego bloga i myślimy, że będzie tak fajnie, a zaraz się okazuje, że to wcale nie takie proste.

Zaimponowała mi historia Michała Szafrańskiego, który na swoim blogu "Jak oszczędzać pieniądze" opowiedział historię o tym jak sam wydał swoją książkę. Polecam wszystkim jego bloga i podcast, profesjonalna robota. Temat oszczędzania pieniędzy jest dla mnie bardzo ważny i wiele już na ten temat czytałem i słuchałem, ale zaipomonował mi sukces jaki odniosł Michał swoją książką i zaczałem się zastanawiać jak on to zrobił. Odpowiedź jest dość prosta, zbudował ogromne audytorium za pomocą swojego bloga nad którym pracował dobre kilka lat, potem naprawdę przyłożył się do pisania książki, no i masz już nawet nie sprawdzam ile milionów zarobił.

Też chciałbym napisać książkę, też chciałbym zabrać się za wiele ciekawych projektów, ale najpierw muszę zbudować swoją pozycję, ja akurat wybrałem sobie pisanie bloga o sprawach, które mnie ciekawią. Oczywiście najchętniej pisałbym codziennie po kilka godzin, ale to nie możliwe bo "praca i rodzina", dlatego dwa razy w tygodniu? No cóż też się nie udało. I tak dalej. Jeżeli robisz dietę, nie wrzucaj na siebie super zaplanowanego tygodnia z każdym posiłkiem wymierzonym co do grama bo polegniesz. Jak mówi Tim Ferris w wielu swoich podcastach np. tym napraw swoje śniadanie, a jak już to ci się uda to zabierzesz się za resztę posiłków. I to się sprawdza w wielu sprawach, Seth mówi, że wyznaczamy sobie bardzo trudne cele, niemożliwe do osiągnięcia, ponieważ w momencie gdy polegniemy, to mamy świetną i wygodną wymówkę, której nikt nie jest w stanie obalić. Natomiast jeżeli polegniemy na małej rzeczy, to jeszcze się okaże, że jesteśmy beznadziejni, a tak przecież być nie może. Wyznaczajmy małe, ale osiągalne cele i je realizujmy - mówi Seth.

Moim celem na ten moment jest jeden post na blogu w tygodniu. Jedna rzecz bardzo mi w tym pomogła, deklaracja publiczna - otóż podlinkowałem swój post na facebooku i zapłaciłem 5$ za reklamę, aby dotarł do kilku osób, zaprosiłem kilku znajomych, potem napisałem, że następny post za tydzień (wczoraj), mimo tego, że może nikt nie tego drugiego niesponsorowanego posta nie czytał, to czułem jego ciężar, no i proszę. Jestem piszę, a chciałem czytać książkę :-)

Pomysł na mojego bloga mocno się nie wykrystalizował, ale jest mnóstwo rzeczy w kwestiach osobistego rozwoju i biznesu, o których czytam i chciałbym się nimi podzielić, więc co tydzień będę wrzucać informacje, co czytałem, czego słuchałem ze swoim komentarzem.

Zobaczymy co z tego wyjdzie.