Potrafisz inspirować jak Jurek Owsiak? Jesteś stylem I.

 

Style I - Czy to właśnie dobra zabawa nie jest w pracy najważniejsza?

 

Kolejny wpis na temat stylów zachowań MaxieDisc. Czerwony, dominujący styl D pokazałem tutaj. Dzisiaj zajmę się żółtym, inspirującym stylem I. Jeżeli jeszcze nie czytałeś, pierwszego wpisu z tej serii, to dokładnie w tym momencie zapraszam tutaj.


Uwaga! Spoiler alert!

Brodacz ze zdjęcia z pierwszego wpisu, to właśnie styl I. Po czym go poznamy? Osoba o stylu I to uśmiechnięty, pędzący do przodu optymista. Uwielbia dobrze się bawić. Bawi się, gdy pracuje i  gdy spędza czas w gronie najbliższych. Nie lubi nudy, nie lubi samotności, kontakty z ludźmi są jego paliwem. Osoba reprezentująca ten styl nie jest w stanie przez dłuższy czas pracować w odosobnieniu, także jeżeli jesteś menedżerem i masz takiego osobnika w zespole, to nie zlecaj mu zadań, które wymagają dłuższego dłubania w samotności, ponieważ najprawdopodobniej to zawali. I odnajduje się świetnie w środku wydarzeń, bo ważne jest dla niej / niego, aby coś się działo. Absolutnie nie boi się zmian, ciągle ma nowe pomysły i angażuje ludzi do ich realizacji, co ciekawe, angażuje w sposób „oddolny”, czyli zaraża ich swoją wizją i sprawia, że wszyscy wspólnie zaczynają podążać do celu, czując też w dużej mierze, że to ich cel. Sposób angażowania ludzi do wykonywania zadań jest właśnie odmienny, niż ten, który reprezentuje styl Dominujący. Menedżer o stylu D powie do ludzi „Nie interesuje mnie, w jaki sposób, ma to być zrobione”, natomiast styl Inspirujący powie „Zróbmy to razem, zobaczycie, jak będzie fajnie i jaką będziemy mieli na koniec satysfakcję”.

Styl I bierze odpowiedzialność za siebie i za członków zespołu, dość łatwo przyzna się do błędu i nie będzie miał z tym problemu, bo „gdzie się pracuje, tam wióry lecą”.

 

Jak każdy styl zachowania styl I może zostać doprowadzony do skrajności lub może zostać wytrącony z równowagi. Fakt, że styl I ma wiele pomysłów, może przeszkadzać mu, ponieważ nie będzie w stanie zrealizować żadnego, już na początku zrezygnuje ze względu na swój „słomiany zapał”. Poza tym realizacja wielu pomysłów często wymaga wykonania szczegółowych zadań, na których styl I specjalnie nie potrafi się skupić. Jako manager będzie swoim zachowaniem stresować pracowników, ponieważ zarzucanie innych stylów zachowania niezliczoną ilością pomysłów i ciągłymi zmianami może być męczące, a nawet przerażające dla wielu osób.

 

Jednym z ciekawszych reprezentantów silnego stylu I jest Jurek Owsiak. Kolorowy, zaangażowany w to, co robi i też świetnie angażujący ogromne rzesze ludzi. Trzeba przyznać, że jest w tym mistrzem, ponieważ zdecydowana większość ludzi pracujących dla WOŚP to przecież wolontariusze,dla których największą frajdą i nagrodą jest udział w tym przedsięwzięciu.


Styl D - do celu jak Michael Jordan, ale nie jak Donald Trump

Zapraszam na kolejny materiał o stylach zachowania MaxieDISC. Jeżeli teraz trafiłeś na mojego bloga, to najlepiej zacznij od początku :), jeżeli przyciągnął cię ten wpis, to zacznij tutaj

Mówiąc o 4 stylach zachowania zawsze należy pamiętać, że żaden styl nie jest ani dobry ani zły. On po prostu jest. Każdy styl będzie się świetnie realizować, tylko w różnych sytuacjach i właściwych dla siebie warunkach. Każdy styl będzie osiągać cele, ale proces będzie wyglądać inaczej. Na koniec każdy styl może być źle wykorzystany i wtedy kusi nas stwierdzenie, że wadą danego stylu jest to czy tamto, ale to złe stwierdzenie. To nie jest wada, tylko nieświadome, nieumiejętne wykorzystanie danego stylu, zatracenie się w nim.

 

Styl D - wielu znanych sportowców reprezentuje właśnie ten styl i czasem zabawne jest obserwowanie, jak wielki wpływa ma na wszystko, co robią. Najciekawszy przykład, jaki przestudiowałem, to Michael Jordan. Lider drużyny Chicago Bulls, niesamowicie silnie zorientowany na cel, wielkie wydarzenie sportowe działały na niego bardzo motywująco i świetnie odnajdywał się w krytycznych momentach. Zachowywał zimną krew i trafiał do kosza w ostatnich sekundach. Jordan to indywidualista, flesze błyszczały na niego, a koledzy z zespołu byli w dużej mierze ludźmi, którzy umożliwili mu dotarcie do celu.

 

Abstrahując trochę od Jordana, styl D jest z natury bardziej poważny, traktuje serio to, co robi. Silna orientacja na cel powoduje, że mówi krótko i zwięźle, bez zbędnego srutu-tutu i jeżeli będziesz mówić do niego inaczej czyli np. zbyt kwieciście bądź zbyt szczegółowo, to może się zirytować, potem ci przerwie i poprosi, aby przejść do konkretów. Przechodzenie do sedna, mówienie tylko o niezbędnych faktach jest dobrą strategią na komunikację z osobą o stylu D.

Styl D lubi dobrze wyglądać, schludnie i elegancko, a jeżeli go stać, to będzie jeździć dobrym autem i posiadać różne fajne gadżety. Ale co ciekawe nie będzie ogłaszać wszem i wobec, z szerokim uśmiechem na twarzy „hej, hej patrzcie, jakie mam super auto". Jego czarne BMW, Audi lub Mercedes będzie na pewno czyste i zadbane i możesz być pewien, że styl D postara się o to, abyś je zauważył, tylko bardziej subtelnie. Potrzeba wynika z tego, że D potrzebuje prestiżu, dlatego często zobaczysz u niego w biurze lub domu trofea z dziedzin, którymi się interesuje.

Styl D lubi zmiany, lubi podejmować ryzyko. Decyzje w tych kwestiach podejmuje relatywnie szybko i oczywiście zdecydowanie. Pracuje z ludźmi, ale ludzie mają mu zapewnić realizację celu, a nie dobre towarzystwo, więc nie będzie się zbytnio przejmował ich uczuciami i emocjami. Z tego powodu czasem może się zdziwić, że jakieś szczegóły przeszkadzają w wykonaniu zadania. Jeżeli będzie częścią jakiejś grupy, to szybko się z niej wyłoni próbując stać się samozwańczym liderem i będzie starał się powiedzieć grupie dokąd ma zmierzać.

 

Styl D jest racjonalny, wobec czego konstruktywna krytyka go nie urazi, choć łatwo jej nie przyjmie i może z nią dyskutować, natomiast nie zakwestionuje dobrej i logicznej argumentacji. Konflikt jest dla niego naturalnym procesem i służy osiąganiu celów, więc nie dziw się, jeżeli się zdenerwuje i wybuchnie albo powie coś mocno i ostro, a chwilę później przejdzie swobodnie i spokojnie do kolejnych zadań.
W całej racjonalności jest też domieszka intuicji, ponieważ styl D analizuje dane do pewnego momentu, gdy stwierdza “czuję, że to dobry” kierunek i przechodzi do realizacji zadania.

Jak pisałem na wstępie każdy styl może być źle wykorzystywany. Agresja, kontrola, egoizm, manipulowanie, nieprzyznawanie się do winy będą domenami stylu D.

 

Wkrótce materiał wideo o stylu i ciemna strona tego stylu w przypadku Michaela Jordana.

 


Jaki masz styl zachowania? Prosta metoda na lepszą komunikację z szefem i żoną

 

Od dłuższego czasu interesuję się zarządzaniem i rozwojem osobistym. Jak zapewne zauważyłeś, wiele moich postów ukierunkowuje się mocno na kwestie psychologiczne, które dla mnie są nieodłącznym elementem wyżej wymienionych dziedzin. Nie jestem psychologiem z wykształcenia, ale od kilku lat ten temat jest moim hobby i zajmuje się nim z powołania. Stało się tak, ponieważ z wielu obserwacji wyciągnąłem wniosek, że psychologia jest ważna i odpowiedni mindset, czyli nastawienie psychologiczne oraz zrozumienie tego co się dzieje wokół nas, bardzo pomaga, a często jest wręcz głównym czynnikiem odpowiedzialnym za nasz sukces lub porażkę. Wiele osób po prostu żyje dobrze i chwała im, wiele myśli, że wszystko jest super a jeszcze inne tak udają. Psychologią nie zajmuje się każdy bo znam wiele osób, które takie rozważania całkowicie odrzucają z wielu powodów i raczej na tego bloga nie trafią, ale ci którzy są otwarci na ‘nowe’ może już tu są, więc zapraszam do dalszej częśći. Teraza zaczyna się ciekawie.

 

Jakiś czas temu miałem możliwość wykonania testu psychometrycznego - Insights Discovery. Bardzo mi się spodobało. Na podstawie 20 minutowego testu online, otrzymuje się raport na temat własnego stylu zachowania oraz godzinną konsultację tego raportu z certyfikowanym coachem. Konsultacja jest istotna bo wyjaśnia co się tak naprawdę za całym testem kryje. Konsultant nie odhacza formułki, ale dokładnie nas wypytuje czym się zajmujemy i z tego wyciąga wnioski na temat naszego stylu zachowania. Zaraz później okazało się, że firma którą znałem zajmuje się dostarczaniem takiej usługi, mowa tu o MaxieDisc.com Byłem pod dużym wrażeniem tego jak trafnie test opisuje moją osobowość i postanowiłem się w to bardziej zaangażować, ponieważ trafiła do mnie argumentacja, że takie narzędzie można wykorzystać praktycznie na wiele sposobów. Rozpocząłem proces certyfikacji jako konsultant MaxieDisc i jestem już praktycznie na finiszu, aktualnie powstaje moja strona za pomocą której będę sprzedawał test Maxiedisc i udzielał konsultacji.

 

W małym skrócie. Metoda bada nasz styl zachowania. Wyróżniamy 4 style:

 

  • D - dominujący (domination)
  • I - inspirujący (inspiration)
  • S - stabilny (steadiness)
  • C - sumienny (compliance)

 

Większość ludzi jest dwu lub trzy stylowa, używamy różnych styli w różnych sytuacjach. Oznacza to, że osobowość jest mieszanką 2-3 styli, czasem jeden lub dwa style mogą się mocno wybijać i w dużej mierze determinować naszą osobowość.

 

Style nie są wartościujące. Żaden styl nie jest ani dobry, ani zły, one po prostu są. Nie mówi się o stylach, że mają wady bądź zalety. Natomiast styl może być nieodpowiednio wykorzystywany w różnych sytuacjach życiowych i utrudniać nam komunikację, współpracę, osiąganie celów.

 

  • D - może zbyt mocno dominować innych
  • I - może bujać w obłokach
  • S - potrzeba bezpieczeństwa może blokować rozwój
  • C - dokładność może wydłużać bądź uniemożliwiać realizację zadań

 

Natomiast te same style mogą działać w drugą stronę

 

  • D - będzie przewodzić i dopinać zadania
  • I - wprowadza przyjazną atmosferę i myśli kreatywnie
  • S - dobrze zaplanuje i wesprze współpracowników
  • C - zauważy niedociągnięcia i wykona zadanie bardzo dokładnie

 

Model MaxieDisc jest prosty i jego zrozumienie nie powinno zająć ci wiele czasu, nie wymaga od ciebie wiedzy psychologicznej, ani specjalnego przygotowania. Jeżeli się tym zainteresujesz to możesz zacząć go używać praktycznie i patrzeć na innych myśląc o tym jaki styl reprezentują i jak możesz się do tego adaptować.

 

Na dzisiaj to tyle. Wkrótce kolejne materiały o DISC na blogu, ale czy już teraz jesteś w stanie powiedzieć jaki styl zachowoania reprezentuje brodacz ze zdjęcia?


Antycypowanie

Niedawno pisałem o zwiększonej ilości zadań tutaj

Michał Śliwiński twórca Nozbe mówi o ile dobrze pamiętam cytując David Allena, że jeżeli jakieś zadanie zajmie do dwóch minut to zrób je bo zbyt dużo czasu zajmie ci powracanie do niego. Jeżeli dostaję jakiegoś maila to rzucam na niego okiem i jeżeli na jednej nodze nie jestem w stanie na niego odpowiedzieć, to z powrotem odznaczam go jako nieprzeczytanego. Natomiast tutaj dzieje się już coś ciekawego, nazwałem to antycypowaniem, chociaż jest tutaj pewnie lepszy termin, którego na razie niestety nie znam. Ten ponad 2-minutowy mail już siedzi mi w głowie i już myślę co na niego odpowiedzieć, także kiedy do niego usiądę to będę wiedział co napisać i po prostu to zrobię.

Antycypowanie jest przydatne jeżeli siedzi Ci jakiś pomysł w głowie, jest on pewnie zły ;) więc dobrze jest go z siebie wyrzucić, zobaczyć reakcje innych, może wcale taki zły nie jest. Jeżeli planujesz spotkanie w jakiejś sprawie, możesz dać ludziom wcześniej znać, co myślisz, jakie masz pomysły ewentualnie wnioski, żeby ludzie już mogli się zastanowić nad twoimi pomysłami i oczywiście je skrytykować. Chyba że jesteś szefem o którym mówi Simon Sinek, czyli takim, który  zanim  wyrazi swoją opinię na jakiś temat powinien najpierw wysłuchać swego zespołu bo inaczej podwładni będą się bali wygłaszać swoje opinie niezgodne z tą szefa. Nie śmiałbym kwestionować tego co mówi Simon, ale myślę o innej sytuacji. Twoi współpracownicy, koledzy z zespołu, wspólnicy, to im chcesz przekazać to co siedzi ci w głowie, oni to docenią i odwdzięczą się ciekawą dyskusją na dany temat.

Często liczymy, że zwołamy spotkanie, znajdzie się tam kilka tęgich głów i sprawę załatwimy. Otóż nie, tak często widziałem, że ludzie na spotkaniu dowiadują się nowych faktów i potrzebują czasu do zastanowienia, aby się do nich odnieść i dopiero na kolejnym spotkaniu mogą dyskutować, a czas ucieka i jest cenny.


Pomoc innym

Warren Buffet, najwiekszy inwestor giełdowy w historii, nie był nigdy człowiek słynnącym z filantropii. W jego rodzinnym mieście Omaha w Nebrasce zarzucano mu, że bardzo mało robi dla społeczności mimo tak ogromnego majątku jaki już posiada. Buffet wziął sobie do serca procent składany i wiedział, że każdy cent wydany na inny cel jest w długiej perspektywie bardzo kosztowny (efekt motyla) i wydłuża czas osiągnięcia pozycji nr. 1. Presja musiała być duża i na pewno wielokrotnie przekonywał go do zmiany podejścia jego przyjaciel Bill Gates, który ze swoją żoną i dzięki pieniądzom zarobionym w Microsofcie prowadzi ogromną fundację. Ostatecznie Buffet zapowiedział, że cały swój majątek przeznaczy na rzecz owej fundacji.

Dlaczego dajemy pieniądze na cele charytatywne? Przyczyn jest zawsze wiele. W USA jest to dobrze widziane i politycznie poprawne, ludzie boją się oskarżenia, że nie wspierają charytatywnie i tym samym są nieludzcy. Wiele osób ma potrzebę pomagania innym i chce być anonimowa w swoim pomaganiu, a niektórzy skoro pomagają chcą, to chcą też na tym coś ugrać. W Polsce mamy wiele możliwości, zbiórki pieniędzy na pomoc organizowane są już chyba w każdym celu, ostatnio nawet widziałem w tv reklamę z głosem chyba Marcina Dorocińskiego proszącego o pomoc mongolskim tygrysom (materiał był bardzo profesjonalny). Każda pomoc jest potrzebna i się liczy. Zawsze byłem fanem WOŚP w głównej mierze ze względu na niesamowitą wytrwałość i konsekwencje tej organizacji, robienie takiej imprezy przez tyle lat jest niesamowitym sukcesem. Drugim moim faworytem jest Janina Ohojska i jej Polska Akcja Humanitarna.Wielokrotnie czytałem wywiady z Janiną Ohojską i bardzo imponowało mi jak trzeźwo podchodzi do pomagania, które w dużym skrócie polega bardzo konsekwentnie na dawaniu wędki. PAH robi akcje w wielu niebezpiecznych miejscach, ludzie którzy biorą udział w akcjach poświęcają się, ale kierownictwo firmy zawsze dbało o bezpieczeństwo swoich pracowników. Jeżeli zrobienie akcji nie było bezpieczne, to PAH się z niej wycofywało. Jest to swego rodzaju idealna form 'dawania' jaką opisuje Adam Grant w "Dawaj i Bierz", czyli dawanie dwukierunkowe, czyli 'daję', ale zabezpieczam siebie i swój interes do pewnych granic, aby przetrwać, aby móc się rozwijać i tym samym dawać więcej i dłużej.

Ile pieniędzy przeznaczać na cele charytatywne? Przecież większość z nas nie ma problemu z wydawaniem pieniędzy, a jak coś zostanie to niektórzy nawet potrafią zaoszczędzić. Żyjemy w świecie, w którym mamy znacznie więcej niż potrzebujemy, ale jesteśmy kuszeni z każdej możliwej strony. Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Czy jeżeli stać mnie na samochód za 100k PLN to powinienem kupić za 90k i 10k oddać na cele charytatywne? Ja biorę udział w spontanicznych akcjach, ale też zrobiłem sobie stałe zlecenie na kwotę 100 zł i przesyłam na PAH co miesiąc. Myślę, że mógłbym przesyłać, więcej i na pewno będę robić, na razie tyle wydawało mi się komfortowo dla mnie, nie ogranicza to też możliwości mojego rozwoju.

Link do strony PAH

https://www.pah.org.pl/klub-pah-sos/

Na youtube był też fajny filmik odnośnie 'Dawania pieniędzy', nie mogę go teraz znaleźć, zaktualizuję.


Dużo na głowie - 1 świetny sposób, aby to zmienić

Ze względu na dużo obowiązków nie znalazłem czasu na pisanie bloga. Pisanie jest w dużej mierze dość nowym i trudnym zajęciem dla mnie, więc potrzebuję dobrych warunków, aby do tego usiąść i niestety nie udawało mi się to. Zmieniam trochę strategię i chcę sprawniej wrzucać posty na bloga. Będą pewnie krótsze, ale będzie ich więcej i przede wszystkim będą.

Skąd ta zmiana? Nowe obowiązki wymusiły na mnie przeorganizowanie swoich codziennych czynności i efektywniejsze zarządzanie czasem. Do tego najlepiej zawsze coś poczytać i tak trafiłem na Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe, który zbudował produkt do zarządzania zadaniami i jest maniakiem produktywności. Prowadzi też http://productivemag.pl/

O ile możemy się spierać, czy Nozbe czy Asana czy jeszcze inny program do zarządzania czasem i projektami to powiem tak, whatever. Nie chodzi o program, to tylko narzędzie. Michał wrzuca mnóstwo informacji jak zmienić swój mindset, jakie czynności wdrożyć, aby być bardziej produktywnym i to jest właśnie klucz. Każdy zrobi to na swój sposób, ale wszyscy zmierzamy do tego samego celu i wskazówki, które nieustannie płyną od twórcy nozbe są przydatne.

Lubię polecać różne rzeczy. Mam wrażenie, że jestem Mawenem z książki Malcolma Gladwella "Punk przełomowy", jeżeli w ramach polecenia jeszcze coś na tym zarobię to super, ale zarobienie nie jest celem, myślę że wynika to z powyższego tekstu. Link affiliacyjny w obrazku.

 


5 ciekawych powodów dlaczego eksport się nie udaje

Powodów dlaczego podbój rynków zagranicznych się nie udaje może być naprawdę wiele i na tym blogu będziemy je regularnie omawiać. Znalazłem ciekawe opracowanie hiszpańskiego eksportera, który podaje wewnętrzne powody nieudanego wejścia na rynki zagraniczne. Zobacz artykuł tutaj po Angielsku lub Hiszpańsku, a wersja Polska z moimi komentarzami poniżej.

  1. Eksport nie jest elementem długoterminowej strategii.
    Każdy potrafi schudnąć 10 kg w miesiąc, ale nie wielu jest w stanie to zrobić w ciągu roku. Aby się udało trzeba zmienić styl życia.
    Z eksportem i w zasadzie ze wszystkim jest podobnie. Krótkoterminowe działania nie przyniosą żadnego efektu, dlatego istotnym elementem jest włożenie regularnych działań proeksportowych do naszego terminarza i założenie, że tak samo jak wiele lat rozwijaliśmy naszą firmę w kraju, tak samo długo będzie to się działo za granicą. Jeżeli co tydzień mamy spotkanie z pracownikami działu rozwoju czy marketingu, tak samo co tydzień powinniśmy spotkać się z osobą realizującą nasz eksport. Jeżeli uda się nam to przez pierwsze kilka tygodni, to naturalnie przejdziemy do dalszego rozwoju, możemy stworzyć budżet na działania, zaplanować wyjazdy, zdobyć ewentualne finansowanie z projektów unijnych, zaprosić gości, dzięki informacjom z rynku zagranicznego przygotować nowe produkty.
    Z doświadczenia wiem, że najlepszy stymulatorem są po prostu zamówienia, jeżeli firma poczuje, że eksport faktycznie się udaje, to trudno jest jej kwestionować zasadność działań eksportowych.
  2. Brak międzynarodowego mindsetu
    Nastawienie firmy jako całości jest istotnym czynnikiem w rozwoju eksportu, ponieważ jeden manager sam nic nie zdziała, pracownicy w firmie muszą mu dobrowolnie, chętnie i świadomie pomagać - innymi słowa cała firma musi być w pełni świadoma, że eksportuje. Jeżeli dział przygotowania produktu stworzy instrukcje czy etykiety w języku polskim, w ogóle przy tym nie myśląc jak będzie wyglądała wersja eksportowa, to późniejsze koszty i nakład procy mogą być wysokie, a przede wszystkim działania naprawcze będą zniechęcające i uporczywe.
    Aby skutecznie i zespołowo realizować eksport musimy mieć zgraną i zorientowaną na cel drużynę, która wspólnie będzie realizować cel.
  3. Niemożność wprowadzenia zmian potrzebnych do eksportu
    Na samym początku najlepiej założyć, że łatwo nie będzie. Każdy rynek jest specyficzny i wejście na każdy wymaga zaadoptowani firmy do danych warunków, jeżeli chcemy wejść do Niemiec z całkowicie polską, zaledwie przetłumaczoną ofertą to najprawdopodobniej nam się nie powiedzie. Niemcy mają swoje charakterystyczne dla siebie przyzwyczajenia i zachowania, musimy się do nich dostosować, często pomoże nam w tym lokalny partner czy dystrybutor, z którym rozpoczniemy współpracę. Oczywiście w późniejszym etapie będziemy mogli promować rozwiązania, które dobrze sprawdziły się w Polsce, ale nie będzie to core naszego biznesu, tylko ciekawostka.
  4. Niekompetentny menedżer zarządzający sprzedażą eksportową
    Zależnie od naszej struktury będziemy mieli ludzi odpowiedzialnych za różne zadania. Aby umiejętnie wchodzić na różne rynki potrzebujemy osoby, kreatywnej, podchodzącej nietypowo do zadań, przenikliwiej i nie bojącej się prób a tym samym porażek. Niewiele osób posiada takie cechy, tym bardziej w Polsce, gdzie wiele osób nadal jest dość roszczeniowa i najchętniej czeka, aż szef powie im co mają zrobić. Jeżeli chcesz wchodzić na rynki eksportowe, potrzebujesz kogoś, kto przeanalizuje sytuację twojego przedsiębiorstwa i powie ci co trzeba zrobić, a następnie to zrobi.
    Manager eksportu powinien posiadać jedną ciekawą cechę, którą doskonale opisuje Adam Grant w książce Dawaj i Bierz , którą bardzo polecam. Opisuje on postawę łowcy talentów drużyny NBA Philadelphia 76ers, który miał możliwość wyboru do swojej drużyny Michaela Jordana, ale zdecydował się na innego zawodnika, ponieważ tamten lepiej się zapowiadał. Decyzja okazała się błędna bo jak wiadomo MJ został amerykańskim sportowcem wszech czasów, ale wielu działaczy przyznały rację trenerowi z Philly, ponieważ w tamtym momencie ta decyzja była dobra. Trener dał nowemu zawodnikowi szansę przez dwa sezony, a potem go zwolnił i przyznał się, że wybór był zły. Nie chciał już dalej kontynuować swojej porażki, tylko szukać kolejnych talentów, które przyniosą 76ersom mistrzostwo NBA, co w końcu się udało, a sam trener został wielokrotnie wyróżniony za swoje umiejętności.
    Nie jest łatwo przyznać się do porażki, ale o wiele gorsze dla naszej firmy będzie ciągnięcie złej strategii i dalsze topienie czasu i pieniędzy. Jeżeli jakiś rynek źle rokuje bo mamy nieodpowiedni produkt a stworzenie nowego wiąże się z ogromnymi nakładami, to trudno - uznajmy to za koszt utopiony i próbujmy wejść na inny rynek z innym produktem. Upewnijmy się, że nasz manager jest w stanie przyznać się do błędu.
  5. Silny rynek rodzimy
    Silny rynek Polski dla wielu producentów jest pułapką. Polska przez ostatnie lata pięknie się rozwija, ale jak pokazują badania ekonomiczne gospodarką rządzi cykliczność, co oznacza, że mamy lata tłuste i chude, regularnie co kilka lub kilkanaście lat, więc pewne jest, że prędzej czy później w każdej branży pojawi się kryzys. Jeżeli mamy zbudowaną prezencje za granicą, to mamy o wiele większe szanse, że kryzys dotknie nas mniej znacząco, ponieważ jest mniej prawdopodobne, że nastąpi on w wielu krajach z tą samą siłą. Oczywiście trzeba być ostrożnym też w drugą stronę, jeżeli uzależnimy firmę od jednego kraju eksportowego, a tam wydarzy się kryzys, to również będziemy mieli problem.Widać dość wyraźnie, że eksport to raczej kwestia zmiany mentalności, podejścia konsekwetnego w kwestii realizacji zadań związanych z eksportem, ale też elastycznego w związku z wyzwaniami jakie będziemy napotykać. Zarządzanie zasobami ludzkimi stanowi kluczową rolę w powodzeniu naszej misji bo jeżeli będziemy mieli odpowiednich ludzi i dobrze nimi pokierujemy, to pomogą nam oni zrealizować cel.

Ekstremalny kłopot autorytarnego managera - hipoteza dla #tigerenergydrink

Do napisania postu zainspirowała mnie Natalia Hatalska swoim udostępnieniem na facebooku poniższego. Przy okazji polecam jej trendbook na rok 2017, czytałem go ostatnio i jest to ciekawe zestawienie aktualnych trendów.

No właśnie, dlaczego w firmie nikt nie zareagował na taką kampanię w naszym kraju. Wytłumaczenie firmy można znaleźć tutaj.

https://www.facebook.com/TigerEnergyDrink/posts/1710945458934397

Ok, możemy firmie uwierzyć, chociaż jest nam trudno bo jak pisze Natalia Hatalska zaufanie do marek spada i koncerny wkrótce mogą mieć z tego tytułu problemy.

Ja natomiast chciałbym postawić swoją hipotezę nawiązującą do sposobów zarządzania. Otóż, w Polsce popularnym stylem jest autorytarne przywództwo, gdzie "szef" trzyma w rękach pełnię władzy i nie pozwala pracownikom wybrać koloru długopisu jakim mają podpisywać listę obecności. Na dłużej z takim szefem będę w stanie pracować ludzie tylko i wyłącznie mu podporządkowani, mogą to być dobrzy fachowcy z różnych dziedzin np. marketingu, ale będą to osoby, które z pewnych względów poddają się całkowitej woli szefa, usuwają się w cień i przede wszystkim nie kwestionują decyzji szefa. Nie mogą tego robić, ponieważ wiążę się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami, z których najlżejszą formą jest zdecydowana odmowa przyjęcia propozycji. Taki szef różnym pracownikom już wielokrotnie odmawiał i wiedzą oni, że nawet nie ma sensu próbować - popadają też z tytułu w chroniczne niezadowolenie z pracy i po kątach oczywiście obgadują szefa i narzekają na pracę, ba pewnie całemu światu się dostaje jaki jest on niesprawiedliwy. Można odejść z pracy, no ale "kredyt, dom, rodzina", albo się podporządkować, żeby w takiej sytuacji przetrwać. Teraz szef wpadł na pomysł, żeby zrobić taką ostrą kampanię, pracownicy dostarczyli materiał a on to zaakceptował, nie było żadnego whistleblowera, który powiedział by całemu gremium "hola, hola opamiętajcie się bezcześcicie narodowe wartości, w kraju, w którym są one święte, spotka się to na pewno z ostrą reakcją społeczeństwa, a w dobie mediów społecznościowych wieść o takiej wpadce rozchodzi się w kilka sekund po całym kraju". Nie było takiej osoby bo ona już dawno w tej firmie nie pracuje. Dlatego zdarzył się wypadek przy pracy, a możemy śmiało stwierdzić, że był to wypadek bo firma się teraz straszna kaja i nawet przelała pół miliona PLN na rzecz byłych powstańców.

Efekt autorytarnego przywództwa nie jest charakterystyczny dla Polski, wszędzie znajdziemy jednostki, które w ten sposób zarządzają. Amerykanie oczywiście nawet to zbadali a rezultatem badania przeraziły się firmy lotnicze, no bo co by się stało, gdyby autorytarny kapitał załogi, wykonał czynność, której żaden załogant by nie skorygował i doprowadziło by to do katastrofy lotniczej? Po eksperymentach w symulatorze okazało się, że w wielu przypadkach tak się właśnie stało, kapitan wykonał manewr, nitk nie zareagował w ciągu minuty, samolot się rozbił. W tej książce możecie przeczytać dokładniejszą analizę.

 

 


Polska <-> Włochy - rozbudowujemy naszą usługę

Usługi w Polsce rosną w siłę. Bardzo fajnie przedstawia to obrazkowa historyjka na stronie firmowi.pl, zapraszam do jej obejrzenia tutaj. Jako konsumenci coraz bardziej przyzwyczajmy się do korzystania z różnych usług, w Polakach ciągle jest mocno zakorzeniona potrzeba posiadania czegoś na własność, zamiast wynajęcia, najlepszym przykładem są mieszkania, które są wynajmowane zaledwie przez 2% Polaków a ponad 70% posiada lokum na własność. Od kilku lat osobiście zauważam jednak ogromną przewagę nad wynajmem lub wypożyczeniem, który w długim terminie jest niesamowicie korzystny, moim ulubionym przykładem z dzieciństwa jest skuter wodny. Mój tato chętnie kupował taki sprzęt na własność, aby nim handlować. Ja chciałem z niego skorzystać, chociaż nie było to proste. Należało zaangażować dużą grupę znajomych do transportu i zadbać o kwestie eksploatacyjne jak tankowanie, garażowanie, ewentualne naprawy (bardzo częste w przypadku mocno wyżyłowanego sprzętu wodnego) a na koniec ganiać kolegów, którzy mieli radochę z pływania, ale odpowiedzialności za szkody wziąć nie chcieli.
Dzisiaj w życiu bym się na to nie zdecydował, nie mam na to pieniędzy, nie mam gdzie trzymać, a jak bym chciał popływać to proszę bardzo, 150 zł za 20 min i hulaj dusza piekła nie ma.
Lubię żeglować, ale posiadanie łódki na własność to ta sama historia, a czarterów jest bez liku, do wyboru do koloru, gdzie tylko dusza zapragnie.
Rowery miejskie, kolejna rzecz, która doskonale się sprzedaje i podbija polskie miast. Możemy wymieniać dalej... jeszcze długo.

A co z usługami dla biznesu? Sytuacja wygląda następująco. Zdecydowana większość polskich firm to MŚP, założone po transformacji, ich struktury i mentalność nasycone są mocno dawnymi czasami, gdzie przedsiębiorca "prywaciarz" to był raczej cwaniak, na którego trzeba było uważać. Sam przedsiębiorca cechował się dużą dozą braku zaufania wobec wielu osób krążących wokół jego firmy. Nawiązanie współpracy między przedsiębiorcami jest trudne ze względu właśnie na brak zaufania a także małą pewność siebie i strach o bezpieczeństwo własnego biznesu. Boimy się konkurencji, boimy się innych, którzy może będą chcieli nas wygryźć, a przecież to dzięki konkurencji tutaj jesteśmy i dzięki niej możemy się rozwijać. Bałbym się raczej braku konkurencji bo to by oznaczało, że nasz biznes zaraz będzie trzeba zamknąć, każda nowa firma oferująca to co my, to tylko potwierdzenie, że pracujemy w coraz lepszej branży.
Wiele obaw jest zasadnych. Widzę wkoło mnóstwo pasożytów, oferujących usługi obrzydliwie niskiej jakości i przyznam, że ten fakt mnie cieszy bo sam mocno skupiam się na tym, aby dostarczyć jak najlepszą usługę dla firm, które jej potrzebują. Tak, dla wybranych, nie dla każdego.
Wspomniane polskie firmy pięknie się rozwijały przez ostatnie 25 lat. Osiągnęły wspaniałe wyniki i naprawdę mamy czym się pochwalić, sztandarowe przykłady jak Amica, Solaris czy wiele firm z branży IT są wisienkami na naszym torcie.
W całym tym gronie duża cześć firma napotkała swego rodzaju szklany sufit, którego bez pomocy nie będą w stanie przebić. Na przykładzie swojej usługi mogę to łatwo przedstawić: firma zna świetnie rynek Polski, dobrze się tutaj czuje, ma znaczny udział w rynku, ale od 2-3 lat jej wzrost się zatrzymał bo Polski rynek po prostu jest ograniczony. Rozsądnym rozwiązaniem jest wejście na rynki zagraniczne, ale w firmie brak ludzi ze znajomością języków obcych, brak osób, które mają wiedzę biznesową na temat różnych rynków zagranicznych, firma nie posiada żadnych kontaktów za granicą, nie wie czym cechują się różne rynki zagraniczne a jej produkty nie są przygotowane pod zagraniczną ekspansję. Tymczasem sam produkt mógłby się sprzedawać za granicą, czy jesteśmy w stanie pozwolić sobie, będąc w centrum Europy, aby z takiej okazji nie skorzystać?

Te wszystkie bariery są trudne do przeskoczenia. Wiele firm zatrudnia osobę znającą język obcy i próbuje sił w eksporcie i dobrze, że decydują się na ten krok, chociaż jest on dość kosztowny. Pracownika trzeba rekrutować, podpisać umowę na jakiś czas, zorganizować mu stanowisko pracy, poświęcić czas na jego przeszkolenie, przeprowadzić badania i szkolenie bhp. Jeżeli nasz współpraca nie wypali, to zostaniemy z tym całym kosztem oraz wielką obawą czy ten eksport ma sens. Myślę, że możemy tego pracownika porównać do skutera mojego taty :)

Alternatywą jest skorzystanie z usługi, czyli profesjonalnej firmy, która zna się na eksporcie, ma szeroką sieć kontaktów i sprawdzone ścieżki umożliwiające szybsze wejście na dany rynek. Posiada własne zasoby tj. biuro, sprzęt oraz pracowników znających języki obce. Oczywiście jest wiele firm świadczących usługę na złym poziomie, ale nawet jeżeli na taką trafimy, to rozstanie się z nią nie stanowi najmniejszego problemu, wypowiadamy umowę i koniec. Proste, łatwe i bezbolesne. Można powiedzieć, że ryzykujemy bardzo niewiele, ale możemy bardzo dużo zyskać, jeżeli firma wykona dobrą pracę i zapewni nam dodatkowe przychody ze sprzedaży. Oczywiście koszt na początku jest większy bo profesjonalna firma musi kosztować, ale w długim terminie oszczędzamy pieniądze bo w dużej mierze kupujemy większą efektywność, czyli ponosimy koszt przez krótszy czas. Już na samym początku współpracy dowiadujemy się czy dobrze się nam z daną firmą współpracuje lub nie i stosunkowo łatwo możemy odpowiednio zareagować.

Korzystając z naszej usługi eksportu otrzymujesz też wsparcie marketingowe Kolektywu w Procesie a teraz nawiązaliśmy współpracę z włoską firmą 12 Export. Zobacz tutaj ich stronę. Wspólnie z 12 Export tworzymy sieć konsultantów w całej Europie i na Bliskim Wschodzie, którzy szybko będą mogli reagować na potrzeby naszych klientów i dostarczać potrzebne informacje lub rozpoczynać działania na wielu rynkach docelowych. Redukujemy koszty podróży i czas reakcji na Państwa potrzeby, otrzymujemy informacje z pierwszej ręki, bezpośrednio z rynku docelowego od osoby, która ma ten rynek rozpoznany i od razu doradzi nam czy idziemy w dobrym kierunku. Dzięki takiej współpracy nie musimy wywarzać już otwartych drzwi.

 

 


3 rzeczy potrzebne do zwiększenia sprzedaży

Jakieś pół roku temu klient zapytał mnie, Panie Tomaszu co zrobić, aby zwiększyć sprzedaż? Niezwykle proste pytania niesamowici utknęło mi w głowie i powiem szczerze, że ciągle o nim myślę. Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest dla każdego inna i na dodatek zmienia się w czasie, kiedyś trzeba było zrobić X, później 2X, 3X a teraz można zrobić 100X i nie przynosi to już żadnego efektu. Mam tutaj na myśli reklamę, która w cudowny sposób zamieniała przedsięwzięcie w bardzo dochodowy biznes. Najfajniejszym przykładem są zamki "Gerda", które w latach 90 mocno reklamowały się w Polskiej telewizji i są bardzo dobrze znane do dzisiaj. Gdyby jakikolwiek producent zrobił to samo dzisiaj, na pewno nie odniósłby nawet zbliżonego efektu.
Miałem dzisiaj pisać o czym innym, ale przeczytałem sobie wpis z bloga Mała Wielka Firma (wpis dość aktualny bo z 11.2016). Blog jest bardzo fajnie zrobiony, autor ma olbrzymie doświadczenie, ale treść tego wpisu nie za bardzo przypadła mi do gustu. Pan Marek ma na pewno mnóstwo nowoczesnych pomysłów jak można przyciągać klientów emaile, smsy, promocje, okazje itp. W dzisiejszym świecie taka reklama się kompletnie nie przebija (polecam tutaj książkę Seth Godin - Marketing za przyzwoleniem), każdego maila od pizzerii po prostu kasuje a jaką pizzę wybrać zastanawiamy się jak jesteśmy głodni i co się dzieje wtedy? Wybieramy pizzę, która nam smakowała, ooo a to akurat dobrze pamiętam, że jak zamówiłem ostatnio pizzę i była niedobra to więcej jej nie zamówię. Do dziś pamiętam pizzerię Da Grasso w Poznaniu na Półwiejskiej, którą chyba 10 lat temu przywiozła mi pizzę zasypaną obrzydliwymi pieczarkami.

Chcesz zwiększyć sprzedaż swojego produktu, to najpierw zapytaj się czy faktycznie jest on tego wart? Dajesz na pizzę świeże warzywa, prawdziwy ser czy sztuczny? Wypiekasz ją w piecu zwykły czy takim z prawdziwej włoskiej restauracji palony drewnem? W Poznaniu jest pizzeria z takim piecem i wszyscy ją sobie polecają bo podobno pizza jest super, nazywa Bar a Boo. Nikt nie mówił, że dostał maila z ofertą albo że można kupić dwie w cenie jednej. Mówią "tam mają prawdziwy piec", nawet nie trzeba dodawać, że pizza jest dobra bo każdy od razu skojarzy jakość z tym cholernym piecem.

Jeżeli chcesz, aby Twoja usługa masowo się promowała to musisz sprawić, aby ludzie mówili o niej swoim kolegom, koleżankom, żonom, mężom i kochankom, jeżeli za polecenie jesteś w stanie zapłacić to jeszcze bardziej to wzmocnisz (tak robi dropbox dając darmową przestrzeń osobom polecającym, mówiłem komu mogłem i nawet instalowałem to ludziom na komputerach, aby tylko dotać więcej megabajtów i sporo ich uzbierałem, także uber, który po prostu daje darmowe przejazdy), ale dzisiaj żadna reklama nie odnosi takiego skutku jak rekomendacja znajomego, kolegi czy przyjaciela "idź, tam mają super pizze, mają piec opalany drewnem" Czy ktoś oprze się takiej rekomendacji? Na pewno nie, i na pewno tam pójdzie. Twoja w tym głowa, aby mu się podobało i aby wrócił.

Załóżmy że już mamy tę super pizzę, ciągle dbamy, aby była dobrze wypiekana, nasi ludzie są wyszkoleni, żeby tworzyć jakość i żaden klient się nie rozczaruje. Swoją drogą dotarcie do tego poziomu jest nie lada wyzwaniem bo dopinane detali jest najtrudniejsze, a klienci dzisiaj naprawdę szybko się zniechęcają bo ilość alternatyw jest nieograniczona.
Drugą rzeczą nad którą zacząłbym pracować to "buying experience", po Polsku chyba byłoby "proces zakupu" albo "wrażenia podczas kupowania". Świetnym przykładem jak to zostało poprawione jest dla mnie serwis Allegro. Wybieramy produkt (oferta jest bardzo duża, od różnych sprzedawców, w różnych cenach, wiele możliwości dostawy), dodajemy do koszyka bądź idziemy do płatności, tam już mamy zapisaną naszą kartę lub płacimy systemem PayU przez przeniesienie na stronę banku. Ewentualnie możemy wybrać płatność na raty (robiłem to, za trzecim razem system pamięta już wszystkie dane i cały proces wnioskowania o raty traw 10 minut, genialne). Gotowe! Potwierdzenie na maila. Łatwo, szybko i przyjemnie. Dotarcie do tego poziomu allegro zajęło jakieś 17 lat! Oczywiście pojawiły się nowe technologie, których kiedyś nie było i zostały one świetnie wykorzystane, nie mniej jednak czas i pieniądze a przede wszystkim myśl jakie zostały włożone w uporządkowanie procesu zakupu stanowią niesamowite wyzwanie, choć mogłoby się to wydawać proste z punktu widzenia kupującego, tak proste, że nawet nie zauważamy, jak szybko wszystko załatwimy i nie zdążymy ponarzekać.

Wracając do naszej pizzy. Jak możemy pracować na wrażeniami podczas zakupu? Nasz dostawca pizzy może być miły i schludnie ubrany, może posiadać terminal do płatności kartą, może jeździć czystym autem. Zamówienie można przyjmować na różne sposoby, poprzez aplikację lub przez stronę. Jeżeli mamy lokal to trzeba o niego dbać, obsługa musi być miła, napoje zimne itd. Nie będę tutaj mówił jak dokładnie ma to wyglądać. Myślę, że właściciel lokalu dobrze wie jak to należy zrobić, chodzi mi o to aby skupić się na tym, że należy stworzyć przyjemną atomsferę dla klienta, co skłoni go do powrotu i to na dodatek ze znajomymi. Kolejny raz polecam tutaj książkę Carmine Gallo - Doświadczenie Apple. 

Ostatni czynnik to określenie, kto jest naszym klientem. Tak naprawdę od tego powinniśmy zacząć zanim w ogóle otworzymy pizzerie, ale jako, że zacząłem komentować artykuł z bloga Mała Wielka Firma tak mi wyszło, że mówię o tym na koniec.
Załóżmy, że mamy pizzerię na każdym rogu, każda ma świetną pizzę i każda sprawia, że klienci czują się w niej doskonale. Jak możemy zdobyć przewagę? Otóż możemy skupić się na określonej grupie klientów. Na moim etapie życia najbliżej będzie mi mówić o grupie 'rodzice z dziećmi', specyficzna grupa (o tym jak analizować grupę pisałem tutaj), dość liczna w naszym społeczeństwie (500+ bije rekordy), także uznajmy to za dobry target (nie lubię tego słowa, ale łatwo się go używa). Czyli mamy rodziców w wieku około 30 lat, i dzieci w wieku 0-7 lat. Czego taka grupa potrzebuje? Małe dzieci na pewno nie są w stanie usiedzieć w miejscu więc potrzebują atrakcji (często w lokalach jest stolik z Ikeii i kredki, ok może być, od czegoś trzeba zacząć), rodzice chcieliby posiedzieć spokojnie, mieć oko na dzieci, ale nie biegać za nimi i pilnować, aby nie wyszły na ulicę. Czy jesteś w stanie stworzyć takie warunki, aby taka grupa czuła się dobrze? Zapewniam cię, jeżeli tak by było, to ilekroć miałbym ochotę na pizzę to przyszedłbym do twojej pizzeri.
Oczywiście to jest tylko przykład i możesz nie rozumieć potrzeb, akurat tej grupy. Z ekonomicznego punktu widzenia najlepiej jest wyselekcjonować najliczniejszą grupę społeczna i dla niej się poświecić, ale jeżeli danej grupy nie czujesz i nie chcesz mieć z nią nic wspólnego, to po co się męczyć. Trzeba mieć świadomość, że niektórzy klienci do tej pizzerii pełnej krzyczących bachorów nigdy nie przyjdą np. zakochana para czy single chcący poczytać do pizzy lub zatopić się w swoim 5 calowym ekranie. Tylko, że to jest ok. Ta usługa nie jest dla nich. Jeżeli coś jest dla wszystkich, to jest dla nikogo. Nie można się bać utraty tych klientów.